Wydanie bieżące

1 listopada 21 (237) / 2013

Mirosław Skrzydło,

UWAGA: ZOMBIE! UWAGA: LUDZIE!

A A A
Komiksowa seria „Żywe trupy” to istny socjologiczny fenomen. W Stanach Zjednoczonych pojawił się już sto piętnasty zeszyt niezwykle popularnego cyklu, na ekranach telewizorów gości czwarty sezon serialu (znacznie zmieniony w stosunku do graficznego oryginału, aczkolwiek trzymający w napięciu), powstały dwie książki opowiadające o początkach obsesji Gubernatora, a na całym świecie zaczęto organizować marsze zombie. Współcześnie z równie wielką estymą traktowane są chyba tylko wampiry. Głównym sprawcą tego „trupiego” zamieszania jest niezwykle uzdolniony i pomysłowy amerykański scenarzysta, Robert Kirkman. Wyciągnął on łaknące ludzkiego mięsa, ożywione zwłoki z niszy i przypomniał, że zombiastyczna konwencja pozwala na twórczą żonglerkę nie tylko motywami rodem z dreszczowców, ale także wątkami obyczajowymi, dramatycznymi oraz romantycznymi. Tę niezwykle popularną graficzną epopeję można rozpatrywać jako solidne studium zepsucia człowieka i jego stopniowej dehumanizacji. W poniższym artykule zanalizuję „Żywe trupy” z punktu widzenia psychologii i socjologii, przytaczając przykłady wprost z komiksowej serii. 

Wpływ środowiska społecznego

Warto skonfrontować ze sobą idealną społeczność, wykreowaną przez walecznego Ricka i jego przyjaciół, z ponurymi światami stworzonymi przez despotycznego Gubernatora (tomy od piątego do ósmego) oraz sadystycznego Negana (krwawa batalia z całą armią psychopatycznych degeneratów rozpoczęta w siedemnastym tomie). Przywołam tutaj kontrowersyjny eksperyment więzienny przeprowadzony w 1971 roku przez amerykańskiego psychologa społecznego, Philipa Zimbardo. Autor książki „Psychologia i życie” wytypował dwudziestu czterech ochotników, których umieścił w zainscenizowanym więzieniu znajdującym się w piwnicach Wydziału Psychologii Uniwersytetu Stanforda. Sam objął funkcję sprawiedliwego naczelnika, który z zapałem obserwował poczynania swych podwładnych. Zimbardo podzielił uczestników na dwie grupy, odgrywające z góry powierzone role: strażników oraz więźniów. Iście szarlatański eksperyment (zakończony wielką katastrofą) udowodnił postawioną przez psychologa hipotezę: zwyczajni ludzie w sytuacjach kryzysowych (do jakich pobyt w więzieniu zdecydowanie należy) radykalnie zmieniają swe zachowanie. Z dnia na dzień pozorna zabawa zmieniła się w morderczą rozgrywkę. Strażnicy stawali się coraz bardziej okrutni i bezwzględni, natomiast więźniowie tracili wcześniejszy animusz i resztki godności, co prowadziło do wybuchów niekontrolowanej agresji, a w konsekwencji – do buntu.

Gubernator uchodził wśród swych podwładnych za sprawiedliwego i rozsądnego stróża prawa, opiekuńczego, wspaniałego człowieka. Za maską poczciwego dżentelmena sprytnie kamuflował wszelakie zwyrodnienia. Dopiero bezpardonowy atak na więzienie, w którym przez kilka tomów ukrywali się protagoniści cyklu, pokazał jego prawdziwą naturę. Okaleczony przez Michonne mściciel traktował swych ludzi jak mięso armatnie. Jedyną osobą, na której mu zależało, była jego brutalnie okaleczona przez pandemię córka, a jego osobliwym hobby – przyglądanie się dziesiątkom głów nieprzyjaciół umieszczonych w wypełniających całą ścianę akwariach. Mieszkańcy Woodbury przyjęli dwie skrajne postawy wobec jego psychopatii: niektórzy upodobnili się do swego władcy, inni natomiast próbowali nie dostrzegać jego mrocznej natury i stopniowej degrengolady całego miasteczka.

