Wydanie bieżące

15 września 18 (234) / 2013

Maciej Duda,

MATKONY I INNE GADY SPOŁECZNE

A A A
Już piętnaście lat temu na rodzimym rynku wydawniczym ukazało się tłumaczenie napisanej przez Élisabeth Badinter „Historii miłości macierzyńskiej”, toteż dzisiaj, gdy ukazał się apendyks do owej publikacji – „Konflikt: kobieta i matka” – zaskakuje fakt, że omówienia tej ostatniej stawiają ją w próżni, a w najlepszym razie w kontekście jej francuskiego odbioru tudzież indywidualnych, polskich doświadczeń matczynych. Te ostatnie, według przeglądu najpopularniejszej wyszukiwarki, niestety w przytłaczającej większości są jednostronnie krytyczne. Trudno wymagać innego nastawienia od autorek, których narracja opiera się na tokenicznym założeniu – wskazaniu „mnie wyjątku”, względnie „mojej przyjaciółki wyjątku”: matki nieprzemęczonej (w końcu umiem zarządzać czasem i domem), zadowolonej (w końcu dziecko to spełnienie marzeń), niewykluczonej (nikt mnie nie wykluczył z rynku, mogę tam wrócić i karmić piersią, ściągając pokarm) i społecznie niesterowanej (w końcu dziecko to powołanie). Nazwanie takich narracji opowieściami obronnymi z pewnością jest krzywdzące i upraszczające. Polega na ich niedoczytaniu, skupieniu się na warstwie zewnętrznej, najbardziej wyrazistej – to jednak wydawać się może odpowiednikiem sposobu lektury Badinter przez autorki owych tekstów. Trudno jednak rozpatrywać projektowane możliwości różnorodnych czytelniczych odniesień, odwołując się przede wszystkim do trzech dziesiątek pierwszych rekordów podanych przez „Googla”. Lepiej skupić się na samym tekście Badinter.

 

Poniższa – moja – lektura owego tekstu od samego początku musi być inna. Z kilku powodów. Nie jestem kobietą, nie jestem rodzicem, macierzyństwo i ojcostwo znam tylko w teorii. Takie założenie  dla wielu i obrońców i przeciwników tez Badinter jest dla mnie eliminujące, podobnie jak świadomość tego, że odpowiedzialność za stan rzeczy, jaki opisuje filozofka, w dużej mierze ponoszą właśnie podobni do mnie: panowie, którzy nie mając ze sprawą macierzyństwa żadnego związku, mienią się ekspertami w owym temacie. Toteż, w tym miejscu zaznaczyć wypada, że wnikliwe śledzenie narracji zatytułowanej „Konflikt: kobieta i matka” było i jest dla mnie lekturą wysoce poznawczą i często zaskakującą. Jest krytycznym odczytaniem dzisiejszych struktur społeczeństwa francuskiego, w których możemy szukać kontekstu dla polskich warunków. Zaznaczyć trzeba jednak, już powołując się na wcześniej wspomniany tytuł „Historia miłości macierzyńskiej”, że rola i wizerunek matki w Polsce i we Francji, choć mają miejsca wspólne, mają także wiele różnic, toteż koncepcji filozofki nie da się przenieść na rodzime warunki w skali 1:1 – a tak właśnie odczytywać chcą ją polskie głosy krytyczne.

 

Co robi Badinter? Przygląda się przesunięciom punktów ciężkości, zmianom jakie w ostatnich trzydziestu-czterdziestu latach pojawiły się na obrazie matki-Francuzki. Zmiany te dotyczą zarówno oficjalnego, państwowego, medycznego dyskursu, jak i (a może przede wszystkim) uwewnętrznień jakie samodzielnie (czy na pewno?) czynią owe matki. Opierając się na kontekstach ekonomicznych i gospodarczych oraz zwracając uwagę na kryzysy, jakie panowały we Francji oraz w Europie, filozofka dostrzega prostą prawidłowość, wedle której w kryzysie zawsze następuje regres osiągnięć emancypacyjnych, odwrót od jednostkowości w stronę grupy, poszukiwanie wsparcia w trwałych wartościach i tożsamościach, backlash po prostu. Nie jest to myśl odkrywcza; by dowieść jej słuszności, wystarczy powołać się na (także niedawno wydane w Polsce) klasyczne już opracowanie Susan Faludi „Backlash/Reakcja”.

