Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (240) / 2013

Agnieszka Wójtowicz-Zając,

PERSPEKTYWY I OBSERWACJE

A A A
Końcówka 2013 roku w literaturze należy do Ingi Iwasiów. Szczecińska profesorka, literaturoznawczyni, felietonistka, redaktorka i jedna ze sztandarowych polskich feministek wydała aż dwie książki w dwóch wydawnictwach: „Blogotony” w Wielkiej Literze i raptem kilka miesięcy później „Umarł mi. Notatnik żałoby” w Wydawnictwie Czarne. Publikacje się uzupełniają – zapiski z „Blogotonów” kończą się wspomnieniami ojca, „Umarł mi…” jest poświęcone przeżywaniu żałoby. Publikacje łączy również osobisty wymiar – pierwsza to zebrane w formie książki internetowe felietony i blogowe zapiski, druga to mierzenie się ze śmiercią kogoś bliskiego.

Co powodowało autorką do wydania internetowych zapisków, skoro, jak sama zauważa, żywot książki na półkach to raptem kilka miesięcy? Być może wydanie na papierze zmienia rangę tego, co się publikuje – co innego wydać zbiór felietonów czy zapisków, co innego prowadzić bloga. Publikacja papierowa jest wciąż, mimo słabnącej pozycji tradycyjnej książki, nobilitująca dla tego, co się wydaje. Co ciekawe, wielu blogerów rzuciło się do komentowania najnowszej propozycji Iwasiów – zarówno autorów uznanych blogów krytycznoliterackich, jak i szerzej nieznanych „pożeraczy książek” dzielących się z internetową publicznością swoimi dzienniczkami lektur (ze względu na poziom niektórych z nich nie nazywałabym każdego bloga o książkach blogiem krytycznoliterackim). Przenosząc bloga w sferę tradycyjnej książki, Iwasiów dociera też do innych czytelników – tych, którzy nie śledzą jej internetowego dziennika, oczekują klasycznie wydanej pozycji na księgarnianych półkach.

„Blogotony” zachowują strukturę i tematyczną pojemność bloga – autorka dzieli się z czytelnikami szerokim spectrum zainteresowań i pasji, ale także swoją codziennością. Pisze o uniwersytecie, literaturze, kinie, podróżach, relacjach z najbliższymi, kobiecych czasopismach, rodzinnych wspomnieniach, własnej twórczości, pracy nad „Pograniczami” oraz działalności w jury Literackiej Nagrody Nike. Taka formuła doskonale pasuje do mnogości wcieleń Ingi Iwasiów – zawodowo literaturoznawczyni, profesorka, ale też pisarka. Do tego redaktorka, krytyczka kultury, feministka, felietonistka. Organizatorka i animatorka życia literackiego. Prywatnie matka, córka, żona. Podróżniczka.  I, oczywiście, blogerka. W każdym ze swoich rozmaitych wcieleń – baczna obserwatorka. Iwasiów odrobinę kokietuje – „(…) zamierzam pisać niszowo, czyli o tym, co interesuje pisarkę w średnim wieku, literaturoznawczynię i feministkę. Ile osób w naszym pięknym kraju ma ochotę dowiedzieć się, co zajmuje kogoś takiego?” (s. 142). Jak widać po blogowym odzewie – całkiem sporo osób. Bo i literaturoznawczynię w średnim wieku interesuje wiele. Czytanie jest dla niej czynnością naturalną i nierozerwalnie z życiem związaną – myliłby się jednak ten, kto uznałby, że wynika to z uprawianego zawodu. Iwasiów czyta całą otaczającą ją rzeczywistość, za pomocą narzędzi literaturoznawczych rozbiera nie tylko teksty, ale wszystko dookoła. „Ja, dajmy na to, czytam bez przerwy, kompulsywnie, namiętnie, ze zrozumieniem i bez zrozumienia. Na sen i na dobry dzień. W wannie i w poczekalni. Pod prysznicem i przy śniadaniu” (s. 295).

