Wydanie bieżące

1 listopada 21 (237) / 2013

Dominik Szcześniak,

HELLBOY I MEKSYKAŃSCY ZAPAŚNICY

A A A
Lektura nowego tomu „Hellboya” jest niczym maraton krótkometrażowych filmów grozy. Kilka opowiastek zresztą splata ze sobą motyw kina, w którym przygody Diabelskiego Chłopca oglądają a to dzieci, a to umarlacy. Opuszczone budynki, skrzypy, świsty, zbliżenia na powieszone na ścianach plakaty klasyki horroru, powolny ruch kamery w stronę zła – Mike Mignola z solidnym składem rysowników zadbał o odpowiedni klimat komiksu, wyśmienicie budując jego nastrój i dramaturgię. Nieco gorzej natomiast prezentują się same historie, choć i tutaj znaleźć można kilka perełek.

Album „Piekielna narzeczona i inne opowieści” powinien raczej nazywać się „Hellboy w Meksyku i inne opowieści” bądź „Podwójny seans zła i inne opowieści” – te dwie historie górują nad pozostałymi, wyróżniając się zaskakującym potraktowaniem postaci Hellboya (w pierwszej) oraz czytelnym hołdem złożonym starym horrorom (w drugiej). Obie zilustrował Richard Corben, udowadniając, że czuje komiks jak mało kto i mówienie o nim per „mistrz” nie jest przesadą.

O ile poprzednie epizody serii traktowały o walce głównego bohatera z siłami nadprzyrodzonymi, prowadząc jednocześnie oraz rozwijając główny wątek, o tyle w omawianym tomie znalazły się jedynie fabułki niezwiązane z hellboyowym continuum. Mignola zebrał kawałki o wyraźnie zarysowanym wspólnym mianowniku: Piekielny Chłopiec przybywa do miejsca, w którym panoszą się złe moce, walczy z demonami, po czym szybko odchodzi w stronę wschodzącego słońca.

Schemat przełamuje jedynie „Hellboy w Meksyku”, traktujący o kilku miesiącach z życia bohatera, których ten niespecjalnie pamięta. Były to czasy, kiedy czerwonoskóry protagonista zbratał się z trójką meksykańskich zapaśników i wraz z nimi (przez pięć miesięcy) walczył z demonami oraz pił na umór. Pokacowa historyjka – tak przecież banalna – po dorzuceniu do niej milczących i zamaskowanych atletów prowadzonych przez dziewicę Maryję w krucjacie przeciwko potworom, zyskała świetny klimat i niesamowitą dramaturgię, wsparte elegancką kreską Corbena.

„Podwójny seans zła”, czyli drugi z wartych wyróżnienia komiksów zamieszczonych w zbiorze, to wariacja na temat nawiedzonych domów oraz bardzo udany dowcip związany z egipskimi bóstwami. W utworze tym, składającym się z dwóch krótkich form, Mignola jest jedynie niewyróżniającym się rzemieślnikiem (aczkolwiek dobrym kawalarzem), natomiast siłą napędową historii pozostaje amerykański grafik. Ale nie jest on jedynym artystą udzielającym się na łamach „Piekielnej narzeczonej”.

Prace operującego realistycznym stylem Scotta Hamptona będą nie lada gratką dla tych, którzy lubią malowane komiksy, co nie zmienia faktu, że autor sprawia wrażenie, jakby najlepsze lata miał już za sobą. Kevin Nowlan z kolei co prawda przypomina swoimi rysunkami, że to właśnie on (tuszując Joe Quesadę) przyczynił się do sukcesu komiksu „Batman: Miecz Azraela”, ale do mrocznego, „kanciastego” stylu Hellboya ma się zupełnie nijak. A Mike Mignola? Trzyma poziom, choć jako rysownik pojawia się jedynie na ośmiu planszach, z których – jak sam wyznaje w materiałach dodatkowych – nie jest do końca zadowolony.

„Hellboy” to solidna firma, w której nawet schematy mogą okazać się atutem. W „Piekielnej narzeczonej i innych opowieściach” jest ich mnóstwo, ale sądzę, że każdy czytelnik znajdzie tu coś dla siebie. Wampiry, templariusze, nieumarli, bogowie-nietoperze, domy pożerające ludzi, dzieciaki wzywające szatana – fani horroru mogą czuć się zaproszeni na całkiem niezłą ucztę.
Mike Mignola, Richard Corben, Kevin Nowlan, Scott Hampton: „Hellboy: Piekielna narzeczona i inne opowieści”. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2013.