Wydanie bieżące

1 lutego 3 (243) / 2014

Katarzyna Szopa,

LINGWISTYKA I METAFIZYKA

A A A
Joanna Roszak nadal krąży po językowych peryferiach i raczy swoich czytelników kolejnym tomikiem o nazwie równie enigmatycznej, co pozostałe. Tym razem najnowszy zbiór wierszy, zatytułowany „Ladino”, odkrywa zawiłości zapomnianego, hiszpańskiego dialektu żydowskiego i przywołuje doświadczenia aporetyczne, takie jak piętno wygnania, traumę związaną z wykluczeniem, a także wszechobecność komunikacyjnych szumów i zakłóceń, utrudniających nawiązanie międzypodmiotowych relacji. Lingwistyczna poetyka, charakterystyczna dla wcześniejszych tomów „Tinntinabuli”, „Lele” i „Wewe”, wciąż pozostaje dominującym sposobem reprezentacji, a świadczą o tym chociażby tytuły poszczególnych wierszy najbardziej kojarzące się z poezją Białoszewskiego: „nieuchronnienie”, „lgnienie”, „jałowienie”, „pełzanie” i, wreszcie, „szeleszczenie”. Wiersze Roszak uwodzą swoim szelestem i brzmieniem. Uwodzą również dlatego, że pokazują inne, zaginione i nieodkryte do tej pory światy. Poetka po raz kolejny daje popis swojej językowej wrażliwości i spod skorupy znajomego nam języka, który zdominował i zahamował odbiór rzeczywistości, wydobywa to, co zostało z niego wyparte. „Ladino” to poetyckie zaproszenie do językowej eksploracji światów, które istnieją tuż obok lub nie mają szansy na zaistnienie.

Zbiór wierszy otwiera motto zaczerpnięte z twórczości Białoszewskiego, które sugeruje, że głównym bohaterem tej poezji jest język. Tym oto sposobem znajdujemy się „w obcym kraju / w nieznanym języku”, który w dodatku nie jest krainą mlekiem i miodem płynącą; w tym kraju „szumi wsteczne mleko / płynące” („biało (inland)”) i nie obowiązują znane nam kategorie czasu, języka i przestrzeni. W dodatku pierwsze próby nawiązania kontaktu z nieznaną rzeczywistością kończą się fiaskiem: „źle podłożyli dźwięk / obraz w tym kraju nie pasuje do napisów” („biało (inland)”). Już na wstępie Roszak sygnalizuje problemy z odbiorem świata, w którym żyjemy i który został dotknięty kryzysem reprezentacji, gdzie sylaby są puste („dźwig”), a język rozpada się i traci swoje znaczenie: „jak przetrwasz ten język // co pęka?” („wizja lokalna”). Komunikacja, rozumiana jako przepełniony empatią dialog, a nie jałowa próba wymiany informacji, staje się niemożliwa: „szew szwi / tych kilka niejadalnych kamyków / wisi nam pod językiem” („ararat”),  a „nic więdnie w ustach” („marszczenia”). Jedynym możliwym sposobem na wyjście z tego impasu jest nieustanne „złuczanie” języka i zdzieranie jego stwardniałej skorupy, uniemożliwiającej porozumienie. Dzięki technikom charakterystycznym dla poetyki lingwistycznej Roszak udaje się osiągnąć zamierzony efekt: poprzez żonglowanie związkami frazeologicznymi i ich kontaminowanie („co zbiera ten kto sieje śnieg”), grę homonimów i paronimów, nagromadzenie paronomazji („ocalone cele oclone cale”) i aliteracji („meduzach / mezuzach / muezinach”) destabilizuje ona przyjęty i powszechny sposób postrzegania świata, który do tej pory ułatwiały nam gotowe struktury języka. Co więcej, dzięki budowaniu nadwyżek znaczeniowych i tworzeniu maksymalnego kontekstu znaczeniowego przy minimalnym użyciu słów poezja ta ujawnia polisemiczną właściwość języka, obnażając tym samym jego iluzoryczną przezroczystość. Pod tak złożoną warstwą językowych „marszczeń” czai się clou międzypodmiotowej komunikacji: spotkanie z innym.