Owa psychologiczna zależność jest doskonale widoczna na przykładzie podwładnych postawnego Negana, całkowicie podległych jego woli. Po drugiej stronie barykady stoją Rick i jego drużyna, którzy momentami, w zestawieniu z paraliżującymi czynami Gubernatora i Negana, przyjmują postawę więźniów z eksperymentu amerykańskiego psychologa. Z czasem ich utopijna społeczność ulega mocnej dezintegracji, a nawet najbardziej kryształowe jednostki przekształcają się w desperatów czy bezlitosnych morderców. Wniosek narzucony przez scenarzystę „Żywych trupów” jest jasny: apokalipsa stopniowo prowadzi do utraty człowieczeństwa, co jest zgodne z przytoczonym doświadczeniem Zimbardo.

Interesującą teorią wyjaśniającą pochodzenie przemocy, która wprost idealnie pasuje do mrocznej fabuły serii, jest koncepcja wpływu środowiska społecznego, której jednym z prekursorów był Alfred Adler. Wybitny austriacki psychiatra słusznie uważał, iż podstawowym źródłem przeżyć psychicznych człowieka oraz motorem rozwoju jego umysłu jest środowisko, w którym wychowuje się dana jednostka. To ono kształtuje naszą osobowość, przekazuje wartości i zasady moralne, w końcu decyduje, kim staniemy się w przyszłości. Albert Bandury w książce „Teoria społecznego uczenia się” przekonuje, że ludzie przyswajają modele zachowań poprzez obserwowanie osób przewodzących daną grupą, wywierających silną presję na najbliższe otoczenie. Nie powinno zatem nikogo dziwić to, z jaką łatwością małoletni Carl zabija żywe trupy, a także jednostki zagrażające bezpieczeństwu jego rodziny i przyjaciół. Syn Ricka traktuje eliminację zombie jako zło konieczne – swoistą normę obowiązującą w postapokaliptycznej rzeczywistości.

Socjalizacja a konflikty społeczne    

Rozważając cykl Kirkmana z punktu widzenia socjologii, warto zwrócić uwagę na procesy społeczne zachodzące między poszczególnymi bohaterami. Jan Szczepański definiuje owe zjawiska jako „(…) wzajemne oddziaływania ludzi na siebie, serie zjawisk zachodzących w zbiorowościach oraz zmieniające się stosunki międzyludzkie i między zbiorowościami” (Szczepański 1970: 177). Zaliczamy do nich zarówno procesy socjalizacji (nabywanie przez jednostkę systemu wartości, norm i wzorów zachowań obowiązujących w danej społeczności), a także negatywne uwarunkowania, czyli konflikty społeczne. W tym miejscu chciałbym skupić się na mym cichym ulubieńcu, czyli poczciwym staruszku, Akselu. Był on jednym z czterech więźniów, którzy przetrwali pierwszą fazę ataku zombie. Tylko on dostosował się do norm i zasad panujących w przybyłej do ich kryjówki grupie Ricka.

Dzięki pojawieniu się „prawych” osobników w skazańcu dokonała się widoczna przemiana. Axel odzyskał chęć życia, nauczył się uprawiać rolę, a dzięki częstym rozmowom z religijnym Hershelem uwierzył w Boga i ład społeczny. Z anarchisty i odludka przekształcił się w pełnokrwistego członka dobrze zorganizowanej zbiorowości, jeden z filarów całej grupy. Możemy więc mówić o (re)socjalizacji życiowego wykolejeńca. Z drugiej strony mamy konflikt między grupami wynikający z pozornie prostego podziału na „swoich” i „obcych”. Możliwe, że gdyby Robert Kirkman uczynił protagonistą serii Gubernatora, to właśnie on byłby postrzegany jako ten „dobry”, któremu zagrażają zwarte oddziały społeczności rządzonej przez męża Lori. Ów intrygujący zabieg wykorzystał zresztą Jay Bonansinga, który (w asyście Kirkmana) napisał dwie książki o burzliwych losach mężczyzny zmieniającego się w bezlitosnego Gubernatora.  

