Wydanie bieżące

1 listopada 21 (237) / 2013

Agnieszka Wójtowicz-Zając,

MASŁOWSKA KOLEJNY RAZ WBREW OCZEKIWANIOM

A A A
Najnowsza propozycja Doroty Masłowskiej pt. Dusza światowa to wywiad rzeka z pisarką, przeprowadzony przez Agnieszkę Drotkiewicz. Wywiad ukazał się rok po Kochanie, zabiłam nasze koty, a rozmowa została przeprowadzona tuż przed ukazaniem się powieści na rynku, stąd wiele w nim odniesień do tej właśnie książki. Rozmowa, w miarę swobodna, nawiązująca do przyjaźni obydwu pisarek, płynnie przechodzi od tematu do tematu. Polityka, płeć, miasto, proces twórczy, media, wizerunek, wieś, jedzenie, ciało, przyjemności, podróżowanie, ale też polski rynek literacki i polaryzacja stanowisk – oto zagadnienia, jakie poruszają rozmówczynie.

Dorota Masłowska, mimo trzech powieści i dwóch dramatów na koncie, to wciąż pisarka bardzo młoda. Chętnie nagradzana, komentowana, absolutna gwiazda, a z racji debiutu w bardzo młodym wieku – obarczona ogromnymi oczekiwaniami czytelników i krytyków. Chwalono wybitny talent, przemilczając potknięcia czy drobne niedociągnięcia, bądź przypisując je młodemu wiekowi autorki, licząc, że jeszcze „się wyrobi”. Niezaprzeczalnie Dorota Masłowska jest wybitnie utalentowana, jest baczną obserwatorką, a słuchu językowego można jej pozazdrościć. Po co więc wydała Duszę światową? Lektura wywiadu-rzeki jest zwyczajnie nużąca, sama rozmowa przewidywalna, a opinie wygłaszane przez pisarkę co najmniej poczciwe. Gdzieś uleciały niesamowite poczucie humoru i celne obserwacje. I na tym chyba polega największe rozczarowanie – po wywiadzie-rzece z pisarką (a jest to formuła przyjęta na Rozmowy z Pisarzami o Świecie), z tytułem wziętym z Czechowa, przeprowadzonym przez drugą, również cenioną pisarkę, należy spodziewać się więcej niż drugorzędnej publicystyki.

Rozmowa miała być swobodna i bezpretensjonalna, a wyszła – jałowa. Obserwacje Doroty Masłowskiej są znane i wielokrotnie w mediach przewałkowane. Facebook służy ekshibicjonizmowi i niszczy rzeczywiste więzi międzyludzkie. Polska jest podzielona i mocno spolaryzowana, a lewa i prawa strona prześcigają się w anektowaniu pisarzy. Miasto separuje nas od natury, jest chore i niszczycielskie, natomiast na wsi można odetchnąć pełną piersią, żyć prostym życiem blisko przyrody. Tracimy swoją tożsamość, a świat się unifikuje na modłę amerykańską. Internet pełen jest nienawiści i agresji. Warszawka to banda snobów, a skrajnie elitarna sztuka chce nosić miano lewicowej, choć „prosty człowiek” jej nie pojmie. Silny z Wojny polsko-ruskiej… wyewoluował w bankiera z irokezem, który jest tak samo prosty, jak jego literacki protoplasta. Najpewniej wszystko to prawda, ale czy trzeba dwóch świetnych pisarek i ponad 200 stron tekstu, aby to wyrazić?

Są w Duszy światowej rozdziały ciekawe, gdzie powraca to, co w pisarstwie i obserwacjach Doroty Masłowskiej zawsze ceniono najbardziej. Najlepszy bodaj jest rozdział Jedzenie z pęknięciem, będący próbą socjologicznego spojrzenia na jedzenie. Mowa tu nie tylko o potrawach snobistycznych i tych z gazetki „Przyślij przepis”, ale też o innym podejściu do jedzenia na wsi i w mieście, o jego ekspozycji w samach spożywczych, sposobach przyrządzania, podejściu do niego. A także o tym, że pozwala ono opisać przemiany, jakie zaszły w Polsce od lat dziewięćdziesiątych do teraz. Masłowska i Drotkiewicz wspominają także posiłki nieudane, podejrzane bary szybkiej obsługi, gdzie pierogi ruskie to raczej „kamienie beskidzkie w cieście”, a kotlet pożarski wygląda jak „kotlet z twarzy”. Barwne opisy jedzenia i plastyczna, dowcipna metaforyka dodają tylko rozdziałowi literackiego smaczku. Ciekawe, choć mniej odkrywcze, są fragmenty rozmowy o ciele i cielesności. Pojawia się tu problem ciała intelektualisty – czy ogranicza się ono do piszących palców i czytających oczu? A co kiedy się wstanie od biurka? Czy ciało jest pojemnikiem na mózg, czy jest mną? Podobnie jak w rozdziale poświęconym jedzeniu i tu można znaleźć interesujące obserwacje. Drotkiewicz i Masłowska trafnie też punktują zmiany, jakie zaszły w Polsce po pojawieniu się pierwszych sieciówek odzieżowych i związanej z nimi możliwości podążania za modą nawet przy skromniejszym budżecie. Ale to właściwie wszystko, co można zaliczyć do obserwacji ciekawszych.

