ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (242) / 2014

Agnieszka Nęcka,

IGRASZKI (Z) LITERATURĄ

A A A
„Zaćmienie” – debiut prozatorski Agnieszki Wolny-Hamkało – mimo iż jest ciekawą propozycją wydawniczą, budzi mieszane uczucia. Dzieje się tak być może w znacznej mierze dlatego, że oczekiwania względem prozaiczki są duże, a przynajmniej większe niż wobec innych debiutantów. Mamy bowiem do czynienia ze świadomą pisarką, która ma już na swoim koncie nie tylko kilka różnorodnych książek (siedem tomów poetyckich, dwie publikacje dla dzieci i zbiór szkiców), ale także bogate doświadczenie w charakterze komentatorki współczesnego życia literackiego. Autorka „Lontów” doskonale zna zatem tajniki warsztatu pisarskiego, konwencje, trendy i standardy. Dzięki temu wie, w jaki sposób (i)grać z czytelniczymi przyzwyczajeniami, balansując na krawędzi powagi i zgrywy. I robi to, a jakże, w „Zaćmieniu”. Niemniej mieszane odczucia po lekturze biorą się stąd, że jest to powieść nieco niezbornie złożona, chwilami przegadana i tym samym rozpadająca się od wewnątrz. To przede wszystkim efekt tego, że opowieść Wolny-Hamkało nie tylko sytuuje się gdzieś na pograniczu rzeczywistości i fikcji, życia i literatury, realizmu i absurdu, ale również z powodu zbyt dużego rozproszenia dominanty problemowej, która ostatecznie okazuje się mało odkrywcza.

Główną bohaterką debiutanckiej prozy autorki „Mocno poszukiwanej” jest Ewa Skalska, była policjantka, która zmieniła zawód (po rozczarowaniu zakochanym w ikonie Marii Magdaleny Tomaszem) na story hunterkę. Pracując dla wydawnictwa, stała się „poszukiwaczką historii wystarczająco bezbożnych, żeby kogoś zająć, wystarczająco strasznych i fascynujących, żeby czytelnik nie mógł bez nich żyć”. Żyruje zatem na jednym z „najważniejszych, powszechnie uznawanych praw człowieka: wolności paplania, naturalnego prawa do podzielenia się z ludzkością tak niewiarygodną historią”. Ewa jeździ tedy po Polsce i wyszukuje wszystko to, co jest nieszablonowe, ekscentryczne, pełne skrajnych emocji, zatem to, co można „przerobić” na bestsellery i sprzedać z zyskiem. Toteż redaktorka bez wahania ryzykuje własnym życiem, penetrując najciemniejsze zakamarki ludzkich biografii po to, by móc podrzucać pisarzom pomysły na poczytne książki. W konsekwencji na „Zaćmienie” składa się kilka „osobnych”, luźno ze sobą powiązanych opowieści, które łączy to, że – najoględniej rzecz ujmując – naznaczone zostały mniej lub bardziej udanymi próbami oswajania egzystencjalnych porażek. Mamy zatem rzeźbiącego w bursztynie Włodka, którego żona doświadczyła kilku poronień. Jest pracujący w telewizji Radek – outsider i piroman – który nie potrafi odnaleźć swego miejsca w świecie, czy Maciek – schodzący w cień gwiazdor filmowy, któremu rozsypało się zarówno życie zawodowe, jak i prywatne. Jest i grywający w dziwną siedemnastowieczną grę antropolog Paweł – wielbiciel wampirów, który nie potrafi pogodzić się ze stratą żony. Czy też Arnold Schwarzenegger, który ni stąd, ni zowąd objawia swoje żydowskie i liryczne oblicze. Pojawiają się też Anna Jantar, klon Wojciecha Manna, Janusz Rudnicki i Karol Pęcherz. Nie mamy jednakże do czynienia z powieścią z kluczem ani z satyrą na showbiznes. Wolny-Hamkało chodziło raczej o kontestację otaczającej nas rzeczywistości. Stąd obecne tu nazbyt czytelne ikony i klisze popkulturowe czy scena z kradzieżą w kinie Helios okularów do oglądania filmów w 3D albo używanie zdjęć rentgenowskich do oglądania zaćmienia. Ostrze ironii wymierzone zostało głównie w świat, w którym wszystko, włącznie z owym zaćmieniem, jest przerabiane na medialny spektakl. Ewa jest przekonana, że „ludzkość jest jednak u progu upadku. Że to całe zaćmienie słońca, ten katastroficzny trend nie bierze się znikąd. Zblazowane ludzkie organizmy z obniżonym progiem sensorycznym, reagujące już tylko na superbodźce, powoli stają się niezdolne do odczuwania jakiejkolwiek emocji”. Ekscytację niezmiennie wywołuje tytułowe zjawisko astronomiczne, które wprowadza aurę tajemniczości i wizję zbliżającej się apokalipsy. Przypomina także o tym, że drobne zdarzenia czy pozornie nieznaczące przedmioty mogą w najmniej spodziewanym momencie uruchomić zakotwiczone w poetyce surrealizmu wypadki. Dzięki temu w codzienną nudę wplata się element zaskoczenia i niewiarygodności. Często owe ekstrawagancje czy dziwactwa ignorujemy, poddając się racjonalistycznemu nastawieniu do życia, które przysłania różnobarwność wielopłaszczyznowej rzeczywistości. W moim odczuciu jednakże Wolny-Hamkało chwilami nazbyt swawolnie puściła wodze wyobraźni, sprawiając, że snute przez nią opowieści zbyt mocno odklejają się od realizmu.

