Wydanie bieżące

1 października 19 (235) / 2013

Sara Nowicka,

MUZYKA W SŁUŻBIE WOLNOŚCI

A A A
Wydania DVD
W związku z sytuacją polityczną na Białorusi, a zwłaszcza z ograniczaniem obywatelskich swobód przez reżim prezydenta Łukaszenki, w Polsce pojawia się coraz więcej projektów sympatyzujących z naszymi represjonowanymi wschodnimi sąsiadami, m.in. coroczny koncert Solidarni z Białorusią czy Inicjatywa Wolna Białoruś. Kolejnym z wyrazów poparcia dla walczących o niepodległość (lub po prostu sprawiedliwość) Białorusinów jest nowy film Krzysztofa Łukaszewicza – „Żywie Biełaruś”.

Dzieło opowiada o dwudziestoczteroletnim Mironie (Dźmitry Vinsent Papko), będącym liderem białoruskiego zespołu rockowego. Chłopak nie angażuje się w politykę. Jak mówi swojej dziewczynie, dziennikarce Vierze (Karolina Gruszka): „Chcę tylko dać ludziom trochę luzu”. Fakt, że Miron nosi koszulkę z podobizną Che Guevary i śpiewa o rewolucji, nie stanowi dla władzy problemu – można to robić, jeśli ma się na myśli ogólną lub obcą sytuację, a nie bunt wymierzony w białoruski system. Miron nie przekracza niebezpiecznej granicy: przed powołaniem do wojska chroni go choroba nadciśnieniowa, wieczory bohater spędza z przyjaciółmi na piwie i koncertach; można powiedzieć, że jak na tamtejsze warunki prowadzi całkiem szczęśliwe i beztroskie życie. Przynajmniej do czasu, gdy na jednym z koncertów jego kolega z zespołu zaczyna namawiać tłum do buntu, a publiczność wyjmuje białoruskie flagi. Zamieszanie skutkuje powołaniem Mirona do wojska.

Już od pierwszych scen oglądamy bezprawność i okrucieństwo systemu – dowódca informuje chłopaka, że nic nie dają zażalenia czy odwołania – przedstawiciele władzy mogą robić z nim absolutnie wszystko, bo przeciwko każdemu z jego słów jako przeciwnika prezydenta jest postawione ich słowo. Miron trafia więc do regimentu położonego niedaleko Czarnobyla, charakteryzującego się nie tylko najgorszymi z możliwych warunków sanitarnych, ale i wielką skalą stosowanej w nim przemocy. Tam bohater poznaje Sieryja (Maksim Karžycki) – intelektualistę walczącego o prawo do używania białoruskiego języka i czytania zagranicznej prasy, dla którego muzyka Mirona była impulsem do buntu i walki o wolność. Spotkanie sprawia, że w Mironie budzi się polityczna i patriotyczna świadomość. Przy pomocy nielegalnie zdobytego telefonu komórkowego bohater regularnie rozmawia ze swoją dziewczyną, która pisze w jego imieniu bloga, demaskującego bezprawie i gwałt w szeregach wojska.

„Żywie Biełaruś” to sprawnie i sugestywnie opowiedziana historia represyjnego systemu. Reżyser, który już w swoim poprzednim filmie, „Lincz”, przejawił społeczne zaangażowanie i umiejętność wzbudzania w widzu silnych emocji, także teraz angażuje odbiorcę w fabułę. W tym celu sięga po sprawdzone klisze: pewnie każdy z widzów będzie mieć kilkakrotnie wrażenie, że już kiedyś widział którąś ze scen. Nie czynię jednak z tego zarzutu – „Żywie Biełaruś” nie ma na celu poszerzania języka filmu, ale naświetlanie pewnego problemu w taki sposób, aby zainteresować nim jak największe grono widzów.

