ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (239) / 2013

Agnieszka Nęcka,

(NIE)ZNOŚNA LEKKOŚĆ PICIA

A A A
Zapowiadana na „czwartej stronie” okładki przez Justynę Bargielską jako żeńska wersja „Pod wulkanem” Malcolma Lowry’ego fabuła „Nocnych zwierząt” – debiutanckiej powieści Patrycji Pustkowiak – jest raczej wątła, nieskomplikowana, przewidywalna (bynajmniej nie tylko dlatego, że ma kompozycję klamrową), a tym samym okazuje się rozczarowująca. Powieściowa akcja obejmuje zaledwie niespełna trzy dni, podczas których trzydziestoletnia Tamara Mortus z bezrobotnej i właściwie nijakiej kobiety zamienia się w morderczynię swojej dawnej koleżanki. Największy kłopot z książką Pustkowiak bierze się jednakże stąd, że niewiele wiemy na temat głównej bohaterki tej prozy. Nie mamy dostępu ani do jej przeszłości (która jawić by się miała jako „stary, pocięty na kawałki film ORWO”), ani do jej psychiki czy odczuwanych emocji. Dotychczasowe życie (jeszcze) młodej dziewczyny zostało zdominowane przez dojmującą pustkę, alkohol, narkotyki, programy ezoteryczne i pornografię. Tamara nieustannie pije i ćpa, naciągając przypadkowo spotkanych mężczyzn na drinki czy „kreski”. Dlaczego poddaje się (nie)znośnej lekkości nałogu alkoholowo-narkotykowego i pociągowi do autodestrukcji? Debiutancka powieść Pustkowiak nie przynosi – niestety – odpowiedzi. Do rozwikłania sprawy niewiele wnosi nawet taki argument: „Picie, szczególnie picie wina, ułatwiało tyle spraw. Sprowadzało jej wszystkie dylematy, niegdyś obejmujące Boga, religię, duchowość, politykę i ekologię, do jednego: białe czy czerwone?”. Niemniej, alkohol i narkotyki sprawiają, że świat wydaje się Tamarze mniej bolesny, a dzięki temu staje się bardziej akceptowalny. Mortus jest bardzo samotną, wyalienowaną, bierną, starzejącą się kobietą, która nie panuje nad własną egzystencją. Ma świadomość tego, że jej uroda przemija, spychając ją tym samym na margines społeczny. Wychodzi z założenia, że „seks jest czynnością tak śmieszną i pozbawioną sensu”, iż zaspakaja sama siebie przed ekranem komputerowego monitora. „Czy to możliwe – zastanawiała się – by w wieku trzydziestu lat być już u kresu? Czy to możliwe, żeby życie było tylko tym? Chciała oddać je do komisu, tak jak się oddaje stary płaszcz. Czasem, w nocy, leżała w łóżku i przyznając się do tchórzostwa, prosiła o śmierć, która przyszłaby tak, jak przychodzi deszcz w nocy – cicho, niezauważalnie, niosąc ukojenie”. Stąd dominująca w jej biografii jest strata. Licząc na szybki koniec własnej egzystencji, Tamara wiedzie nocne życie w warszawskich knajpach i klubach do momentu jednak, gdy spotyka Marcelinę, dawną koleżankę z pracy w korporacji, która – najoględniej rzecz ujmując – jest niezwykle rozrywkową i wyjątkowo głupią dziewczyną. Razem kręcą się po mieście, zażywają narkotyki i upijają się na umór, kończąc feralny wieczór imprezą domówkową, podczas której Tamara staje się ofiarą zbiorowego gwałtu. Rano, na olbrzymim kacu, bierze odwet na Marcelinie (dusząc ją poduszką) za to, że kumpela pomogła gwałcicielom dokonać traumatycznego czynu.   