Ale wbrew pozorom i zmieniającej się niczym w kalejdoskopie scenerii (raz mamy Gdańsk, innym razem Warszawę, Kraków, Wrocław), niewiele w „Zaćmieniu” się dzieje. Wolny-Hamkało nie postawiła na intrygującą, trzymającą w napięciu fabułę. Zależało jej, jak się wydaje, na odgrzebaniu prawdy, o której bardzo często nie chcemy pamiętać. Tej mianowicie, że każdy człowiek nosi w sobie rozdwojenie, które powoduje dezintegrację osobowości oraz destabilizację egzystencji. Wolny-Hamkało zadaje pytania przede wszystkim o relacje społeczne i maski, jakie przybierają ludzie, gdy muszą funkcjonować w świecie obwarowanym normami kulturowo-obyczajowymi. W rezultacie postać Ewy Skalskiej – silnej, samodzielnej, odważnej, błyskotliwej, wrażliwej i poharatanej przez życie kobiety – może być wzorcowym przykładem owego tożsamościowego pęknięcia. Z jednej strony, odgrywa rolę wyzwolonej kobiety, która nie planuje ani małżeństwa, ani macierzyństwa, z drugiej jednak – pragnie uczucia i bliskości drugiego człowieka. Igrając z wzorcem kobiecej seksualności, podejrzewając, że „odziedziczyła po matce gen pecha, jakiś kod nieszczęścia”, zmierza ku samozagładzie. Ma świadomość, że czas i jej cielesność (Ewa poza odczuwaniem permanentnego starzenia się cierpi na tachykardię) działają przeciwko niej, a jednak udaje się w kolejne szalone eskapady.  

W „Zaćmieniu” wrocławska pisarka nie tematyzuje (ani w sensie realnym, ani symbolicznym) końca świata jako takiego, ale koniec świata prywatnego. Chodzi głównie o to, że życie cudzymi historiami sprawia, że zatracamy samych siebie. Infekujemy się nawzajem, wikłając się w problemy innych i zapominając o własnych zmartwieniach. Wolny-Hamkało zastanawia się nad tym, czy można uniknąć pułapki „unieruchomienia w kalekich tożsamościach”, skoro tak pociągająca jest ucieczka od siebie samego, od swojego życia, która oferuje iluzję „lepszej” egzystencji. Ewa własne niespełnienia i osobiste traumy tuszuje niejako słuchaniem o cudzych klęskach, starając się jakoś sobie (zwłaszcza sama ze sobą) poradzić w świecie „multikulti”. W konsekwencji jej psychologiczną wiarygodność można postawić pod znakiem zapytania. Dzieje się tak być może przede wszystkim dlatego, że Wolny-Hamkało nie ukrywa, że tworzy literaturę z literatury. Różnorodność intertekstualnych kontekstów, jakie odnaleźć można w debiucie prozatorskim autorki „Ani mi się śni”, czyni lekturę tej powieści przyjemniejszą. Niemniej trudno byłoby powiedzieć, że „Zaćmienie” Agnieszki Wolny-Hamkało jest opowieścią wystarczająco straszną i fascynującą, bez której nie można żyć. Okazuje się raczej jedną z tych narracji, które nie pozostają na dłużej w pamięci. Szkoda, że rozbudzone nadzieje na lekturową frajdę zostały niezaspokojone. Ale może taki był odautorski zamysł? Wszak z tym większą niecierpliwością przyjdzie poczekać na drugą książkę prozatorską autorki „Spamów miłosnych”, która pokaże, w jakim kierunku podążyła wrocławska pisarka.
Agnieszka Wolny-Hamkało: „Zaćmienie”. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2013.