 

Kryzys gospodarczy jest źródłem zwiększonego bezrobocia, z kolei walka z nim nie polega na organizacji nowych stanowisk pracy, lecz na weryfikacji potencjalnej siły roboczej. Z grupy pracowników wyeliminować trzeba sporą liczbę głów i rąk gotowych do pracy. Można to zrobić, przychylając się do opinii, że opieka nad dzieckiem jest pracą (w końcu) i zachęcić matki do zostawania w domu, płacąc im połowę minimalnej pensji krajowej. Ekonomicznie proste. Filozoficznie to jednak dopiero początek. W tym samym momencie należy uruchomić wątki dotyczące dbałości o społeczeństwo (kwestia zwiększenia dzietności w społeczeństwie starzejącym się) oraz odpowiednie wsparcie organizacji i teorii medycznych, które zastąpią zdewaluowany już termin instynktu macierzyńskiego. Skoro ten ostatni został naukowo obalony (co nie oznacza, że nadal nie ma zwolenniczek i zwolenników) należało wypracować nowe teorie, które będą wsparciem dla matek i jednocześnie zapewnią im to, co umożliwiły im wcześniejsze działania feministyczne: realizację siebie. Tutaj z pomocą pospieszyli badacze i badaczki rozwoju dzieci, którzy orzekli i udowodnili, że kontakt matki z dzieckiem (jak najdłuższy) jest niezastępowalny, wpływa na fizyczny i psychiczny walor jestestwa każdego potomka, toteż jego powierzenie allorodzicowi jest niepotrzebne lub kierowane fałszywymi pobudkami serwowanymi nam przez kapitalistyczny rynek, który uwodzi matki i kobiety, kreśląc im możliwości zdobywania kolejnych szczebli kariery, rozwoju osobistego itp. W ten sposób instynkt macierzyński zastąpiła teoria więzi. Powyższy komunikat jest prosty: w imię ego pozostawiasz/oddajesz/porzucasz dziecko, które później (przez ciebie) może mieć, a raczej z pewnością będzie miało, problemy lub spotka na swojej drodze więcej barier niż dziecko wychowane przez matkę i odkarmione naturalnym pokarmem. Stąd też w przytoczeniach umieszczonych w tekście głównym lub w cytatach Badinter pokazuje różne teorie i badania socjologów, którzy niezmiennie oscylują na osi przeciwieństw kobiety egoistycznej i altruistycznej. Między tymi biegunami stawiane są oczywiście figury pośrednie, jednak ich ciążenie sprowadza się do wskazanych wcześniej pozycji biegunowych, a same ich nazwy, choć wielorakie, niestety zazwyczaj także wartościują wybory badanych kobiet i matek. Nierzadko także stają się odwzorowaniem sporu konstruktywistów i esencjalistów, w sukurs zaprzęgają biologię, ekologię, psychologię i filozofię. Od kwestii przebiegu ciąży i powołania funkcji/roli douli (kobiety, która – nie będąc akuszerką –  towarzyszy ciężarnej przez okres noszenia potomka, wspomagając ją psychicznie i fizycznie), poprzez naturalny poród, który pozwala na „mistyczne doznanie prawdziwej roli kobiety” bez ogłupiania i otępiania jej środkami przeciwbólowymi, poprzez naturalne karmienie na żądanie i zupełne odstawienie butelki, po opiekę i wychowanie. W ten sposób w ogólnym oglądzie macierzyństwo nie jest już epifenomenem w życiu kobiety, jak chciała de Beavoir, nie jest też źródłem wielu presji, a zamiast tego staje się najważniejszym doświadczeniem kobiecości, „na podstawie którego można stworzyć bardziej ludzki i sprawiedliwy porządek świata” (s.61).

 

Narracja Badinter z pewnością nie jest narracją obiektywną, warto jednak zaznaczyć, że autorka ma trzykrotne doświadczenie rodzicielskie, toteż pisząc, łączy myśl i praktykę. Dostrzega różnice wcześniejszych i dzisiejszych modeli macierzyństwa. Widzi także dążenia i osiągnięcia La Leche League (Ligi mleka), której członkinie opowiadając się za całkowitym oddaniem piersi dziecku, doprowadziły do wprowadzenia we Francji ustawowego zakazu reklamowania i promowania produktów zastępczych – mleka w proszku. Historia owego ruchu zahacza o jeszcze jedną płaszczyznę sporów esencjalistów i konstruktywistów – obustronne zarzuty ideologiczne.