Zgodnie z koncepcją Szczepańskiego, konflikty to szczególny rodzaj procesów społecznych, który objawia się w chwili, gdy jednostki/grupy dążą do wspólnego celu. Jego zdobycie jest możliwe wyłącznie poprzez eliminację potencjalnych przeciwników. Otwarta wojna pomiędzy ocalałymi a mieszkańcami Woodbury wynikała z bliźniaczych dążeń, czyli pragnienia przejęcia całkowitej kontroli nad idealnym schronieniem, jakim było stanowe więzienie. Podstawą konfliktu społecznego może być również odmienny system wartości: przejrzysty kodeks moralny Ricka kontra barbarzyńskie zasady wyznawane przez Negana czy słowne przepychanki między Hershelem i Akslem. W przypadku tych ostatnich można dostrzec pozytywną stronę konfliktu, który z czasem przeistoczył się w prawdziwą przyjaźń. Innym aspektem dramatycznego w skutkach sporu jest pożądanie żony bliźniego swego, czyli jeden z najbardziej destrukcyjnych grzechów głównych, którego dopuścił się Shane. Głębokie pragnienie posiadania Lori doprowadziło do przemiany sprawiedliwego stróża prawa w kierowanego obłędem potencjalnego zabójcę. Jego brutalna walka z Rickiem ma o wiele głębsze podłoże: w tym przypadku chodzi także o przejęcie władzy nad zastraszonymi osobami.

Spór pojawiający się w grupie może przyczynić się do osiągnięcia lub przywrócenia braterskiej jedności. Świetnie ilustruje to rozgrywająca się na dwudziestu stronach żywiołowa bijatyka Ricka z Tyreesem (tom „Najskrytsze pragnienia”), której finałem jest utrata przytomności przez obie walczące strony. W wyniku całej awantury „więzienna grupa” postanawia zdjąć brzemię pełnej władzy z barków dogorywającego szeryfa. Główna postać tego świetnie skrojonego dramatu traci zaufanie niektórych współbraci, lecz zyskuje coś znacznie cenniejszego: spokój ducha. W zdarzeniu tym pojawił się specjalny rodzaj konfrontacji, definiowanej przez Szczepańskiego jako konflikt między rolami odgrywanymi przez jednostkę w danej grupie. Przewodzenie wspólnotą lękających się o własne życie jednostek jest zadaniem niebywale karkołomnym i czasochłonnym, wymagającym pokładów energii oraz wielu poświęceń. W konsekwencji Rick nie mógł w pełni realizować swych ojcowskich powinności, co słusznie zauważył Carl w rozmowie z Tyreesem. Sprawowanie funkcji lidera wydaje się zatem zadaniem godnym prawdziwych szaleńców, syzyfową pracą nie przynoszącą żadnych wymiernych korzyści.

Strategie radzenia sobie w postapokaliptycznej rzeczywistości

Nieustanne poczucie zagrożenia, drastyczna śmierć najbliższych oraz paraliżujący lęk przed żywymi trupami zmuszają do wypracowania indywidualnych strategii radzenia sobie z tymi negatywnymi uczuciami. Rzecz jasna najbardziej dramatyczną formą walki z zabójczą pandemią jest samobójstwo. Z punktu widzenia religii chrześcijańskiej jest to czyn niegodny istoty ludzkiej – samobójcy być może nigdy nie zaznają spokoju i nie trafią do nieba. W przypadku krwistej serii twórcy „Marvel Zombies” mamy do czynienia z fatalistycznym rodzajem samobójstwa, pojawiającym się w sytuacjach tragicznych, z których nie ma wyjścia. Dokonują go nie tylko jednostki pogrążone w paranoi i nieustannym strachu, ale również para romantycznych zakochanych: w tym przypadku targnięcie się na własne życie jest świadectwem prawdziwej miłości.