Zetknięcie z nieznanym światem jest zawsze zetknięciem z obcością, od której bije chłodem i złowrogą ciszą: „syczy świat dokoła” („pełzanie”). W krainie przedstawionej w „Ladino” „strach przychodzi zimą” („tremolo”), a wraz z jej nadejściem język, niczym „biała płachta”, ustępuje miejsca ciszy i powolnemu kamienieniu. Zimowy pejzaż nieuchronnie konotuje śmierć i czającą się grozę: „śmierć budzi się z tobą w nocy / zauważasz / że zmieniały się pory roku / wydłużały zimy” („tender”); „broczy zima / i odkłada się na schylonych ścianach”  („filowanie”); „siej głodź / cztery zimy w roku” („dnieje”). Zimowa biel, pokrywająca poetycki świat „Ladino”, staje się również dominującą metaforą niepamięci, oznaczającą stopniowe wymazywanie wspomnień i zacieranie śladów przeszłości: „on umył ręce // z czystymi rękami / śpi w swoim dużym domu / nie pamiętając niczego nikogo” („filowanie”). Chodzi zatem o zdolność opuszczania swoich dużych domów i o wypracowywanie umiejętności obcowania z obcością. Przy czym „inland”, o którym pisze Roszak, to niekoniecznie daleka kraina, ale raczej świat „wsobny”, uwewnętrzniony, który znajduje się na wyciągnięcie ręki. W „Ladino” światem tym są zagubione i wyparte z pamięci ślady obecności kultury żydowskiej, ale też ślady wszelkiej inności, także tej zamieszkującej nasze wnętrza. Odkrywanie tych rzeczywistości zaczyna się od drobnej eksploracji języka. Inna rzeczywistość, pokryta kulturową zasłoną milczenia i wyparta z pamięci zbiorowości, delikatnym drżeniem przerywa uporczywie zalegającą ciszę. Roszak jest na to drżenie (zwłaszcza drżenie języka) niezwykle wyczulona i przemyca do swojej poezji żydowskie historie w postaci języka jidysz. Są to niejednokrotnie historie traumatyczne, na które wskazują takie momenty tekstu, jak „złote żniwa”, „rozkopane groby i łóżka” czy „jałowe zasolone morze”. Nie na tym jednak koniec: poezja, której rolą niekoniecznie jest zabawianie, ale zbawianie, odzyskuje to, co zapomniane. Momentem ostrożnego otwierania się na inność jest „lapidarny prześwit” („tremolo”) języka, zwiastujący obietnicę spotkania.

 

Poezja Roszak, w której figura podmiotu ulega stopniowej proliferacji i ustępuje (podobnie jak w „Wewe”) miejsca Innemu, jest zaproszeniem i oczekiwaniem na reakcję ze strony czytelniczki i czytelnika: „powiedz tylko biegnij / a pobiegnę / powiedz tylko paś się / a z rzadka wynurzę / nad wers nad miot” („silnia”). Za pomocą tak skromnej i minimalistycznej formy poetce udaje się wyrazić dramat komunikacji, zapomnienia i zamknięcia. W „Ladino” zawarta została prosta prawda: jako jednostki i jako zbiorowości nie jesteśmy zdolni do wytworzenia takiej międzypodmiotowej komunikacji, która odrzucać będzie wszelkie mechanizmy hierarchii i zawłaszczania. Podobną diagnozę stawia Luce Irigaray, wedle której nigdy nie dzielimy tego samego świata; pomimo że żyjemy w tym samym czasie i w tym samym momencie, to niekoniecznie przynależymy do tej samej historycznej konfiguracji, jeśli nie jesteśmy usytuowani w tej samej kulturze. Dlatego nasz odbiór świata jest tak diametralnie różny; nasze światy są różne. Nie oznacza to jednak, że nie należy otwierać się na inność i trwać w swoim bezpiecznym azylu. Inne światy czekają na to, aby je odkryć i zaprosić do wzajemnego kultywowania i celebrowania dialogu i komunikacji. Inne światy sprawiają, że postrzegamy inaczej nasze własne otoczenie i nasze jestestwo. W „Sharing the World” Irigaray pisze: „Szacunek dla innego jako innego zaburza moje zaufanie do świata, ponieważ zmusza mnie do otwarcia się na inną transcendencję. Otwarcie transcendentalnego wymiaru, możliwe dzięki innemu, prowadzi do rozwiązania splotów relacji, a zwłaszcza ogniwa zależności, które organizowały świat wokół mnie. Przez chwilę, przed powitaniem innego, który w odniesieniu do mojej kultury jawi się jako nieznajomy, integralność świata jest niepewna.  Z tego świata nigdy nie wrócę niezmieniona: zyskam nowego rodzaju wolność, ale stracę poczucie swojskości, które wypracowałam wobec swojego własnego otoczenia. Dzięki spotkaniu z innym to, co wydawało mi się bliskie, stało się obce, ponieważ oddaliłam się od własnego świata po to, by otworzyć się na świat innego”.

