Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (240) / 2013

Michał Misztal,

Z KREDKAMI NA DZIWADŁA

A A A
Edyta „Mei” Bystroń to autorka wyjątkowa. Z jednej strony nie nastawia się wyłącznie na twórczość autobiograficzną, z drugiej jednak jej prace charakteryzuje niezwykle intymny klimat. Wszechstronna, w pełni profesjonalna oraz niezwykle produktywna artystka wciąż dociera do swoich czytelników głównie za pośrednictwem zinów kserowanych w niewielkiej ilości egzemplarzy. W swoich wydawnictwach pozostaje bezpretensjonalna i szczera, choć posługuje się nieestetyczną kreską, niezbyt przystępną dla szerokiego grona odbiorców. Niedawno ukazały się trzy nowe produkcje Mei, będące pokazem wizualnej oraz fabularnej różnorodności.

„Ja i moje kredki” to rzecz przypominająca poprzednie komiksy Bystroń: „Dziewczynkę, którą bolała głowa” oraz „Rączki i inne historyjki”. W tomiku tym autorka zebrała swoje krótsze opowieści, tworzone w latach 2012-2013. Zbiorek liczy trzydzieści dwie strony, czyli jest mniej okazały od poprzednich, jednak wystarczający, by pokazać, że Mei nie próżnuje i cały czas realizuje nowe pomysły. To zaledwie namiastka talentu artystki, ale zarazem jego próbka bardzo sympatyczna, budząca pozytywne wrażenia. Gdyby nie kilka wulgaryzmów (zwłaszcza na ostatniej stronie, gdzie autorka wyjaśnia okoliczności powstawania każdego z krótkich komiksów) oraz parę dziwacznych pomysłów – jak choćby te z historii „Pryszcz” – „Ja i moje kredki” mogłyby być świetnym zbiorem obrazkowych opowieści dla odbiorców niemal w każdym wieku.

Z pakietu trzech nowości moją ulubioną pozycją jest komiks „Dziwadła (są fajne)”. To historia dla dzieci (chociaż nie tylko), której głównym bohaterem jest chłopiec odrzucony przez najbliższe otoczenie z powodu nietypowego wyglądu. Alienacja oraz inność to tematy bardzo często poruszane przez Edytę Bystroń. Nie inaczej jest w przypadku „Dziwadeł”, w których zagadnienie to autorka z powodzeniem analizuje. Jak przystało na Mei, opowieść ma kreskę odmienną od tego, co można było zobaczyć w jej wcześniejszych dłuższych fabułach („Księżniczka”, „Historia fabryki”). Sami bohaterowie są już natomiast bardziej typowi w kontekście jej twórczości. Co ciekawe, album zawiera także angielskie tłumaczenie. Na jednej stronie dopatrzyłem się braku przekładu pewnej wypowiedzi, ale to niewielka wpadka, nie zmieniająca bynajmniej faktu, że mamy do czynienia z bardzo dobrym komiksem.

Dość nietypową propozycją są za to „Nenufaria”. Edyta Bystroń rzadko rysuje do cudzych scenariuszy, ale tym razem zdecydowała się zilustrować opowieść Piotra Szreniawskiego. Trzeba przyznać, że Pszrenowi udało się dopasować do temperamentu rysowniczki w taki sposób, że nie widać znaczącej różnicy pomiędzy jego pomysłami, a tym, co standardowo wychodzi spod pióra Mei. „Nenufaria” opowiadają o wakacjach bohaterki o imieniu Veronique, w czasie których przeżywa ona mnóstwo niesamowitych, czasami niezrozumiałych i wręcz narkotycznych przygód. Szreniawski staje na wysokości zadania, a Bystroń znowu eksperymentuje z formą, akurat w tym przypadku nie do końca trafiając w mój gust. Nie znaczy to jednak, że w „Nenufariach” brakuje udanych kadrów. W środku (ale także na okładce) znalazło się wiele ciekawych rozwiązań, a sam komiks wydano w formacie A4, dzięki czemu Mei mogła pozwolić sobie na kilka większych niż zazwyczaj ilustracji, przedstawiających szalony świat wykreowany przez Piotra Szreniawskiego.

Nie ukrywam, że Edyta Bystroń już od dawna jest moją ulubioną polską autorką komiksów. Uwielbiam zarówno jej autobiograficzne prace, jak i całkowicie fikcyjne fabuły. Staram się nie podchodzić do nich bezkrytycznie, ale twórczość Mei (w tym jej najnowsze wydawnictwa) to dla mnie coś absolutnie urzekającego, ze wszech miar godnego polecenia.
Edyta Bystroń: „Dziwadła (są fajne)”, „Ja i moje kredki”. Warszawa 2013.
Piotr Szreniawski, Edyta Bystroń: „Nenufaria”. Warszawa 2013.