Inną formą radzenia sobie w postapokaliptycznym świecie, bezpośrednio związaną ze zgonem bliskiej osoby, jest desperacka próba zaprzeczenia przeżytej tragedii. Jeden z głównych bohaterów serii rozmawia ze swą zabitą żoną przez telefon. Wyparł on bowiem ze świadomości jej zgon, zastępując go złudnym przeświadczeniem o nagłym wyjeździe ukochanej. Z kolei Michonne poznajemy w towarzystwie dwóch pozbawionych żuchw zombie, z których jeden jest byłym chłopakiem protagonistki. Natomiast sam Gubernator przetrzymywał w ukryciu swą córeczkę zamienioną w umarlaka. W obu tych sytuacjach (zwłaszcza w przypadku obsesyjnego przywódcy Woodbury) jesteśmy świadkami trwałej więzi z bliskimi sercu osobami, która jest w stanie przezwyciężyć nawet śmierć. O krok dalej posuwa się Hershel, przetrzymujący w swej stodole dziesiątki zombie, w tym również przemienionego syna. Wychodzi on z założenia, że transformacja w truposze to tylko choroba, której objawy prędzej czy później ustępują.

Wielce niebezpieczną strategią walki z trupią epidemią jest usilna próba powrotu do normalności, udawanie, że ludzkość wcale nie została zdziesiątkowana, świat nadal wygląda tak jak kiedyś, a większość obywateli nie zmieniła się w gnijące zwłoki, bezmyślne maszynki pożerające przerażonych nieszczęśników. Czytanie książek, oglądanie filmów czy gra w kosza mają za zadanie wykreować fałszywą i z góry skazaną na porażkę oazę spokoju. Takie zabiegi mają wyłącznie krótkotrwałe działanie, prowadząc do utraty czujności oraz niebezpiecznego wydłużenia reakcji na zewsząd otaczające niebezpieczeństwo. Amerykański scenarzysta udowadnia to w ósmym tomie („Stworzeni by cierpieć”), kiedy w przeciągu kilku godzin idealna komuna zostaje zrównana z ziemią przez oddziały Gubernatora. W ten sposób definitywnie upadają wzorce zachowań i wartości wyznawane przed początkiem globalnej apokalipsy.  

Ewolucja zabijania

Na koniec pragnę zwrócić uwagę na ewolucję morderstw, szeroko opisywaną w książce Davida M. Bussa „Morderca za ścianą”. Wraz z rozwojem cywilizacji ludzkość zaczęła kreować skuteczniejsze środki zaradcze zniechęcające do popełniania zbrodni. Restrykcyjne prawo, ściganie zabójców czy względny dobrobyt i spokój spowodowały, że przelewanie krwi bliźniego zaczęto postrzegać jako ryzykowne przedsięwzięcie, przynoszące więcej strat niż korzyści. Rzeczywistość po ataku zombie zupełnie wyeliminowała te ewolucyjnie uwarunkowane zawory bezpieczeństwa. Armagedon zaprezentowany przez twórcę obrazoburczego „Battle Pope” wprost wymusza unicestwianie żywych trupów oraz szaleńców. Niestety, po pewnym czasie zanikają wszelkie hamulce i ofiarami stają się również niewinni, co Robert Kirkman niejednokrotnie udowadnia w swoim mrożącym krew w żyłach cyklu.

LITERATURA:

Adler A.: „Znajomość człowieka”. Łódź 1948.

Bandury A.: „Teoria społecznego uczenia się”. Przeł. J. Kowalczewska, J. Radzicki. Warszawa 2007.

Buss D.M.: „Morderca za ścianą”. Przeł. A. Nowak. Gdańsk 2007.

Szczepański J.: „Elementarne pojęcia socjologii”. Warszawa 1970.

Zimbardo P.: „Efekt Lucyfera”. Warszawa 2012.