Wydanie bieżące

1 listopada 21 (237) / 2013

Andrzej Ciszewski,

ZARŻNIJ TO JESZCZE RAZ, ASH!

A A A
Komiks zagraniczny
Dla niezorientowanych w temacie krótkie résumé: Ashley J. Williams, bohater kultowego cyklu „Martwe zło” w reżyserii Sama Raimiego, to pewny siebie, wygadany ekspedient w jednym z wiodących amerykańskich supermarketów. W czasie feralnego wypadu wraz grupką znajomych (lub z ukochaną Lindą, w zależności od wersji filmu) do opuszczonego domku, położonego w mrocznym mateczniku, na własnej skórze przekonuje się o mocy drzemiącej w plugawym manuskrypcie zwanym (między innymi) „Księgą Umarłych” lub „Necronomiconem”. Odcięcie opętanej dłoni (oraz zastąpienie kończyny protezą z piły spalinowej) to tylko jedna pozycja z długiej listy diabelskich udręk i demonicznych katorg, których celem pada charyzmatyczny Ash. Kiedy w finale czasoprzestrzenny wir przenosi bohatera prosto do wieków średnich, jego kłopoty bynajmniej się nie kończą.

Zgodnie z fabułą filmu „Armia Ciemności” (1992), Williams – pomijając dość bolesne nawiązanie pierwszego kontaktu z kwiatem ówczesnego rycerstwa – zostaje uznany za długo oczekiwanego wybawiciela, który ma ocalić autochtonów przed zakusami złych mocy. Jak na pragmatycznego gościa przystało, Ashley nie chce słyszeć o swoim mesjańskim posłannictwie, kategorycznie domagając się pomocy w zorganizowaniu powrotu do domu. Problem polega jednak na tym, że zaklęcie zdolne przenieść bohatera do właściwego czasoprzestrzennego continuum znajduje się w (znanej skądinąd) przeklętej księdze. Przybysz, otrzymując nową, metalową prawicę, wyrusza do ponurej nekropolii, gdzie rzecz jasna odnajduje plugawy wolumin, aczkolwiek zapomina ostatni wers inkantacji pozwalającej na bezpieczne przejęcie tomu. Tym samym doprowadza do wskrzeszenia zastępów umarlaków, dowodzonych przez rozkładające się alter ego Williamsa. Rozdarty między pragnieniem powrotu do XX wieku a coraz silniej kiełkującym poczuciem obowiązku (w tym uczuciem do powabnej Sheili porwanej przez latającego maszkarona) Ash staje na czele zbrojnych, przygotowujących się do odparcia szturmu Armii Ciemności.

Średniowieczny epizod cyklu filmów o perypetiach nie w ciemię bitego ekspedienta (w rewelacyjnej interpretacji Bruce’a Campbella) posłużył za kanwę najróżniejszych tekstów kultury, w tym serii popularnych opowieści graficznych, ukazujących się początkowo pod szyldem Dark Horse Comics. Wydane nakładem oficyny Dynamite Entertainment kolekcjonerskie tomy „Army of Darkness. Omnibus” oferują bogaty zestaw historii inspirowanych filmowymi przygodami Ashleya, zróżnicowanych zarówno pod względem dramaturgicznym, jak i wizualnym. Pierwszy album monograficznego poliptyku przynosi osiemnaście śmieszno-groteskowych opowiastek, w których każdy czytelnik z dużą dozą prawdopodobieństwa znajdzie coś dla siebie.

Najważniejszym autem tego wydawnictwa jest (stosunkowo wiernie bazująca na oryginalnym scenariuszu) graficzna adaptacja przygotowana przez Sama i Ivana Raimich oraz zilustrowana w fotorealistycznym stylu przez Johna Boltona. Artysta zaproponował wyjątkowo soczystą, utrzymaną w ponurej kolorystyce „wariację na temat”, choć wiele kadrów zaczerpniętych z filmu zostało przełożonych na język komiksu z dużym pietyzmem.

Diametralnie odmienną poetykę przynosi napisany w 2004 roku przez Andy’ego Hartnella oraz narysowany przez Nicka Bradshawa epizod „Ashes 2 Ashes”, ukazujący perypetie wybrańca po jego (nie)szczęśliwym powrocie do współczesności (zgodnie z alternatywnym zakończeniem „Armii Ciemności”), gdzie znów cieszy się etatem w ukochanym supermarkecie. W utrzymanej w mocno humorystycznym, kreskówkowym wręcz stylu opowieści – choć nie pozbawionej spektakularnych scen gore – Williams wraz z przybywającym z przeszłości długobrodym magiem znów musi stawić czoło przebudzonej potędze, trafiając zarówno do osławionego domku w głębi lasu (i spotykając tabun opętanych zwierząt oraz… samego siebie, co musi doprowadzić do widowiskowego starcia), jak również do egipskiej nekropolii, gdzie czeka go pojedynek z własnym mocno zmumifikowanym porte parole.

