Wydanie bieżące

15 września 18 (234) / 2013

Zuzanna Sokołowska,

ROZSZERZONE ŹRENICE

A A A
Martwe ciało wzbudza ambiwalentne uczucia – od obrzydzenia, mdłości drażniących żołądek oraz przerażenia, aż po fascynację, ciekawość i ekscytację. Innymi słowy, wizualne doświadczenie śmierci jest jednym z najbardziej granicznych wrażeń, które całkowicie redefiniuje symboliczne wyobrażenie martwego ciała. Pomimo silnego ładunku destrukcji, trup jest tworem bardzo delikatnym, powoli rozpadającym się w otchłani nieuchronnego unicestwienia. Jak trafnie zauważył Maurice Marois, martwota jest nowym wyrażeniem protoplazmy. Przeciwstawia się ona żywej tkance, rozpadając się, topniejąc i wysychając, drażniąc najgłębsze struktury ludzkiego oka. Według Georges’a Bataille’a, erekcja i słońce gorszą tak samo jak trup i mrok piwnic. „Ludzkie oczy nie znoszą ani słońca, ani kopulacji, ani trupa, ani zmroku, różnie jednak na ich widok reagują” – podkreśla filozof.

W sztuce temat śmierci eksplorowany jest w najbardziej różne sposoby, począwszy od oczywistych wizerunków rozkładu, na pracach związanych z eksperymentami na żywym ciele skończywszy. Jedną z najbardziej wyrazistych artystek dotykających granicy życia i śmierci jest meksykańska twórczyni Teresa Margolles. Jej prace posiadają wzrokowo uchwytną obecność rozkładu, którą artystka stara się zmumifikować w swoich niezwykłych realizacjach, głęboko związanych z uwarunkowaniami społecznymi i politycznymi, wykluczającymi bezpośrednio obecność zwłok. Trzeba przyznać, że Margolles jest mistrzynią w definiowaniu śmierci. Bez wątpienia pomogła jej w tym znajomość meandrów medycyny sądowej, z której zrobiła dyplom. Jest także absolwentką sztuki na Dirección de Fomento a la Cultura Regional del Estado de Sinaloa (DIFOCUR). W trakcie swojej artystycznej działalności poświęciła się patomorfologicznym badaniom, zakładając w 1990 roku razem z Arturo Ángulo Gallardo, Juanem Luis García Zavaleta oraz Carlosem López Orozco grupę SEMEFO.

Czym wyróżniają się jej prace? Na pewno doskonałą znajomością ludzkiego ciała, jakiej może jej pozazdrościć każdy artysta, który ledwie liznął wiedzy z dziedziny anatomii w trakcie trwania swoich studiów. Prace Margolles tak silnie działają na ludzką wyobraźnię, ponieważ zawierają pierwiastek namacalnie doświadczanej śmierci. Co ciekawe, pytana o swoje dzieła, artystka ma problem z wyrażaniem się na temat nieuchronności ludzkiego życia. W jej przypadku definicje śmierci wymykają się werbalizacji. Czy można zresztą naprawdę zdefiniować martwotę, która sama w sobie przekracza granice niebytu? Czy język jest w stanie oddać sens nieistnienia? Znacznie łatwiej posługiwać się nim w kontekście bytów obecnych w rzeczywistości. Kiedy zaczynają znikać, razem z nimi umyka także język, który ma problem z nazywaniem tego, co niewyrażalne. A śmierć jest właśnie takim zjawiskiem. Opowiadanie o niej znacznie lepiej wychodzi Margolles za pomocą swoich prac.

„Przez 12 albo 13 lat pracowałam z konceptem ciała. Na początku zajmowało mnie ciało w kostnicy, martwe ciało. Na początku próbowałam zbadać, co dzieje się z ciałem jako bytem społecznym po jego śmierci. Wtedy zrozumiałam, że kostnica jest barometrem społecznym. To, co dzieje się w miejskiej kostnicy, dzieje się również poza nią” – tak opowiada o swojej twórczości artystka, przenosząca swoje anatomopatologiczne zainteresowania na grunt sztuki. Mroczna aura prosektorium niemal w każdej jej pracy odbija się głośnym echem. Jednakże w jej realizacjach chodzi o coś więcej niż tylko o definicje zwłok. Margolles chce pokazać społeczny wymiar śmierci, podkreślić, że ciało jest elementem porządkującym, określającym, nawet po zgonie, jego status. W jednej ze swoich rzeźb artystka używa wody, obmywając nią ciała ofiar gangsterskich porachunków, biedoty czy osób, których tożsamość nie została zidentyfikowana. Jest to realizacja o opływowych, niemalże doskonałych kształtach, zachwycająca oko precyzją wykonania. Na dodatek ona jest niezwykle gładka i błyszcząca. Wszelkie nierówności nie mają w przypadku tej pracy racji bytu. Nad jej powierzchnią zostaje umieszczony kran, z którego kapie woda – nośnik pierwiastka śmierci. Co ciekawe, okazuje się, że gładka rzeźba artystki rozgrzana jest do wysokiej temperatury. Kiedy woda zaczyna na nią opadać, można usłyszeć mrożący krew w żyłach, głośny syk. Jak zauważa Anna Theiss, rzeźba artystki podkreśla anonimowość śmierci, ale – wbrew kulturowym stereotypom – nie prowadzi do wniosku, że zrównuje ona ludzi. „Rytuały, które ją otaczają, zmieniają się w zależności od statusu, wykształcenia, różnic społecznych. Ciała osób, które były marginalizowane poddawane są innym procedurom w innych miejscach, niż ciała osób z wyższych klas” – podkreśla Theiss.