Nie sposób przybliżyć w pełni zawartości „Blogotonów” – wielość wątków i obserwacji wymagałaby po prostu przepisania książki, stąd każde omówienie będzie wybiórcze. W swoich sądach i opiniach Iwasiów jest bezkompromisowa i często sytuuje się nie tyle poza głównym nurtem, co w opozycji do niego, np. pisząc o piłce nożnej i Euro 2012. Deklaruje się jako przeciwniczka kultury masowej i nie pozostaje gołosłowna. Obrywa się czasopismom kobiecym, ale też popularnej kinematografii. W swoich uwagach na temat filmów „Jedz, módl się, kochaj” oraz „Jestem miłością” nie szczędzi złośliwości i ostrych słów: „Idejka poszukiwań duchowych w stylu pop jest jawnym idiotyzmem, więc nie tykam i nie będę nabijać kabzy światowemu przemysłowi ogłupiania kobiet. (…) Poziom idiotyzmu, ślepoty psychologicznej, społecznej i politycznej dorównujący najgłośniejszym komediom wyprodukowanym w Polsce” (s. 195). Bywa też zjadliwie ironiczna – „(…) gdybym nie dowiedziała się z pewnego tygodnika, że Janusz L. Wiśniewski napisał powieść filozoficzną, ja natomiast – kobiecą. No, no. Że tak powiem” (s. 299). Potrafi też bez ogródek i owijania w bawełnę opisać medialnych ekspertów i „celebrytów od posiadania opinii”: „Co jednak najciekawsze, najmniej bystrzy wydają się specjaliści od psychologii. Po prostu wierzyć się nie chce, że osoby (…) nieempatyczne, nieinteligentne, cierpiące na biegunkę słowną – kończą studia psychologiczne (…)” (s. 286). Choć komentuje to, co dzieje się w życiu publicznym na bieżąco – wspomniane już Euro 2012, medialną aferę wokół „małej Madzi z Sosnowca”, katastrofę smoleńską, osobliwe „żarty” duetu Wojewódzki-Figurski po meczu z Ukrainą oraz aresztowaniem Strauss-Kahna – pisze też o mniej dostępnych dla szerokiego ogółu sprawach uniwersytetu, sytuacji czasopism literackich oraz pisarzach na rozmaitych Targach Książki. Punktuje absurdy KRK (cytując Damroscha, „zarządzanie instytutem jest jak wypasanie kotów”), polityki ministerstwa w sprawie kierunków humanistycznych, a także absurdy w rodzaju „Naj… Polskiej Nauki”, projektu MNiSW, polegającego na zaprezentowaniu m.in. najpiękniejszych pracowników bądź zespołów polskiej nauki, a także najseksowniejszych i najbogatszych. Pozostaje zacytować samą Iwasiów: „No, no. Że tak powiem”. Autorka nie opiera swoich zapisków jedynie na punktowaniu słabości, krytykowaniu i ironizowaniu. Fragmenty dotyczące podróży oraz życia rodzinnego i wspomnień z młodości są pełne ciepła, plastycznych opisów, czasem tęsknoty, liryzmu.

Wbrew pozorom, jakie może stwarzać rozpiętość tematów oraz emocji i stylów, w jakich porusza się Inga Iwasiów, „Blogotony” nie są zbiorem tekstów przypadkowych. Tym, co łączy rozmaite narracje, jest osoba i osobowość autorki. W swoich blogowych zapiskach łączy rozmaite perspektywy i role, mierzy się z tym, co publiczne i z tym, co prywatne, co masowe i niszowe. Felietony i notatki dziennikowe łączą się w harmonijną całość, pozwalają spojrzeć na złożoną rzeczywistość. W formie książkowej – są doskonałym przykładem na to, jak świadomie czytać świat, zaglądać mu pod podszewkę i krytycznie oceniać. W formie bloga – wzorem tego, czym powinien być ambitny dziennik publiczny.
Inga Iwasiów: „Blogotony”. Wielka Litera, Warszawa 2013.