Zaskakujące są niektóre konstatacje Doroty Masłowskiej, jak na przykład ta: „Samotność bankowca z irokezem jest zupełnie inną samotnością niż samotność twórcy z irokezem tudzież bez irokeza. Po pierwsze, bankowiec nie zna tylu bolesnych słów, żeby ją nazwać, i już przez to jest do przodu, że nie potrafi tak okrutnie sam sobie o tym opowiedzieć. Po drugie, prawdopodobnie inaczej obsługuje swoją samotność – ona często oznacza po prostu, że nie ma z kim pójść do klubu…” (s. 58). Wypisz, wymaluj – Emilia Korczyńska z globusem na szezlongu, a prosty człowiek nie ma się z kim napić. Tego typu opinie o prostym bankowcu nie przeszkadzają jednocześnie postulować: „(…) większość »poszukujących przedstawień« ma widza za nic. Niby wszystko jest bardzo lewicowe, a tak po prostu skrajnie elitarne, nonszalanckie, hermetyczne – kompletnie niedemokratyczne granie na nosie zwykłym ludziom, którzy nie mają pojęcia, co to za skłębiona postlacanowska kula gwałcących się nawzajem ojczymów przetacza im się przed oczami. Bywają ekscesy, które może w tym kraju zrozumieć garstka zapaleńców” (s. 31). I dalej znowu o „człowieku prostym”: „Praca w polu czy rąbanie drwa to nie są zajęcia, które wykonują ładnie ubrani ludzie sukcesu w reklamach. Więc nie jestem pewna, czy ludzie na wsi czerpią mnóstwo satysfakcji ze swoich zajęć. A zresztą pewnie nie rozkminiają tego” (s. 183). Czyli sztuka hermetyczna jest zła, bo gra na nosie zwykłym ludziom, którzy jej nie rozumieją (pytanie: czy to, że bohaterowie Masłowskiej są prostymi ludźmi, biorąc pod uwagę język, jakim pisze, nie sprawia, że ona sama „gra im na nosie”?), ale bankowiec z irokezem jest jednak prosty, nie to co pisarka, a ludzie pracujący fizycznie swojej pracy „nie rozkminiają”, tylko pracują w ustalonym rytmie, czyli tak, jak artystka Masłowska pracować by nie potrafiła (s. 59). Powyższe wypisy można potraktować jako czystą złośliwość i czepianie się nieścisłości, a także wytykanie słabo maskowanego poczucia wyższości (do którego w końcu laureatka Nagrody Literackiej Nike być może ma prawo). Niestety, prezentują one ogólny poziom wypowiedzi w Duszy światowej. Litościwie należy pominąć fragmenty jeszcze słabsze.

W Duszy światowej chyba najbardziej drażniące jest całkowite rozminięcie się kilku planów tej książki. Z jednej strony wywiad-rzeka z pisarką, na otwarcie cytat z Czechowa, spectrum tematów co najmniej imponujące, z drugiej – powierzchowność, migawkowość, ślizganie się po powierzchni. Unikanie pretensjonalnej postawy artystowskiej i odżegnywanie się od niej, żeby w innym momencie rozmowy stwierdzić, że co innego samotność bankowca, a co innego twórcy. Być może jest to strategia celowa – Masłowska często podkreśla, że chce być wolna i niezagrabiona przez żadną ze stron i opcji politycznych. Nieścisłości w wypowiedziach na pewno utrudniają przypisanie jej do którejkolwiek z opcji.

Dlaczego po trzech powieściach i dwóch dramatach, z których być może nie wszystkie zostały przyjęte równie entuzjastycznie, jednakże wszystkie cieszyły się olbrzymią uwagą krytyków i czytelników, Dorota Masłowska zdecydowała się wydać Duszę światową? Zabrakło obydwu autorkom krytycznej samooceny? Być może krytycznym dopełnieniem wywiadu miał być ostatni rozdział, gdzie autorki zastanawiają się czy ich rozmowy, przeprowadzone latem 2012 roku, do jesieni 2013 się nie zdezaktualizowały – jednak jest to raczej dopisek o medialnej aferze wokół Kochanie, zabiłam nasze koty i kolejnej próbie przypisania Masłowskiej do lewej bądź prawej strony.

Być może Dorota Masłowska chciała zagrać swoim czytelnikom na nosie, jak to zwykła czynić do tej pory? Tadeusz Nyczek tak opisał oczekiwania wobec Masłowskiej po debiucie: „Masłowska, zgodnie z regułami gry rynkowej, powinna była teraz wykonać parę sesji zdjęciowych dla magazynów mody i zagrać główną rolę w filmie o trudnej młodzieży. Albo pokazać się na balu sylwestrowym w Sheratonie, koniecznie w glanach i firance na gołych cyckach, i wylać marszałkowi Borowskiemu, gdyby tam był, butelkę bordeaux na głowę. Tymczasem Masłowska pojechała do Gdańska studiować psychologię”. Podobnie z Kochanie, zabiłam nasze koty – przyzwyczajeni do książek o Polsce i eksperymentów językowych czytelnicy dostali książkę dziejącą się w nienazwanej, prawdopodobnie amerykańskiej metropolii i oszczędną w językowym eksperymencie. Być może chodziło o to, żeby dać czytelnikom coś zupełnie sprzecznego z oczekiwaniami.
Dorota Masłowska: Dusza światowa. Rozmawia Agnieszka Drotkiewicz. Wydawnictwo Literackie 2013.