Wydanie bieżące

1 listopada 21 (237) / 2013

Radosław Pisula,

KRWAWE ŁOWY WIELKIEJ STOPY

A A A
Komiks zagraniczny
Wielka Stopa, znana również jako Sasquatch, to – obok Nessie oraz Chupacabry – nadrzędna ikona kryptozoologii. Potężny, przypominający ogromną małpę stwór od dziesiątek lat inspiruje twórców kolejnych fantastycznych historii. W najróżniejszych opowieściach włochaty kolos ukazywany był już m.in. jako bioniczna broń (serial „The Six Million Dollar Man”), uroczy dzikus (film „Harry i Hendersonowie”), kanadyjski naukowiec-superbohater (komiksy „X-Men” czy „Alpha Flight”), puchaty wojownik (seria gier „Darkstalkers”) czy wreszcie jako sam Chewbacca (jeden z segmentów komiksowej antologii „Star Wars Tales”). Jednak postać mitycznego stwora zaskakująco rzadko jest obiektem zainteresowania twórców horrorów. A przecież monstrualna, nieuchwytna dla ludzkiego oka istota jest ucieleśnieniem dzikości natury. W 2005 roku na Wielką Stopę właśnie pod tym kątem spojrzało trzech wielkich twórców związanych z fikcyjną grozą. Steve Niles – który za sprawą komiksu „30 dni mroku” sprawił, że wampiry znów stały się straszne – wspólnie z muzykiem Robem Zombie (artysta chwilę wcześniej wyreżyserował maksymalnie krwawe „Bękarty diabła”) odpowiadali za fabułę dzieła, a rysownik Richard Corben zajął się jego stroną wizualną. Stworzyli oni prostą, lecz niezwykle klarowną oraz lepką od posoki historię o walce z pozornie niezniszczalnym potworem.  

Akcja komiksu rozpoczyna się w 1973 roku, gdy rodzina Fullerów udaje się do domku w leśnej głuszy, gdzie planuje spędzić urlop. Idylla panuje jednak tylko do czasu zapadnięcia zmroku. Dziecko zasypia, rodzice postanawiają pobaraszkować – gdy tylko jednak pani Fuller zrzuca z siebie szlafrok, przez ścianę przebija się ogromna, małopopodobna istota, która na oczach przebudzonego chłopca morduje głowę rodziny, zabierając ze sobą roznegliżowaną, dogorywającą matkę. Policja tuszuje całą sprawę, zrzucając winę za masakrę na wygłodniałego niedźwiedzia. Mijają lata. Dorosły Billy nie zapomina o tym, co stało się podczas najgorszej nocy jego życia. Wyniszczony, niezdolny do normalnego funkcjonowania bohater postanawia wrócić na miejsce rzezi, by raz na zawsze rozprawić się ze swoimi koszmarami. W miasteczku spotyka policjanta, który prowadził sprawę śmierci jego rodziców i wie więcej, niż daje po sobie poznać. A ludzie nadal znikają w niewyjaśnionych okolicznościach…

Niles z Zombiem nie bawią się w subtelności. Ich opowieść to niezwykle szybka oraz skompresowana przysłowiowa jazda bez trzymanki. Postaciom brakuje wyraźniejszego rysu psychologicznego, a ich działania są podporządkowane gnającej na złamanie karku akcji. „Bigfoot” to klasyczna opowieść o zemście. Zimna, brutalna, w której nie ma miejsca na jakiekolwiek uczucia. Aby uwolnić się od demonów przeszłości, obwieszony bronią bohater musi wyrzucić z siebie nagromadzony przez lata gniew. Nie będzie to jednak możliwe dopóty, dopóki po drugiej stronie lufy jego karabinu nie stanie legendarne monstrum, kierowane przez podstawowe instynkty. Głównym miejscem akcji są oczywiście skąpane w ciemności lasy fikcyjnego Parku Narodowego Blackwood Mountain, aczkolwiek spora część scen dialogowych rozgrywa się w położonym nieopodal miasteczku. Odcięta od świata odludna miejscowość, której „demony” rzadko kiedy wychodzą poza jej niewielką granicę, to wspólny element nieustannie przewijający się w twórczości scenarzystów „Bigfoot”. Choć ludzie znikają od lat, sprawa cały czas jest bagatelizowana, zamiatana pod dywan, bo przecież „potwory nie istnieją”. Panika może wszak zniszczyć spokojną egzystencję (albo raczej wegetację) zaściankowej ludności.

Historia przesiąknięta jest niczym nieskrępowaną brutalnością, co wyraźnie podkreślają rysunki legendarnego już Richarda Corbena. Artysta, który od ponad pięciu dekad zachwyca swoimi dziełami kolejne pokolenia czytelników, idealnie odnajduje się w tej „dzikiej” historii. Jego Wielka Stopa jest przerażający, gargantuiczny i zwyczajnie ohydny. W komiksie wszystko podporządkowane zostało dzikiej masakrze. Krew leje się strumieniami za sprawą bestialskiego łowcy, ucieleśnienia niepowstrzymanej siły natury. Wielka Stopa nie posiada cech, które mogłyby spowodować, że czytelnik stanie po jego stronie. Zresztą polemikę z klasycznym obrazem „nierozumianego” monstrum doskonale widać w scenach ukazujących stosunek kudłatego drapieżcy do ludzkich kobiet. Potwór z Czarnej Laguny czy King Kong, zauroczeni, brali niewiastę w ramiona. Komiksowy Sasquatch ciągnie jej roznegliżowane ciało za nogę lub wlecze za włosy. Jest dla niego tylko kawałkiem mięsa. Pod koniec historii dowiadujemy się zresztą, że Wielka Stopa nie różni się aż tak bardzo od ludzi, ba, łączy go z nimi o wiele więcej, niż można przypuszczać. Corben, bawiąc się kadrami, umiejętnie wzmacnia narrację scenarzystów (fenomenalna scena z niedźwiedziem niszczącym samochód) i to na jego barkach spoczywa lwia część pracy.

Nie jest to opowieść, którą będzie się pamiętać przez lata, a każdy z twórców zaangażowanych w projekt ma na swoim koncie zdecydowanie ciekawsze dzieła. Historia zaczyna się dynamicznie i kończy bardzo szybko. Brakuje tutaj większego rozwinięcia świata przedstawionego, mocniejszego zarysowania realiów, natomiast fabularne mielizny przykrywane są ogromną ilością akcji. Jednak w ostatecznym rachunku „Bigfoot” to naprawdę solidny, wypełniony dziką energią komiksowy horror, który świetnie łączy warsztaty trójki utalentowanych twórców i dokłada swoją cegiełkę do popkulturowego obrazu Wielkiej Stopy. Jest ciekawostką, którą dobrze znać, szczególnie w kontekście zbliżającego się Halloween. Bez wątpienia jest to opowieść, która lepiej sprawdziłaby się na dużym ekranie – dlatego nie dziwi fakt, że już od dłuższego czasu trwają prace nad jej adaptacją.
Steve Niles, Rob Zombie, Richard Corben: „Bigfoot”. Wydawnictwo IDW Publishing. San Diego 2005.