Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (239) / 2013

Przemysław Pieniążek,

POCHWAŁA (PŁATNEJ) MIŁOŚCI

A A A
„Seks za pieniądze nie jest jałowy, jeśli jest z właściwą osobą” – przewrotna uwaga Kanadyjczyka Chestera Browna z pewnością może posłużyć za motto jego graficznej powieści, którą wywołał spore zamieszanie, stanowczo zabierając głos w sprawie depenalizacji prostytucji. Ale zacznijmy od początku. Pochodzący z Montrealu artysta komiksem interesował się już od wczesnego dzieciństwa, zaczytując się historiami o potworach i herosach w trykotach. Marzył o zawodowym tworzeniu podobnych opowieści, jednak jego CV nie wzbudziło zainteresowania Marvela ani DC Comics. Jako dziewiętnastolatek Brown przeniósł się do Toronto (gdzie spędził większość dorosłego życia), by w latach osiemdziesiątych związać się z grupą lokalnych artystów, w tym z Joe Mattem oraz Sethem. Od tamtej pory wszyscy zwani byli „Trzema Muszkieterami alternatywnego komiksu”.

Chester Brown wyrósł na czołowego przedstawiciela tamtejszej awangardy za pomocą  improwizowanej, pełnej skatologicznego humoru serii „Ed the Happy Clown” czy wydawanego własnym sumptem „Yummy Fur” (zawierającego między innymi adaptacje „Ewangelii według świętego Mateusza” oraz biblijnych apokryfów), którym potem zainteresowała się niezależna oficyna Vortex Comics. Brown początkowo skłaniał się ku tematom dotyczącym mrocznych stron ludzkiej podświadomości. Eksperymentował także z technikami narracyjnymi (jak chociażby wykorzystywaną przez Williama S. Burroughsa metodę cut-up) oraz z formą, rysując swoje prace ołówkiem, wiecznym piórem, rapidografem, markerem lub stosując fotokopie.

Czytając krótkie formy komiksowe Kanadyjki Julie Doucet, autor zapragnął stworzyć coś równie osobistego. Tym sposobem powstało „My Mother was a Schizophrenic”, utrzymana w konfesyjnym tonie autobiograficzna refleksja na temat chorób psychicznych, w której Brown postawił śmiałą tezę, że schizofrenia to nic innego jak narzędzie wykorzystywane przez społeczeństwo do radzenia sobie z jednostkami przejawiającymi zachowania i poglądy nieakceptowane przez ogół. Póki co jego komiksowym opus magnum pozostaje „Na własny koszt” wydane w 2011 roku nakładem oficyny Drawn and Quarterly. Promująca depenalizację prostytucji graficzna polemika (szczęśliwie ukończona dzięki grantowi przyznanemu autorowi przez kanadyjski rząd) okazała się sporym sukcesem komercyjnym, choć spowitym aurą kontrowersji.

Gdy w 1996 roku Chester rozstał się ze swoją ówczesną dziewczyną Sook-Yin Lee (aczkolwiek wciąż dzielili mieszkanie na przyjacielskich warunkach), poprzysiągł, że już nigdy więcej nie zwiąże się z nikim na stałe. Nie posiadając predyspozycji do podrywania kobiet na niezobowiązujący seks (a wciąż odczuwając dość silne pożądanie pomimo kilkuletniego celibatu), Brown zdecydował się na korzystanie z usług prostytutek. Jako dumny wolnościowiec (powołujący się na sztandarowe hasła libertarianizmu) bynajmniej nie zamierzał ukrywać swojej decyzji przed światem, regularnie odwiedzając przybytki rozpusty oraz, po wyprowadzce od byłej partnerki, sprowadzając kurtyzany do swojego mieszkania.

„Na własny koszt”, zgodnie z nadanym przez polskiego wydawcę podtytułem, to komiksowy pamiętnik bywalca burdeli, skrzętnie podzielony na trzydzieści trzy rozdziały, z dokumentalno-impresyjną manierą przybliżających czytelnikom przebieg erotycznych randek (rozmowy telefoniczne, przygotowania do spotkania, refleksje i rozmowy przed oraz po stosunku) z dwudziestoma trzema paniami, z których jedną (ostatecznie) połączyła bohatera bardziej długoterminowa znajomość. Opisując swoje doświadczenia z przedstawicielkami najstarszego zawodu świata, nie opierające się wyłącznie na uprawianiu płatnej miłości, ale także na rozmowie, Brown skrzętnie ukrywa prawdziwe tożsamości kolejnych kochanek, dobieranych z prasowych ogłoszeń lub według „recenzji” zamieszczanych na specjalnych stronach internetowych.

Autor „Louisa Riela” prowadzi narrację z dużą dozą ironicznego humoru oraz z rozbrajającą szczerością, głosząc poglądy chwilami mogące budzić polemiczną reakcję czytelnika (dość uproszczone podejście do problemu narkomanii oraz handlu żywym towarem), choć za linię obrony może posłużyć fakt, iż Brown na każdym kroku podkreśla swój subiektywny punkt widzenia. Wypracowywanie własnej definicji miłości autor wpisuje w szereg rozważań na temat dysfunkcyjności instytucji małżeństwa, praw seksualnych, normalizacji prostytucji (w tym rzucając na szalę kwestię opodatkowania oraz udzielania licencji), stręczycielstwa, przemocy, poniżenia i uprzedmiotowienia kobiet.

Całości dopełnia kreskówkowa estetyka inspirowana pracami Fletchera Hanksa. Drobne sylwetki bohaterek (oraz swoją) Brown przedstawia z wiernym odwzorowaniem fizjonomii, zakrywając jednak twarze kurtyzan dialogowymi dymkami. Zabieg ten nie odnosi się jednak do samego autora, ilustrującego siebie jako kruchego okularnika, którego oblicze (zgodnie z intencją autora inspirującego się minimalistyczną grą aktorów Roberta Bressona) pozostaje w zasadzie niewzruszone, nawet w rubasznych scenach łóżkowych. Graficzna powieść kanadyjskiego artysty to ze wszech miar nietypowa, stymulująca interdyscyplinarną dyskusję „historia miłosna”, którą z dużą dozą prawdopodobieństwa zekranizuje wspominana już Sook-Yin Lee. Kto wie, może uczyni to na własny koszt?
Chester Brown: „Na własny koszt. Komiksowy pamiętnik bywalca burdeli” („Paying for It”). Tłumaczenie: Hubert Brychczyński. Wydawnictwo Centrala – Mądre Komiksy. Poznań 2013.