 

Opisywana narracja, na przekór obiegowym opiniom, naświetla także rolę ojców, a właściwie możliwość bycia ojcem, jaką mężczyznom oferuje polityka prorodzinna i organizacje takie jak wspomniana La Leche League. Owa rola jest ograniczona. Badinter, porównując rozporządzenia i ustawy różnych krajów europejskich, pisze wprost, że jeszcze żadna polityka prorodzinna nie znalazła rozwiązania problemu zmniejszającej się dzietności, ustępowania modelu rodziny wielodzietnej i pojawienia się w jej miejsce rodziny/związku dwa plus jeden lub związków bezdzietnych. Podobnie oddziałują ekologicznie nastawione teorie, które wykluczają potencjał karmienia butelką, a więc  większej opieki ojców czy allorodziców.

 

Najciekawsze pozostają jednak paradoksy, które jakby na marginesie wynotowuje badaczka. Według pierwszego to te kobiety, które mają opinię najbardziej niedbałych rodzicielsko (np. przez szybkie wracanie do pracy), mają więcej dzieci niż te, które głoszą pełne oddanie. Ponadto Francja, w której ze względów historycznych panuje zwyczaj szybkiego powrotu do pracy, oddawania dzieci pod profesjonalną opiekę (kiedyś mamki, dziś żłobki) wcale nie ma najniższego współczynnika dzietności, przeciwnie, mieści się w czołówce krajów europejskich, co zbija argument, wedle którego kobiety pracujące w egoistyczny sposób doprowadzają społeczeństwo do zguby, inwestują w siebie, nie w obywatelstwo (kwestia wypracowania pkb i płacenia podatków schodzi tutaj na dalszy, niewidoczny plan). Najważniejszym argumentem optującym za wolnym wyborem kobiety, za podtrzymaniem osiągnięć feministek drugiej fali jest fakt, który mówi, że wybrane macierzyństwo wiąże się z większą odpowiedzialnością, bo im większa wolność wyboru, tym bardziej może on być przemyślany. Jak pisze autorka „Kobiety bezdzietne, nieco pochopnie uznane za nieodpowiedzialne i egoistyczne, podnoszą właśnie kwestię odpowiedzialności macierzyńskiej w sposób, jaki nigdy wcześniej nie był stawiany” (s. 164) – macierzyństwo nie jest już naturalną koniecznością.

 

Czytając Badinter, możemy się zżymać na język i argumentację, która w miejsce zdewaluowanej figury patriarchy stawia figurę dziecka-króla pożerającego indywidualności i kobiecość. W tym monecie zdać sobie jednak należy sprawę z tego, że owo wyostrzenie oraz sarkastyczny i ironiczny ton, jaki mu towarzyszy, jest zabiegiem taktycznym. Gdyby nie wyrazistość i potoczystość języka badaczki, jej argumentacja nie wywołałaby tak dużego społecznego rezonansu. Badinter nie staje poza dyskursem, wie, że jest to niemożliwe. Gra dostępnym językiem, walczy. We Francji skutecznie – na wielu frontach sprowokowała debatę na temat roli i figury matki dzisiaj. Z tego samego powodu nie rozmywa swojej tezy, zajmując się przecięciami kategorii płci, rasy i klasy; jeśli już podejmuje to tematy, robi to szczątkowo. W Polsce ta historia jest inna; wydaje się, że figura Matki Polki jest bardziej obciążona, społecznie służalcza, pomocowa i pomostowa, potrzebna o tyle, o ile służy dobru ogółu, co więcej, w wielu środowiskach pozbawiona jest krytycznej oceny i samooceny, toteż „Konflikt: kobieta i matka” nie trafia w próżnię, ale wymaga połączenia z rozpoznaniami jakie poczyniły np. Elżbieta Korolczuk i Renata Hryciuk, autorki „Pożegnania z Matką Polką”. To będzie już  jednak osobna, komparatystyczna lektura.
Élisabeth Badinter: „Konflikt: kobieta i matka”. Przełożył J. Jedliński. Wydawnictwo PWN. Warszawa 2013.