Wydanie bieżące

15 października 20 (236) / 2013

Zuzanna Sokołowska,

OKO, PIKSELE I MIASTO

A A A
Haruki Murakami w książce „O zmierzchu” konfrontuje czytelnika z organiczną definicją miasta, traktując je jako żywą, wiecznie transformującą się strukturę, umieszczoną w kontekście cielesności: „Niezliczone naczynia krwionośne, rozciągając się aż po krańce tego (…) ciała, umożliwiają obieg krwi i nieustannie odtwarzają komórki. Wysyłają nowe informacje, odprowadzają stare (…) Ciało pulsuje światłami w rytmie tętna, wije się, jego temperatura wzrasta (…) Rozlega się basso continuo jednostajnego, monotonnego, lecz brzemiennego przeczuciem pomruku miasta”. Ów miejski organizm rządzi się swoimi prawami, wdzierając się łapczywie w ślepia przechodniów, próbując przejąć władzę nad ich zmysłami, nie pozwalając ani na chwilę od siebie odpocząć. Miasto może spowodować nieznośny ból głowy, przyprawić o zniechęcenie i zdenerwowanie, jak również wywołać nieskrywaną fascynację oraz podskórne podniecenie. Jest ono jak mitologiczny Janus – posiada dwa oblicza, których status wyznaczają żywotność i znikanie. Jak zauważa Beata Frydryczak w błyskotliwym artykule „Okiem przechodnia: ulica jako przestrzeń estetyczna”, miasto da się poznać jedynie przez aktywność, spacer, doświadczenie, dzięki którym można odczytać wszelkie jego grymasy, biorąc je we wzrokowe posiadanie.

Idealnie w definicję Frydryczak wpisuje się twórczość Marty Frej, która niczym Benjaminowski flâneur, wędruje po najmroczniejszych zakamarkach miejskiej przestrzeni, rejestrując na swoich płótnach przyspieszone tętno otaczającego świata. Frej ukończyła łódzką Akademię Sztuk Pięknych, a jej działania oscylują nie tylko wokół malarstwa, lecz także instalacji. Cechą charakterystyczną jej twórczości jest bez wątpienia zaangażowanie – Frej próbuje dotykać najbardziej newralgicznych problemów społecznych. Jej obrazy są niezwykle barwne, intensywne, skontrastowane z przygnębiającymi kolorami miasta. Artystka wybiera punkty orientacyjne, z których może swobodnie obserwować interesujące ją miejsca, dzięki czemu także i widz może je podglądać z najróżniejszych perspektyw – lotu ptaka, poziomu ulicy albo z niebywałej wręcz wysokości. Co istotne, płótna te przypominają obrazy utkane z niezliczonej ilości pikseli, rodząc wrażenie przebywania w komputerowej grze, w której nic nie jest takie, jakie się wydaje. Frej próbuje tym samym, za pomocą malarstwa, stworzyć program działania miejskiej przestrzeni, traktując ją jako obszar nieprzewidywalnych, ulotnych zdarzeń, którym należy nadać kreśloną trajektorię.

Artystka kadruje przypadkowych przychodniów przemierzających ulice, uwieczniając ich na schodach czy na tle roziskrzonych kolorami budynków. Bacznie obserwuje ich reakcje – od zobojętnienia, smutku, agresji i strachu, aż po radość czy najzwyklejszy gest zapalania papierosa. Większość jej obrazów przedstawia kobiety. Artystka bada status tych postaci w kontekście najnowszych przemian społecznych i towarzyszących im starań przywrócenia kobietom, w mniejszym lub większym stopniu, równorzędnej roli w świecie zdominowanym przez męską część publiczności. Twórczyni przedstawia je jako superbohaterki, które próbują zrewidować głęboko zakorzeniony w kulturze mit wtórności żeńskiej płci.

Na jednym z obrazów Frej główną rolę odgrywają mitologiczne Amazonki, które agresją i siłą przewyższały mężczyzn. Jednakże artystka nie tylko stara się podkreślać żeńską waleczność. Maluje także kobiecość utkaną ze zmysłowych gestów, delikatności czy wrażliwości. A wszystko to rozgrywa się na tle miasta, obnażającego mechanizmy wzrokowego uprzedmiotowienia kobiety. Strategie te można zaobserwować, przechadzając się swobodnie ulicami. Wtedy to dobitnie ujawnia się męski instynkt skopofoliczny (patrzenie na drugą osobę jak na przedmiot erotyczny), którego efektem jest krótsza lub dłuższa obserwacja mijanych w wielkim mieście kobiet, będących ucieleśnieniem seksualnych projekcji. Jak zaznacza Laura Mulvey w artykule „Przyjemność wzrokowa a kino narracyjne”: „zdecydowane oczy mężczyzny rzutują swe fantazje na postać kobiecą, odpowiednio stylizowaną (…) Ich wygląd zakodowany jest tak, by wywierał silne wrażenie wzrokowe i erotyczne, a o samych kobietach można było powiedzieć, że konotują swój status bycia przedmiotem oglądu”. Wysublimowane, nawarstwione podnieceniem spojrzenie przechodniów płci męskiej kreuje osobisty archetyp kobiecości, któremu próbuje zaprzeczyć Frej w swoich obrazach. Artystka bierze w nawias stereotypowe żeńskie wizerunki, starając się uciec od seksualnych porównań. Jej płótna kładą szczególny nacisk na to, co dzieje się wokół kobiety. Jest to z pozoru niewinna wizualna gra wstępna, dotycząca żeńskiej obecności w płynnej baumanowskiej rzeczywistości.

Oprócz prób definiowania statusu współczesnej kobiety, Frej snuje wizje miejskiej apokalipsy. Na obrazach przypominających ilustracje rodem z komiksu miasto zalewa ogromna fala powodziowa albo zostaje ono zaatakowane przez potwora, który próbuje je zmieść z powierzchni ziemi. W ten sposób artystka stara się podkreślać dwuznaczność obszaru, który nie zawsze jest dla niej bezpieczny. Równocześnie próbuje go po swojemu oswajać, wnikając w miejską tkankę najgłębiej jak to możliwe, aż do przysłowiowego mięsa. Dzięki wnikliwej, intuicyjnej obserwacji, Frej staje się mistrzynią w słuchaniu i malowaniu miasta, starając się uchwycić na swoich płótnach mikromomenty, chwilowe zaburzenia w działaniu miejskiego oprogramowania, które są tak ulotne, jak namalowana na chodniku kredą gra w klasy, szybko zmywana przez deszcz.