Dobrym posunięciem było wybranie na głównego bohatera muzyka rockowego – dla młodych ludzi, którzy będą oglądać ten film, to właśnie muzyka jest językiem emocji, emanacją buntu i wolności, czymś, z czym mogą się identyfikować. Piosenki Mirona są proste i szczere, przypominają polski punk rock z lat 80. Zresztą wspomnienie naszej walki z systemem, porównanie tego, co u nas było kiedyś, a teraz jest codziennością na Białorusi, będzie z pewnością aspektem, który całkowicie zaangażuje większość widzów. Polacy nadal mają gdzieś z tyłu głowy zapisany romantyczny paradygmat, stąd takie uczucia, jak bunt, chęć walki o wolność, o swój narodowy język i możliwość pielęgnowania tradycji są szczególnie bliskie rodzimym odbiorcom.

Wrażenie autentyczności, jakie oferuje „Żywie Biełaruś”, jest też zasługą aktorów. Papko ma naprawdę doskonałą prezencję i gra bardzo przekonująco; jestem pewna, że zjedna sobie serca wszystkich nastoletnich odbiorczyń filmu. Gruszka również sprawdziła się w swojej roli, udowadniając, że w ostatnich latach niesprawiedliwie jest kojarzona wyłącznie przez pryzmat osiągnięć męża, rosyjskiego reżysera Iwana Wyrypajewa.

Łukaszewicz nie pozwala sobie na żadne niuanse; przedstawia klarowny, czarno-biały świat: dobrzy bohaterowie są piękni i prawie nieskazitelni, natomiast źli – czyli przedstawiciele władzy i wojska – to pozbawione ludzkich uczuć potwory: pielęgniarki o pustych twarzach malujące na czerwono usta, podczas gdy pacjenci obok niemal umierają, dowódcy katujący niżej postawionych żołnierzy, milicjanci, którzy przypominają roboty czy kukły zdolne tylko wykonywać rozkazy. Stosunkowo oryginalnym elementem w tego typu kinie jest wątek nowych mediów, dzięki którym Miron może nagrywać i umieszczać w Internecie dowody łamania prawa. W porównaniu z młodymi obywatelami, przedstawiciele organów władzy są pokazani jako operujący całkowicie anachronicznymi środkami: nie rozumieją Internetu, ich sprzęt (np. telefony z tarczami do wykręcania numeru) pochodzi z poprzedniej epoki, przede wszystkim zaś boją się mediów, przez co Miron utrzymuje nad nimi chwilową przewagę.

Twórców filmu zainspirowały fakty: wojskowe dzienniki Franaka Viačorka, obecnie dwudziestopięcioletniego białoruskiego działacza i współautora scenariusza dzieła. Jak dowiadujemy się z materiałów dodatkowych zawartych na wydaniu DVD, Viačorek był obecny na planie, dzięki czemu twórcom udało się oddać białoruskie realia w jak najbardziej autentyczny sposób. Warto dodać, że film wywołał także kolejne problemy na linii władza-jednostka. Odtwórca głównej roli po powrocie na Białoruś zaczął być prześladowany przez KGB: grożono mu szpitalem psychiatrycznym, wojskiem i aresztem oraz podpisywano za niego fałszywe, pogrążające go protokoły. Ostatecznie zabroniono mu przebywania na terenie Białorusi, przez co Papko mieszka teraz na terenie Polski.

„Żywie Biełaruś” oczywiście nie zmieni sytuacji na Białorusi, sami twórcy są tego świadomi. Ważne jednak, że takie filmy powstają, uświadamiając polskim widzom, jak wygląda życie za wschodnią granicą, a Białorusinom (którzy być może zobaczą ten film dzięki nielegalnym źródłom) oferując nieco wsparcia i nadziei.
„Żywie Biełaruś” („Žyvie Biełaruś”). Reżyseria: Krzysztof Łukaszewicz. Scenariusz: Krzysztof Łukaszewicz, Franak Viačorka. Obsada: Dźmitry Vinsent Papko, Karolina Gruszka, Denis Tarasenko, Maksim Karžycki, Anatoliy Kot i in. Gatunek: dramat. Produkcja: Polska 2012, 91 min. Dystrybucja: Kino Świat.