Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (242) / 2014

Andrzej Ciszewski,

NIEDOLA WYBRAŃCA

A A A
Co tu dużo mówić: Ralph Azham ma w życiu pod górkę. Długowłosy pomazaniec (naniebieszczony przez podwójny księżyc!) w decydującej chwili nie mógł liczyć na przychylność wyroczni z odległej Astolii. To prawda, że posiada nadprzyrodzony talent zwany darem dzieciowidztwa – bezbłędnie potrafi stwierdzić, kiedy kobiety są w ciąży (nawet jeśli one nie mają o tym pojęcia) i bynajmniej nie chodzi o to, że Ralph jest potencjalnym ojcem ich potomstwa. Faktem jest także, że podkochuje się w nim Klara, siostra porywczego Piatcha, ale jej awanse tylko irytują bohatera, podobnie jak on sam działa na nerwy lokalnej społeczności, otwarcie uznającej go za bezczelnego obiboka i katalizator wszelkich nieszczęść. Tak, biegający jedynie w zgrzebnych spodniach przepasanych sznurkiem Azham jest całkowitym przegrańcem. Ale jego prawdziwym problemem okazuje się Horda, powracająca regularnie od setek lat, siejąca strach i wzniecająca pożogę. Mieszkańcy osady muszą wybrać: czy zgodnie z koncepcją starszyzny pokornie przyjąć nadciągającą demolkę, czy raczej przyłączyć się do ojca Ralpha, Bastiana, który motywuje ich do zbrojnego oporu? I jaką rolę odegra w tym wszystkim wioskowy zakała?

Laurent Chabosy, szerszej publiczności lepiej znany jako Lewis Trondheim, jak mało który twórca komiksów zasługuje na miano tytana pracy: w ciągu niespełna piętnastoletniej kariery (uhonorowanej pokaźnym koszyczkiem nagród) zilustrował blisko czterdzieści albumów, a spod jego pióra wyszła ponad setka scenariuszy graficznych opowieści. Wszystko wskazuje na to, że autor kultowego „Lapinota i marchewek z Patagonii” nie zamierza spocząć na laurach.

Pierwszy zeszyt w pełni autorskiego cyklu potwierdza, że francuski artysta doskonale sprawdza się w historiach, w których nic nie jest takim, jakim się wydaje. Miksując rozmaite konwencje gatunkowe, Trondheim tworzy zaczyn epickiej, dynamicznie rozwijającej się opowieści obfitującej w kapitalne dialogi prowadzące do często zaskakujących, chwilami wręcz ścinających z nóg (ze śmiechu) puent oraz scen akcji o choreografii rodem ze slapstickowych komedii.

Perypetie dość specyficznie wyglądających bohaterów (antropomorficzne zwierzęta) to jednak coś więcej niż skrząca się od ciętego dowcipu zabawa z poetyką. „Ralph Azham. Czy oszukuje się tych, których się kocha?” to pełna biblijnej symboliki przypowiastka o miłości i poświęceniu, ale także studium samotności, żalu i egoizmu. Tytułowy bohater jest męczennikiem, wybrańcem, trefnisiem i zwierciadłem przechadzającym się po gościńcu, obnażającym zakłamanie społeczności, jej świętoszkowatość oraz skłonność do nieświadomego zła. „Wiatr może rzeźbić kształt kamyka, ale nie przeniknie do jego serca…” – powie w jednej ze scen myszowata znachorka Milla. A niejedna tajemnica skrywa się w sercu Ralpha. Mówiąc krótko: Lewis Trondheim powraca z nową serią, która ma szansę stać się kolejnym szlagierem w dorobku francuskiego mistrza komiksu. Trzymam za to kciuki.
Lewis Trondheim: „Ralph Azham. Czy oszukuje się tych, których się kocha?” („Ralph Azham: Est-ce qu’on ment aux gens qu’on aime?”). Tłumaczenie: Katarzyna Sajdakowska. Wydawnictwo Timof i cisi wspólnicy. Warszawa 2013.