Wydanie bieżące

1 września 17 (233) / 2013

Dominik Szcześniak,

CAŁA PRAWDA I TYLKO PRAWDA

A A A
Sławomir Lewandowski od kilku dobrych lat regularnie publikuje swoje graficzne opowieści. Robi to bez angażowania wielkich wydawców i jakichkolwiek działań promocyjnych. I choć w komiksowych mediach nazwisko tego autora pada niezwykle rzadko, grono jego odbiorców jest stałe, wierne i świadome geniuszu, z jakim ma do czynienia.

Najnowszą produkcją tego płodnego artysty jest trzecia część cyklu o Dzikim Zachodzie. Po „Prawdzie” i „Całej Prawdzie” nadeszła kolej na „Tylko Prawdę”, a sam autor zapewnia, że to jeszcze nie koniec. Serial Lewandowskiego, osadzony w amerykańskim miasteczku Sallem, to rasowy western z gigantyczną dawką humoru. Początkowo sprawia wrażenie zbioru niezwiązanych ze sobą anegdot z życia białych ludzi – „kombojów”. Szybko jednak przeobraża się w epicką opowieść o podboju Dzikiego Zachodu, w której każda z postaci ma do odegrania swoją rolę. To, o czym jest ten komiks, bardzo trafnie prezentują okładki poszczególnych jego części, na których strzelają pistolety, fruwają dolary, rozlewa się alkohol, a gwiazdy szeryfa zwisają z szubienicy.

W Sallem jest tylko jedna postać, która „nie pije whisky, nie chodzi na dziwki, nie kradnie i nie ubliża bliźniemu swemu”. Jest nią Joe Owens. Bohater – niestety – dość szybko ginie. Reszta postaci to galeria łobuziaków, którzy najchętniej bezmyślnie by się pozabijali, po wcześniejszym upojeniu się alkoholem i wizycie w zamtuzie, prowadzonym przez Dolly Thompson i Peggy Cotton. Lewandowskiemu należy oddać, że te dość paskudne persony przedstawia w sposób na tyle zabawny, że czytelnik momentami jest w stanie z nimi sympatyzować. Pierwsze z brzegu przykłady: Ben Richards, uganiający się za Whillmą Brownstown i pragnący założyć z nią patologiczną rodzinę, Will Parkinson z rewolwerem w oku czy też przebiegły hochsztapler Harold Lee Burney, który sprzeda ci to, co chcesz, za tyle pieniędzy, ile akurat masz w kieszeni.

Miasteczko Sallem, pijane i oddające się cielesnym uciechom, w „Całej Prawdzie o Dzikim Zachodzie” musiało stawić czoła bandzie Micke’a Burnheada oraz szeryfowi Gregowi Forbesowi, który – choć przybył na odsiecz mieszkańcom – swoim pokrętnym pojęciem sprawiedliwości wpędził ich w jeszcze większe tarapaty. „Tylko Prawda” zaczyna się w momencie, gdy miasto jest w zgliszczach. Jak do tego doszło, dowiadujemy się z opowieści całkowicie pijanego Bena Richardsa.

Sceny z udziałem Indian to bardzo istotny element opowieści. Lewandowski przedstawia ich jako uosobienie dobra i ucieleśnienie spokoju, postaci zharmonizowane z naturą, którym obce są zwyczaje ludzi przybyłych zza wielkiej wody. W „Prawdzie” i „Tylko Prawdzie” Indianie byli dość biernymi uczestnikami zdarzeń, pojawiając się tylko po to, by pozwolić czytelnikowi na chwilę oddechu od scen z „kombojami”. Ich mądrość przeciwstawiana była głupocie białych, a szlachetne maksymy zestawiane z bezsensownymi strzelaninami w oparach wódki. „Tylko Prawda” zagwarantowała Indianom nieco większą rolę do odegrania – w tym zeszycie Lewandowski skonfrontował ich z białymi, generując tym samym szereg interesujących spostrzeżeń na temat podboju Dzikiego Zachodu.

Główną bronią Lewandowskiego jest prosty, lekki, dowcipny sposób opowiadania. Jego komiksy są jak dobrze opowiedziany kawał, pełen równie zabawnych dygresji. Dodając do tego specyficzną, kłaniającą się klasykom w pas kreskę, otrzymujemy produkt kompletny. Może tylko tych kolorów żal. Komiks został wydrukowany w szarościach, na offsecie, przez co wygląda znacznie gorzej niż w oryginalnej kolorowej wersji. Ale nawet mimo tego – szczerze polecam. Przy sadze o Dzikim Zachodzie będziecie śmiać się do rozpuku.
„Prawda o Dzikim Zachodzie”, „Cała Prawda o Dzikim Zachodzie”, „Tylko Prawda o Dzikim Zachodzie”. Scenariusz i rysunki: Sławomir Lewandowski. Autor wydał własnym sumptem.