Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (240) / 2013

Damian Preis,

BIERZ, CO CHCESZ

A A A
W najnowszym filmie François Ozona obiektem fascynacji jest nie kobieta, a dziewczyna z klasy średniej. Tyle tylko, że reżyser czyni podglądaczem nie innego bohatera, lecz widza.  Oto siedemnastoletnia Isabelle (w tej roli młoda, piękna i zdolna Marine Vacth) spędzająca lato z rodzicami na południu Francji. Bohaterka przeżywa wakacyjny romans z niedawno poznanym niefrasobliwym Niemcem, zakończony seksualną inicjacją. Po powrocie do rodzinnego miasta Isabelle kontynuuje cielesną eksplorację w mniej romantycznym wydaniu – jako luksusowa prostytutka o pseudonimie Lea. Bohaterka zjawia się na wezwanie klienta w hotelowym pokoju, po wykonanej pracy inkasuje umówioną kwotę, zmywa makijaż, zmienia elegancką garderobę na bardziej młodzieżową i wraca do domu, wcielając się z powrotem w rolę niewzbudzającej podejrzeń dobrej córki i siostry. Sytuacja komplikuje się, kiedy jeden z klientów Isabelle umiera na zawał podczas seksualnych igraszek.

Ozon wprowadza nas w świat Isabelle stopniowo, dzieląc narrację na cztery rozdziały – cztery pory roku, punktowane lirycznymi piosenkami Françoise Hardy. Dostrzegamy tu dwie warstwy: cielesnych, płatnych rozkoszy odbywających się w zacisznych hotelowych wnętrzach oraz tę, na którą składają się sceny z rodzinnego życia Isabelle. Widz zaczyna się zastanawiać, w której z nich bohaterka czuje się szczęśliwsza. Ozon unika taniej sensacji, pozwala odbiorcy stworzyć własny wizerunek Isabelle. W tym celu reżyser zręcznie wykorzystuje szablony: nieudany „pierwszy raz”, wychowanie bez jednego z rodziców, duża swoboda w domu nastolatki. Gdy wydaje się, że mamy już gotowy, psychologicznie podbudowany portret Isabelle, Ozon myli tropy: w rodzinie bohaterki aż kipi od skrywanych emocji, namiętności i pożądania – fascynacja dziewczyny płatnym seksem staje z nimi w jednym szeregu, a posiłkowanie się telewizyjnym reportażem o prostytucji zapewniającej studentkom utrzymanie niczego nie dowodzi, Isabelle nie musi bowiem obawiać się o finanse.

Pytanie, dlaczego Isabelle się prostytuuje, nie znajduje odpowiedzi. Widz sam może wybrać najbardziej odpowiadający mu wariant. Reżyser nie podaje interpretacji na talerzu, hołdując metaforze seksu jako dżungli, w której nie obowiązują żadne zasady czy prawidłowości. Jest to największy atut filmu. Po seansie pozostaje jednak niedosyt. Tematyka tego kalibru aż prosi się, aby wyposażyć obraz w przysłowiowy pazur, uczynić go bardziej drapieżnym. Tymczasem „Młoda i piękna” nie jest mrocznym studium nerwicy seksualnej, jak  „Pianistka” Michaela Haneke, a atmosfera nie przytłacza tu jak w „Nieodwracalnym” Gaspara Noé. Przeciwnie: film Ozona wydaje się intrygującą zabawą z domysłami widza, w istocie jednak okazuje się lepką pułapką złożoną z pięknych obrazów, z której sam reżyser nie potrafi się wydostać.
„Młoda i piękna” („Jeune et jolie”). Scenariusz i reżyseria: François Ozon. Obsada: Marine Vacth, Charlotte Rampling, Frédéric Pierrot i in. Produkcja: Francja 2013, 90 min.