Wydanie bieżące

1 lutego 3 (243) / 2014

Jędrzej Dudkiewicz,

WYPEŁNIĆ PUSTKĘ

A A A
Saajan Fernandez (Irrfan Khan) jest księgowym, którego życie wypełnia praca. Dzieje się tak, gdyż bohater nie może zapomnieć o zmarłej żonie. Kiedy Saajan planuje przejść na wcześniejszą emeryturę, na jego drodze pojawiają się dwie osoby. Jedną z nich jest młody, początkowo irytujący chłopak, Sheikh, mający zastąpić Fernandeza w pracy, drugą zaś (i znacznie ważniejszą) Ila, której obiady przez przypadek trafiają do bohatera. W tej chwili zaczyna się dość nietypowa, bo rozwijająca się poprzez listy znajomość.

Choć streszczenie może sugerować nieco naiwną i mało oryginalną fabułę, zapewniam, że taka ona nie jest. Dla reżysera Ritesha Batry nie są bowiem ważne konwencje, lecz bohaterowie. Saajan to samotnik od trzydziestu pięciu lat pracujący w tym samym miejscu, w ten sam sposób, stroniący od ludzi, właściwie nie uśmiechający się i zamknięty w swojej rutynie, głęboko nieszczęśliwy. Ale także Ila, choć żyje z mężem, córką i mieszkającą piętro wyżej ciocią, nie może powiedzieć, że jest zadowolona z własnej egzystencji. Większość czasu upływa jej na gotowaniu i opiekowaniu się córką; dopiero kontakt z próbującym ją zrozumieć Saajanem (mąż nie tylko ciągle pracuje, ale ma też romans) wypełnia część otaczającej kobietę pustki. Najszczęśliwszym z bohaterów wydaje się Sheikh, chociaż i on ma swoje demony – jest sierotą. Wpierw nieznośny, później prezentuje się jako rozsądny i dobry człowiek.

Jedna z głównych tez filmu dotyczy istotności rozmowy z drugim człowiekiem. Korespondencja Ili z Saajanem jest formą terapii: oboje odżywają, mając kogoś, komu mogą o wszystkim opowiedzieć i zdradzić swoje sekrety. Ale ponieważ nie jest to typowa komedia romantyczna (określenie to zresztą niezbyt pasuje do tego dzieła, bo humor jest tu delikatny, a często po prostu nieobecny), nie uświadczymy w „Smaku curry” prostych rozwiązań. Jak film się kończy, nie zdradzę – powiem tylko, że dzięki relacji z Ilą Saajan zrozumie kilka rzeczy.

„Smak curry” to dzieło o kontemplacyjnym charakterze i powolnym przebiegu akcji, wielu widzów może się więc podczas jego seansu znudzić. Osobiście jednak nie uważam tego za wadę – dość powiedzieć, że nawet nie zauważyłem, jak szybko upłynął mi czas projekcji. Jedyne, o co mógłbym się upomnieć, to nierozwinięty wątek przemijania i zmian, jakie zaszły w Indiach. Saajan wspomina, że kiedyś wiele rzeczy wyglądało inaczej, ale kwestia ta pozostaje w sferze anegdot i ciekawostek. Aż chciałoby się, żeby przy okazji historii Ili i Saajana twórcy filmu powiedzieli coś więcej o kraju, w którym ich bohaterowie żyją, by nakreślili jakiś kontekst.

Mankament ten jest jednak na tyle niewielki, że z łatwością można o nim zapomnieć. „Smak curry” to całkiem sympatyczny (co niekoniecznie znaczy, że optymistyczny) film. Warto go zobaczyć i na chwilę oderwać się od codzienności.
„Smak curry” („The Lunchbox”). Scenariusz i reżyseria: Ritesh Batra. Obsada: Irrfan Khan, Nimrat Kaur, Nawazuddin Siddiqui. Gatunek: komediodramat. Produkcja: Francja / Indie / Niemcy / USA 2013, 104 min.