To otwarcie się na inność w poezji Roszak jest nie tylko otwarciem na inne kultury (w „Ladino” pojawiają się w większości odniesienia do kultur Bliskiego Wschodu), ale przede wszystkim wyczuleniem na inność języka, inność mowy, która – pomimo że dla nas obca i nieznajoma – wynika z tej samej potrzeby komunikacji. Spotkanie z innym to bezgraniczne do niego zaufanie, a także otwarcie się na jego różnice i na inny wymiar bezsłownej komunikacji: „pójdę gdzie pokażesz / bez słowa / bez palca” („silnia”). To również otwarcie się na przeszłość: „rozsuwa się kamień” („stolperstein”), przekraczanie własnych granic: „w ciepłe mury się wtulamy” („marszczenia”) i obopólne bycie-w-relacji: „idź za nim w ciemno / przysiądź się” („uciszenie”). Roszak przełamuje językowe aporie, które uniemożliwiają spotkanie z innością i wyjście poza bezpieczny, ale ograniczający azyl myśli, nawyków i przyzwyczajeń. Aporetyczność, ukazana jako obcość świata i języka, ustępuje pod naporem nadrzędnej kategorii, którą jest nadejście (Irigaray powiedziałaby: adwent) miłości. Miłości, która stoi ponad podziałami; która przychodzi w postaci innego języka (tytuł jednego z wierszy „ahawa (platel)” w języku hebrajskim oznacza właśnie miłość); która objawia się w dialogu i we wzajemnym niezawłaszczającym sczytaniu: „wczytujemy dwie brakujące / litery / czytamy się / do samego końca zdania // dopiero tam zobaczymy / czy składa nam się czy rozpada” („nil”).

Poezja Roszak staje się zaproszeniem do tego wzajemnego „sczytania”; do spotkania. Pomimo ciągłego wykorzystywania poetyki lingwistycznej, powielania pewnych konceptów i motywów poetka konsekwentnie realizuje własny program poetycki i etyczny: poezja odzyskuje swoją funkcję zbawienną, a tekst staje się przestrzenią dialogu. I wreszcie, „Ladino” to poetycka apologia otwarcia i bliskości. To otwieranie się na rzeczywistość,  wypełnianie „prześwietlonych miejsc” („ahawa (platel)”) w pamięci zbiorowej. To również historia poszukiwania Innego: „tak się przetaczamy ponad sobą” („lgnienie”), która opowiada o tym, „jak przekroczymy zatrzaśnięte bramy / raju i jak rozplączemy te zwoje te pukle” („wizja lokalna”). Bo „świat, który możemy dzielić – pisze Irigaray – jest zawsze i wciąż do odkrycia przez nas i między nami”.
Joanna Roszak: „Ladino”. WBPiCAK. Poznań 2013.