Wydanie bieżące

15 września 18 (234) / 2013

Dominik Szcześniak,

TAKA SOBIE KRUCJATA

A A A
„Krucjata” nie jest dziełem aspirującym do miana komiksu historycznego. Jest jedynie wariacją na zadany temat, fantazją wyjątkowo płodnego scenarzysty. W kręgu inspiracji Jeana Dufaux znalazły się wydarzenia trzeciej „wojskowej pielgrzymki”, głównie te dotyczące walki dzielnego Ryszarda Lwie Serce ze szlachetnym Saladynem. Bazując na pieśniach trubadurów – zarówno tych z zamierzchłych czasów, jak i całkiem współczesnych – Dufaux przygotował pełną emocji opowieść, w której obecne są miłość i śmierć, dobro i zło, zdrady i intrygi. A ponad tym wszystkim unosi się wrażenie, że (niestety) autor kopiuje samego siebie.

Twórca, znany w Polsce między innymi ze współpracy z naszymi wielkimi rodakami – Grzegorzem Rosińskim („Skarga Utraconych Ziem”) i Tadeuszem Baranowskim („Historia wyssana z sopla lodu”, „O zmroku”), w omawianym tomie, zatytułowanym „Simoun Dja”, skupił się na wnikliwej prezentacji bohaterów. Szlachetny sułtan Abdul Razim powraca do Świętego Miasta i na powitanie otrzymuje wiadomość o zbliżającej się chrześcijańskiej armii pod dowództwem sędziwego Grzegorza z Arcos.

W każdym z obozów chwile przed zbliżającą się walką wypełniają miłosne deklaracje, ukazywanie postaw rozsądnych i porywczych oraz… konszachty z diabłem. Wplecenie magii i mistycyzmu do naszpikowanej kiepskimi dialogami wojennej opowiastki to całkiem udany zabieg. Ożywia on fabułę, nadaje niektórym scenom mroczną aurę (na tyle, na ile pozwala na to sprawność rysownika, o czym za chwilę), ale jednocześnie przywodzi na myśl nieznośne skojarzenia ze „Skargą Utraconych Ziem”, potęgowane w scenach z udziałem Syrii z Arcos – łudząco podobnej do głównej bohaterki cyklu zilustrowanego przez Rosińskiego.

Dufaux opracował swój pomysł tak, jak należy: od tajemniczego prologu, poprzez szereg scen nakreślających główne punkty akcji, po finałową batalię i (w miarę) trzymający w napięciu epilog. Zabrakło tu jednak ostatecznego szlifu oraz dopracowania kilku szczegółów, skutkiem czego materiał z potencjałem przerodził się w niewypał. Nazwisko rysownika serii – Phillippe’a Xaviera – warto często przywoływać. Niestety nie dlatego, że talentem przyćmiewa on wcześniejszych współpracowników Dufaux, ale głównie przez wzgląd na fakt, że tylko wielokrotnie powtarzając, będziemy w stanie zapamiętać jego personalia.

Tworzone przez niego rysunki niczym szczególnym się nie wyróżniają. Są zachowawcze, proste i… martwe. Jedynym wartym wspomnienia zabiegiem (choć nie jestem w stanie stwierdzić, czy był to jego pomysł czy scenarzysty) jest znajdująca się mniej więcej w połowie albumu rozkładówka, na której Xavier pozwolił sobie na dość ekstrawaganckie kadrowanie. Cała reszta jest warsztatowo sprawna, rzemieślniczo dobra, ale i kompletnie nijaka. Zgodnie z niepisaną komiksową tradycją, poziom pierwszego tomu (jaki by on nie był) nie powinien wpływać na decyzję czytelnika o porzuceniu lektury kolejnych epizodów. Osobiście również nie zamierzam jej zaniechać, na przekór mankamentom i świadomości tego, że Philippe Xavier raczej niczym pozytywnym mnie już nie zaskoczy. Nadzieja jednak w scenarzyście, który być może w kolejnych tomach wyciśnie z siebie kilka zgrabnych kwestii dialogowych, zajmujących scen czy intrygujących wątków.
Jean Dufaux, Philippe Xavier: „Krucjata 1. Simon Dja”. Tłumaczenie: Grzegorz Przewłocki. Wydawnictwo Komiksowe. Warszawa 2013.