Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (242) / 2014

Natalia Kaniak,

KOSMICZNA KOSTKA RUBIKA

A A A
Pracujący w ekspresowym tempie Mateusz Skutnik wydał nakładem oficyny Timof i cisi wspólnicy ósmą już część słynnych „Rewolucji”. Najnowszy album rysownika opowiada kilka krótkich historii o wynalazcach, fascynatach i podróżnikach owładniętych chęcią wyruszenia w przestrzeń kosmiczną.

Doświadczenie lektury wcześniejszych tomów serii uczy, że komiksy Skutnika powinno się odbierać bardziej jako fabularyzowane albumy niż mrożące krew w żyłach, bogate w plot-twisty historie. Zgodnie z tą zasadą, „Rewolucje. W kosmosie” to raczej przechadzka po wystawie, w której wszystkie akwarele (pokryte warstwą tuszu wzmacniającą dramaturgiczny wymiar wnętrz i krajobrazów) łączą się w spójną przypowieść o marzycielach oraz społecznych wyrzutkach. Warto dodać: przypowieść nasączoną sporą ilością nawiązań: mamy tu reminiscencje z „Titanica” oraz „2001: Odysei kosmicznej”, Marię Curie-Skłodowską oraz ujęcia rodem z filmów Pitofa. Nawet jeśli to spostrzeżenie jest nadinterpretacją, to zabawa w odnajdywanie szczegółów i tak przynosi sporo satysfakcji, niejednokrotnie dopełniając stworzoną historię o komediowy element.

Dobrą strategią, z jakiej nie zrezygnował Skutnik, jest kreowanie oryginalnych fizjonomii bohaterów, którzy – choć marzą o wyprawie z Ziemi w kosmos – sami do złudzenia przypominają mieszkańców innej planety. To, co może wydawać się wadą „Rewolucji. W kosmosie” warto uznać za niewątpliwą zaletę. Znikoma ilość wyjaśniających rozwój akcji dialogów może początkowo irytować, utrudniając lekturę, jednak Mateusz Skutnik zdaje się zmuszać czytelnika do dogłębnego studiowania każdego z kadrów. Nic w tym dziwnego – powstanie poszczególnych plansz to żmudny i wymagający perfekcyjnego warsztatu proces, a wybrana przez artystę technika akwareli nie pozwala na najmniejszy nawet błąd.

Mimo wszystkich wymienionych atutów, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że autor tworzy swoją sztukę odrobinę „na akord”. Niedosyt z pewnością może powodować fakt, że wszystkie jego komiksy (mimo niezaprzeczalnego talentu twórcy i pełnych potencjału historii) wydają się „urwane” w połowie, tak jakby każdy liczący niespełna sto stron album był po prostu kolejnym odcinkiem serii, a nie zamkniętą całością.

Na szczęście zakończenie „Rewolucji. W kosmosie” łączy wszystkie poprzednie historie, spajając poszczególne rozdziały w kreatywny i zabawny sposób. Aczkolwiek ostatni kadr pozostawia nas w zawieszeniu, zaś widniejąca na dole adnotacja o przygotowywanej dziewiątej części może wydawać się nad wyraz dosadna. Komiksowy cykl Mateusza Skutnika budzi mieszane uczucia, bo pomimo „wstrząsającego” tytułu porusza niestety tylko na chwilę.
Mateusz Skutnik, Szymon Holcman: „Rewolucje. W kosmosie”. Wydawnictwo Timof i cisi wspólnicy. Warszawa 2013.