Wydanie bieżące

15 września 18 (234) / 2013

Przemysław Pieniążek,

I NIE OPUSZCZĘ WAS?

A A A
W połowie 2008 roku, po blisko trzydziestu latach despotycznych rządów, przywódca Republiki Zimbabwe, osiemdziesięcioczteroletni wówczas Robert Mugabe, spotkał się z członkami swojego biura politycznego. Pierwszą turę wyborów prezydenckich wygrał bowiem kandydat opozycji, Morgan Tsvangirai. Tym samym kierowana przez dziarskiego satrapę partia ZANU-PF (Afrykański Narodowy Związek Zimbabwe – Front Patriotyczny) po raz pierwszy w historii straciła pełną kontrolę nad parlamentem. Jednak tyran nie zamierzał dobrowolnie oddać władzy, rozpoczynając brutalną kampanię mającą na celu zastraszenie obywateli, nie mówiąc już o sztabie jego zagorzałego rywala. W tym czasie przywódca narodu zamówił dostawę trzech tysięcy moździerzy oraz trzech milionów sztuk amunicji do niezawodnych kałasznikowów. Przed drugą turą wyborów śmierć poniosło blisko dziewięćdziesięciu działaczy opozycji, w świetle czego lider MDC (Ruch na rzecz Zmian Demokratycznych) wycofał swoją kandydaturę. Choć według oficjalnych wyników Robert Mugabe otrzymał ponad osiemdziesiąt pięć procent głosów, wybory powszechnie uznano za nielegalne. Nie zmieniło to faktu, że  Robert Mugabe został po raz szósty zaprzysiężony na stanowisku prezydenta republiki.

Te dramatyczne wydarzenia stanowią kanwę „Strachu”, okrzykniętego w 2011 książką roku reportażu, będącego wnikliwym zapisem zbrodniczej kampanii oraz wstrząsającym studium dyktatury. Urodzony w Południowej Rodezji Peter Godwin – absolwent uniwersytetów w Cambridge i Oksfordzie, korespondent zagraniczny londyńskiego „Sunday Times”,  pisarz, scenarzysta oraz prawnik – jako jeden z nielicznych ludzi prasy zdołał wjechać na teren Zimbabwe, by zdać sprawozdanie z przebiegu (re)elekcji. Syn inżyniera o polsko-żydowskich korzeniach oraz wywodzącej się z brytyjskiego rodu lekarki (prowadzącej w Zimbabwe kolonie trędowatych i szpitale dla gruźlików) jako siedemnastolatek został powołany do brytyjskiej policji południowoafrykańskiej, aby wziąć udział w wojnie o wyzwolenie Zimbabwe. Doskonale orientując się w społeczno-politycznych realiach tego kraju, Godwin na łamach swojej książki ukazuje obraz społeczeństwa zdominowanego przez tyrana, którego kolektywny portret kreśli na podstawie relacji naocznych świadków, ale i ofiar odgórnie usankcjonowanej przemocy.

Lektura „Strachu” pozwala spojrzeć na pochodzącego z plemienia Shona Roberta Gabriela Karigamombe Mugabe jako człowieka w znaczącym stopniu zdefiniowanego przez własną przeszłość: niezwykle szorstkiego w kontaktach z innymi mizantropa, opromienionego niegdysiejszą chwałą politycznego więźnia, anglofila uhonorowanego przez brytyjską królową Elżbietę II Orderem Łaźni (tytuł szlachecki odebrany w 2008 roku), brzydzącego się korupcją i chciwością purytanina ewoluującego do postaci „współczesnego Hitlera” (z tego miana jest szczególnie dumny), ceniącego sobie niekompetencję i sprzedajność swoich ministrów, zyskując w ten sposób możliwość pełniejszej kontroli. Peter Godwin wskazuje również na obecny w profilu afrykańskiego prezydenta rys niebezpiecznego intelektualisty, ale także samotnika, który nigdy nikomu nie zaufał na tyle, by mianować go swoim następcą. Kampania nienawiści przeciwko homoseksualistom, rasistowska polityka względem białej mniejszości czy miażdżenie wszelkich przejawów wolności słowa poprzez zastraszenia, pobicia, porwania, gwałty, trwałe okaleczenia oraz morderstwa to podstawowe elementy (krytykowanej przez wiele rządów i organizacji międzynarodowych) polityki Roberta Mugabe sprowadzającej się do prostej kategorii: strachu. Niemniej dziennikarz zwraca także uwagę na inny problem, jakim – obok oportunizmu oraz uległości wielu działaczy z (nie tylko) najwyższych szczebli władzy – jest zaakceptowanie takiego stanu rzeczy przez znaczną część obywateli Zimbabwe, bezsilnych w swojej rozpaczy, odrzucających wiarę w możliwość zmiany.

Podejmując ryzyko, Godwin odwiedza spalone wioski, plutony egzekucyjne i szpitale zapełniające się ofiarami terroru działającego pod szyldem „Mavhoterapapi?” („Na kogo głosowałeś?”). Trafia do zaimprowizowanych kryjówek, gdzie tymczasowy azyl odnajdują uchodźcy oraz przywódcy opozycji. Rozmawia z ostatnimi białymi farmerami, nauczycielami, dyplomatami i duchownymi – z bestialsko skatowanymi przeciwnikami reżymu, konstruując na kanwie ich opowieści reporterski dokument, nie pozbawiony jednak    literackich szlifów. Autor „Gdzie krokodyl zjada słońce” szczegółowo opisuje brutalną rzeczywistość, angażując sferę prywatnych emocji, dzieląc się z czytelnikiem swoimi wątpliwościami i poczuciem winy, wypływającym z przekonania o (mimo wszystko) jałowości jego dziennikarskich działań.

„Po raz pierwszy próbuję dociec, co tu właściwie robię, zastanawiam się, czy to jest konstruktywne. Aż wreszcie przystaję na określenie, którego zawsze unikałem, bo wydawało mi się pretensjonalne, ale teraz jest dziwnie stosowne: dawać świadectwo. Oto daję świadectwo temu, co się tu dzieje, temu nieustającemu okrucieństwu. Odpowiadam za to, aby nagłośnić to cierpienie, tę ofiarę, żeby nie poszła na marne” (s. 139). Cel postawiony przez Godwina został niewątpliwie osiągnięty. Ale dramat Zimbabwe wciąż trwa. W dniu 31 lipca 2013 Robert Mugabe zwyciężył w pierwszej turze wyborów prezydenckich (rzecz jasna uznanych przez niezależnych obserwatorów za sfałszowane) zapewniając sobie siódmą reelekcję. Wszystko wskazuje na to, że niespełna dziewięćdziesięcioletni tyran nie opuści swojego narodu aż do samego końca.
Peter Godwin: „Strach. Ostatnie dni Roberta Mugabe”. Tłum.: Paweł Lipszyc. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2013 [seria: Reportaż].