W podobnym tonie utrzymana jest inna praca Margolles, „W powietrzu” (2003). Artystka wytworzyła bańki mydlane, które pękały wraz z ruchem widzów. Pozornie mogłoby się wydawać, że za pomocą tej realizacji Margolles chce odpocząć od natrętnie prześladującej ją śmierci. Nic bardziej mylnego – woda, która została użyta do produkcji baniek, pochodzi z prosektorium. Praca nasuwa skojarzenia z obrazem Fransa van Mierisa z 1663 roku, na którym można oglądać chłopca puszczającego bańki mydlane z okna. Stanowi on bezpośrednie nawiązanie do ulotności, kruchości życia. Człowiek to homo bulla, jego przemijanie jest równie gwałtowne, jak pęknięcie mydlanej bańki. Jednakże artystka, w przeciwieństwie do Mierisa, próbuje precyzyjniej zweryfikować obecność przeczucia śmierci w ludzkim życiu, dodając cząstkę martwej cielesności, którą staje się użyta przez nią woda.

Substancja ta jest także obecna w filmie Margolles, „El Agua en la Ciudad de Mexico” (2001). Obraz pokazuje proces obmywania zwłok ciepłą wodą przed pośmiertnym badaniem. Wzrok widza wędruje po instytucie kryminalistyki, obserwując, jak woda, pochłaniająca właściwości jeszcze niezastygłej do końca żywotności, spływa powolnym nurtem do kanalizacji. Trudno ogląda się ten film, będący metaforą ludzkiego ciała, które, będąc żywe, codziennie poddawane jest czynności mycia, pozbawiającego go fragmentów przyrodzonej fizjologii, doznań i przeżyć, osiadających na skórze. Podobnie dzieje się w przypadku zwłok, z których należy zmyć pozostałości życia, ostatecznie nadając im status martwoty.

Jedną z najbardziej przerażających w swoim przekazie realizacji, która była pokazywana w toruńskim CSW podczas trwania wystawy „Nie patrz prosto w słońce” w 2009 roku, jest praca „Trepanacja. Dźwięki kostnicy” (2003). Wystarczy założyć słuchawki, by usłyszeć dźwięk kości pękających pod wpływem elektrycznej pilarki, Odgłosy te na długo pozostają w pamięci. „Większość ciał ofiar w kostnicy w Meksyku to zwłoki przedstawicieli niższych klas. Biedaków nie stać na odbieranie ciał, więc je tam pozostawiają, na nich potem uczą się lekarze. Ta sytuacja pokazuje rozmiar ubóstwa, wiele rodzin nie może pozwolić sobie na odbieranie z kostnicy ciał swoich bliskich” – tak opowiada o swojej pracy Margolles, podkreślając po raz kolejny społeczne różnice ujawniające się po śmierci.

Margolles eksploruje w swojej działalności także ludzkie tkanki. W pracy „Papeles” (2003) nasącza cienkie arkusze bibuły krwią, tłuszczem i innymi substancjami organicznymi, będącymi pozostałościami po sekcji zwłok, tworząc coś w rodzaju porterów anonimowych, niezidentyfikowanych ciał, równocześnie nadając im status obecności, pośmiertnego istnienia. Podobnie dzieje się w przypadku realizacji „Entierro” (1999), przekraczającej granice między tym, co reprezentowane i przedstawione. Artystka tworzy grób płodu, w którym znajdują się prawdziwe tkanki, podejmując w ten sposób dyskusję na temat ontologicznego statusu rozwijającego się w ciele matki dziecka, które w momencie poronienia definiowane jest jako „odpad medyczny”. Margolles chce w ten sposób upomnieć się o prawo płodów do takiego samego traktowania jak w pełni ukształtowane ciała, zasługujące na szacunek i godny pochówek. Dlatego też grób artystki, wykonany z betonu, jest niesłychanie gruby, przypomina pancerz, który ma chronić malutki, bezbronny płód przed nieludzkim podejściem.

Twórczość Margolles, w swojej dosłowności niezwykle brutalna, jeśli nie ekstremalna, świadczy o głębokim zaangażowaniu. Artystka nie chce szokować, lecz uświadamiać istnienie problemu związanego z ciałem, któremu odbiera się po śmierci wszystko, co identyfikowało je jako ludzkie. Margolles pokazuje środowisko Meksyku, gdzie zwłoki traktowane są po macoszemu, bez szacunku. Dzieje się tak najczęściej w przypadku przedstawicieli najbiedniejszych warstw społecznych. Być może dlatego rytuał ucztowania na grobach i pogrzebach w tym regionie świata jest tak niezwykle popularny. Zawiesza on w próżni lęk przed własną śmiercią, umieszczając go w kontekście niczym nie skrępowanej zabawy, podczas której można wyprzeć ze swojej świadomości wszelkie nieprzyjemne procesy związane z odejściem najbliższej osoby. Europejskiemu odbiorcy prac Margolles pozostaje tymczasem konfrontacja z własnym strachem przed nieubłagalnie płynącym czasem, który – kiedy dobiega końca – rozszerza źrenice, mogące spoglądać już tylko w niebyt.