„Nocne zwierzęta” nie są jednakże narracją wywołującą w czytelniku empatię czy jakiekolwiek inne uczucia. Dzieje się tak choćby dlatego, że postać Tamary jest sztuczna i psychologicznie nieprawdziwa. Brak między innymi konsekwencji w jej postępowaniu, co uobecnia się choćby w tym, że Mortus stosuje na przykład ujędrniające piersi kremy po to, by w knajpach kusić swoimi wdziękami facetów, odmawiając im równocześnie seksu, który wywołuje w niej fizjologiczne obrzydzenie. Chce zatem zarówno mieć, jak i zjeść przysłowiowe ciasteczko. Egoistycznie ukierunkowana Tamara nie potrafi odnaleźć swojego miejsca w świecie. Nie tylko nie lubi ludzi, których (w mniej lub bardziej przypadkowych okolicznościach) spotyka, ale również nie znosi samej siebie. Wyróżnia ją przeto wszechogarniająca frustracja i mizantropia. Autodestrukcyjny alkoholizm sprawia, że „Kiedy zamyka za sobą drzwi i spogląda na swoje odbicie w lusterku, zaczyna docierać do niej znaczenie słowa »apokalipsa«. To nie może być ona! To, co się odbija w lustrze, to jakiś bazyliszek! To jest zdjęcie skazańca pojmanego po tygodniowej ucieczce przez bagna dżungli amazońskiej. Ta twarz, zresztą rozjeżdżająca się też kubistycznie na wszystkie strony, delikatnie mówiąc, wygląda na obcą – jest wymęczona, wymięta; szara kartka wyrwana z brulionu i zmięta w kulkę”. Tamara zatraca się w sobie i w swoich uzależnieniach. Ale Patrycja Pustkowiak nie pokusiła się, niestety, o skrojenie powieści, która byłaby czymś więcej ponad satyrę na współczesność. W konsekwencji debiutantka diagnozuje otaczającą nas rzeczywistość, w której „możesz być, kim chcesz, przede wszystkim zaś nikim” i w której rządzi „kuwetyzm” oraz hipokryzja czy pozoranctwo.

Proza Pustkowiak bywa jednakże zabawna, choć zwykle jest to specyficzny, czarny humor. Dość przywołać efektowną parodię poetyki curriculum vitae: „absolwentka ciekawego, choć nierokującego kierunku: mogę się pochwalić stuletnim doświadczeniem we wszystkim, zrobieniem większej liczby lodów panom prezesom, niż ich zrobiła Algida, obsługą wszystkich sprzętów, od iPhone’a przez ksero po kosiarkę do trawy, oraz znajomością dziesięciu języków obcych, ze szczególnym naciskiem na język nienawiści. Mogę robić wszystko – od kawy po laskę. Zaznaczam również, że z pensji chciał(a)bym móc opłacić bilet tramwajowy. Do moich zalet zaliczyć można także absolutny brak zobowiązań. Mój stan cywilny można określić pojęciem z encyklopedii muzycznej: maksisingiel, nie mam też dzieci ani kredytu hipotecznego. Ba, nie mam nawet zdolności kredytowej i się na to nie zanosi”.

Tym, co może zatem w „Nocnych zwierzętach” zachwycać, to ów humor i zręczne, błyskotliwe sformułowania, które łagodzą grozę. W konsekwencji Pustkowiak nie tyle problematyzuje nałóg alkoholowo-narkotyczny, ile sytuację nowoczesnych kobiet, które muszą funkcjonować w konsumpcyjnej rzeczywistości. Tamara nie może odnieść sukcesu, ponieważ jej przeznaczeniem jest klęska. Ostrze ironii wymierzone jednakże zostało bardzo szeroko. Na tyle szeroko, że nie do końca wiadomo, w co/kogo celowała prozaiczka. Poza przyjemnością lektury, z której de facto niewiele wynika, nie otrzymujemy tedy nic więcej. Patrycja Pustkowiak nie zatroszczyła się bowiem ani o epicki rozmach, ani o uwiarygodnienie snutej przez siebie opowieści. W efekcie „Nocne zwierzęta” nie są narracją pozostającą w pamięci czy książką wyróżniającą się na tle bieżącej polskiej produkcji prozatorskiej. Wyjątkową nie czyni ją także śmiałe (przynajmniej momentami) mówienie o sprawach erotycznych czy cielesnych ani kompromitowanie stylu życia wielkomiejskich singli. A jednak, mimo wszystko, debiut prozatorski Patrycji Pustkowiak wydaje się propozycją na przyszłość rokującą. Cóż, czas pokaże. Trzeba przeto poczekać na jej drugą książkę, która ujawni, w jakim kierunku podąża „młoda” (rocznik 1981) pisarka.
Patrycja Pustkowiak: „Nocne zwierzęta”. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2013.