Bezpośrednią kontynuację tej slapstickowej makabreski przynosi obarczone futurystycznym sztafażem „Shop Till You Drop Dead” (według scenariusza Jamesa Kuhorica), w którym po smakowitej jatce w markecie S-Mart Ashley, świetnie wykorzystujący militarny potencjał zaklęty w tosterze, trafia do Deca City One Anno Domini 2051, gdzie znów staje naprzeciw demonicznym zastępom. Na domiar złego bohater przekonuje się, że diaboliczna moc „Necronomiconu” potrafi rozplenić się także w rzeczywistości wirtualnej. Fabularną ciągłość przynoszą dwie kolejne historie autorstwa Jamesa Kuhorica, czyli „Army of Darkness Vs. Re-Animator” – kreskówkowa makabreska garściami czerpiąca z twórczości Lewisa Carrolla oraz Howarda Phyllipsa Lovecrafta – jak również intrygujące „Old School” ilustrowane w bardziej realistycznej manierze przez Kevina Sharpe’a. Idealnie dobrana kolorystyka nadaje opowieści (jak nic przywołującej wspomnienie „Martwego zła 2”) wyjątkowego, mocno onirycznego klimatu. Szkoda tylko, że finał tej historii nie znajduje się w recenzowanym tomie, co być może jest przemyślanym chwytem marketingowym.

Antologia oferuje także kilka krótkich form komiksowych – fabularnie bardziej, mniej lub wcale niezwiązanych z wcześniejszymi odcinkami – potwierdzających, że (martwe) zło nigdy nie śpi. W gronie tym warto wyróżnić kolejne dziełko duetu Kuhoric/Bradshaw: „A Dame, Deadites and a Dammit”, jednoodcinkowy spin-off serii, którego bohaterką jest średniowieczna oblubienica Asha, przywoływana już Sheila. Natomiast w zgrabnie przetwarzającym filmowe kadry „You Have No Honor” etatowy scenarzysta cyklu wraz z grafikiem Filipem Sablikiem w telegraficznym skrócie przedstawia wydarzenia znane z „Armii Ciemności” z punktu widzenia Kay’Lore’a – złotozębnego rycerza i poganiacza niewolników, w którego w filmie wcielał się Michael Earl Reid. Na uwagę zasługuje także nowelka „Necronomicon” Shawna Spurlocka i Paula Azacety, gdzie opętańczy leitmotiv ujęty zostaje w formę rodzajowej scenki rozgrywającej się podczas wizyty Williamsa u jego rodziców. Ciekawie prezentuje się stonowany, melancholijny wręcz „Weekend Off” spółki Robert Kirkman/Ryan Ottley, ukazujący bardziej tragiczny portret Asha.  

Pierwszy album z kolekcji „Army of Darkness. Omnibus” to nie lada gratka dla fanów zakręconych, ociekających czarnym humorem opowieści (z)grozy. Subiektywna narracja prowadzona charakterystycznym stylem, pełnym ciętego dowcipu oraz ironicznego dystansu, połączona z pomysłowymi scenami opętań oraz jatki dokonywanej przez bohatera przy użyciu najróżniejszych narzędzi (choć prym wiedzie klasyczna piła łańcuchowa), do pewnego stopnia rekompensuje wtórność niektórych fabuł. Jednak nawet w najsłabszych odsłonach Williams nie traci swej charyzmy, akcentowanej gromkim „w dechę”, towarzyszącym niebezpiecznemu błyskowi w jego oku. W końcu Ash to człowiek, który na swojej drodze spotykał między innymi Darkmana (protagonistę innego filmu Sama Raimiego), Freddy’ego Kruegera, Jasona Voorheesa, wojowniczą księżniczkę Xenę, marvelowskie zombiaki, a nawet Baracka Obamę. I w większości przypadków wyszedł z tego obronną piłą… przepraszam, ręką. Ale czego spodziewać się po żywej legendzie?
Sam Raimi, John Bolton, Robert Kirkman, Nick Bradshow, James Kuhoric i inni: „Army of Darkness. Omnibus Volume 1”. Dynamite Entertainment.  New Jersey 2010.