Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (239) / 2013

Karolina Obszyńska,

DYSONANS ZAWODZIŃSKIEGO - "POŁAWIACZE PEREŁ" W OPERZE WROCŁAWSKIEJ

A A A
Ewa Michnik postanowiła przenieść liryczną operę Bizeta do Hali Stulecia i uczynić z niej superwidowisko – pod jej batutą orkiestra i artyści zagrali spektakl z okazji 150-lecia światowej premiery „Poławiaczy pereł”.

Oto historia dwóch przyjaciół,  Nadira i Zurgi, którzy poprzysięgli sobie wzajemną lojalność i obaj solennie zamierzają porzucić miłość do  ukochanej kobiety, Leili, aby chronić swoją zażyłość. Piękna kapłanka przybywa jednak do wybrzeży Cejlonu, aby za pomocą swych modlitw odsunąć na bok złe moce, mogące mieć negatywny wpływ na coroczny rytuał połowu pereł. W Leili i Nadirze rozbudza się dawne uczucie, toteż kochankowie spotykają się potajemnie, aż do chwili, gdy nakryje ich zdradzony przez przyjaciela Zurga.

Rzecz ma miejsce u wybrzeży Cejlonu, a większa część akcji rozgrywa się na statku i tak też pomyślana została scenografia. Potężne żagle w tle sceny służą również jako pole dla wizualizacji – morskich fal, ciemnego nieba z piorunami podczas burzy czy odzwierciedlania stanu emocjonalnego zrozpaczonej, ale zdeterminowanej Leili: gdy przychodzi ona do Zurgi prosić go o własną śmierć i ocalenie Nadira, na żaglach malują się czerwone, gniewne oczy.

Żałuję bardzo, że Zawodziński nie wykorzystał tak rozległej przestrzeni – mistrz monumentalnej scenografii tym razem ograniczył się do wymownego, ale minimalistycznego tła, symbolizującego okręt. Poza tym „Poławiacze pereł” nie zachwycają stroną wizualną – przynajmniej do czasu, aż zaczną się sceny zbiorowe: te, za sprawą kostiumów Słoniowskiej, zyskują bardzo imponujący wizualnie wymiar. Stroje wnoszą na scenę nie tylko lokalny, egzotyczny koloryt, ale też dekoracyjne urozmaicenie, którego poskąpił reżyser. Są to wystawne, ale delikatne, pastelowe suknie Leili i wielobarwne szaty załogi statku. Imponującą dla całości oprawą okazuje się także scena pochodu Leili – tutaj scenograficznych niespodzianek jest krocie, a akcja przedstawienia przenosi się także poza scenę.

W ostatnim, trzecim akcie, szczególną uwagę zwracają kostiumy baletu. Łącząc w sobie ciemność rodem z piekieł i sacrum zakonniczego welonu, wnoszą one do „Poławiaczy pereł” intrygujący rys. W ciekawych, dynamicznych choreografiach pierwsze skrzypce gra niezwyciężona Nozomi Inoue – z tancerką na czele balet święci sukcesy, stanowiąc jednocześnie doskonałe uzupełnienie całości widowiska.

„Poławiacze pereł” to, pod względem muzycznym, nie lada wyzwanie – szczególnie dla solistów. Niestety, partie Nadira okazały się zbyt trudne dla Zdzisława Madeja, który nie potrafił obronić wysokich tonów. Doskonali okazali się natomiast Joanna Moskowicz (Leila) i Michał Kowalik (Zurga). Moskowicz to właściwie clou „Poławiaczy…” – jego gra jest emocjonalna i liryczna, a wokalnie absolutnie zachwycająca – szczególnie w arii „Comme autrefois”.

Zawodziński nie zaryzykował – stworzył przedstawienie poprawne wizualnie, ale dalekie od fajerwerków i inscenizacyjnego szaleństwa. Superwidowisko, jakim miało być dzieło „Poławiacze pereł”, niestety takim się nie okazało – to tradycyjna opera, mieszcząca się w ramach wizualnie przeciętnego widowiska, gotowego do wystawienia w budynku każdej opery. Zabrakło natomiast inscenizacyjnego trzęsienia ziemi, scenograficznego rozmachu i właściwej przyczyny dla przeniesienia „Poławiaczy pereł” aż do Hali Stulecia. Wystawianie tej akurat opery w dużej przestrzeni okazało się nietrafionym wyborem – przy tak małej ilości solistów i niezmiennej scenografii scena to świeci pustkami, to znów zbyt szybko przyzwyczaja widzów do obrazu, który powoli zaczyna obojętnieć. W kwestii inscenizacji i dramaturgii widowiska na szczególną uwagę zasługuje jedynie akt trzeci – stanowi on podsumowanie całości, w pełni wybrzmiewa muzycznie i choreograficznie. Odnoszę jednak wrażenie, że reżyser pogubił się w zbyt dużej przestrzeni i nie znalazł pomysłu na wypełnienie pustej sceny.
Georges Bizet: „Poławiacze pereł”. Reżyseria: Waldemar Zawodziński. Scenografia: Waldemar Zawodziński. Obsada: Joanna Moskowicz, Zdzisław Madej, Michał Kowalik, Plamen Kumpikov. Premiera: 8 listopada 2013, Opera Wrocławska.