Wydanie bieżące

15 lutego 4 (244) / 2014

Tomasz Rawski, Katarzyna Roman,

SPOKÓJ NAD WOŁGĄ. O TWÓRCZOŚCI ALEKSIEJA FEDORCZENKI

A A A
Pojawienie się Aleksieja Fedorczenki w przestrzeni najnowszej kinematografii rosyjskiej jest prawdopodobnie ważniejszym wydarzeniem niż wszystkie filmy Nikity Michałkowa razem wzięte, wystrzelenie Łajki w kosmos czy nawet olimpiada w Soczi. Doceniony na ubiegłorocznym festiwalu Nowe Horyzonty reżyser potrafi bowiem, jako jeden z nielicznych, kategorycznie odciąć się od wszechobecnej w rosyjskim kinie debaty na tematy społeczne. Kolejne filmy Fedorczenki dowodzą bezcelowości gorączkowych poszukiwań jed(y)nej, prawdziwej tożsamości rosyjskiej. Subtelne opowieści o ugrofińskim ludzie Mari Eł, „Milczące dusze” (2010) i „Niebiańskie żony Łąkowych Maryjczyków” (2012), są wyraźnym głosem w obronie różnorodności – Rosja tożsamości ma przecież wiele.

Śladem mistrza

Tak niebanalna kontestacja polityczności jest głęboko zakorzeniona w twórczości wielkiego poprzednika Fedorczenki, Siergieja Paradżanowa, którego filmowe impresje stanowiły manifest zaangażowania wyłącznie w czystą sztukę – rodzaj sprzeciwu wobec dominującego w ZSRR przymusu socjalistycznego zaangażowania artysty. Paradżanowskie opowieści o zanurzonym w magii i mistycyzmie ludowym świecie słabo jednak wpisywały się w radziecką wizję kultury ludowej, narażając artystę na ciągłe represje ze strony władz. Filmy Fedorczenki są nasycone inspiracjami z na wpół baśniowych „Cieni zapomnianych przodków” (1964) czy orientalnych „Barw granatu” (1968).

Reżyserowi, zafascynowanemu lekkością Paradżanowskich opowieści o zsakralizowanej ludowej egzystencji, której rytm nieodmiennie wyznacza porządek obyczajów i rytuałów, udaje się przenieść tę atmosferę do narracji o współczesnych Maryjczykach. Twórcę inspiruje kulturowa autonomia stwarzanych przez Paradżanowa światów i specyficzny, malarski niemal rys jego filmowych obrazów. Kino Fedorczenki wymyka się klasyfikacjom gatunkowym, łącząc wątki etnograficzne, fantastykę bajki ludowej z na wskroś współczesną refleksją nad wartością ludzkiej egzystencji.

Nieracjonalna współczesność

W obu pełnometrażowych fabułach Aleksiej Fedorczenko przybliża świat autonomicznej Republiki Mari Eł położonej kilkaset kilometrów na wschód od Moskwy, gdzieś nad środkowa Wołgą. „Milczące dusze” to opowieść o egzystencjalnej podróży dwóch mężczyzn, wspólnie żegnających zmarłą Tanię – żonę jednego z nich i kochankę drugiego. „Niebiańskie żony Łąkowych Maryjczyków” to z kolei kolaż złożony z dwudziestu sześciu historii, których bohaterkami są maryjskie kobiety o imionach rozpoczynających się na literę O.

Co istotne, Fedorczence udaje się uniknąć romantycznej wizji ludu – jego Maryjczycy nie są wyobrażoną szlachetną społecznością z końca świata, spowitą mgłą mistycznej tajemnicy przednowoczesnego istnienia. Przeciwnie, wydają się całkiem dobrze osadzeni we współczesności, w której poruszają się w miarę możliwości dostępnych na rosyjskiej prowincji – wyjeżdżają za pracą do większych miast, uczą się, służą w policji, czasem zajmują kierownicze stanowiska i miewają niezłe samochody. Mimo to ich świat diametralnie różni się od nowoczesnej rzeczywistości uporządkowanej przez racjonalny Rozum.

Rzeczywistość Maryjczyków nie jest ufundowana na poczuciu braku zdziwienia i możliwości racjonalnego wyjaśnienia wszystkiego. Fedorczenko celowo nie odczarowuje tego świata pełnego lokalnej magii, kontaktów z nadprzyrodzonymi mocami mistycznej przyrody, leśnych bogów i stworów. Owe naturalne dla Maryjczyków, irracjonalne wątki, w których drzewo potrafi zemścić się za zniewagę, a każdy zazdrosny młodzieniec może wskrzesić umarlaka, zlecając mu śledzenie ukochanej, są fantastyczne, niebywałe i w głowie się nie mieszczą widzowi zamieszkującemu żelazną klatkę racjonalności. Ale w tej zsakralizowanej przestrzeni, w której wszystko zdarzyć się może, a nikt nie ma potrzeby tego natychmiast wyjaśniać, takie wypadki nie powodują niepokoju czy lęku przed tym, co niepoznane. Wszystko daje się bowiem okiełznać z pomocą rytuału, obrzędu czy amuletu.

Spokój nad Wołgą

Podstawą swoistej filozofii życia Maryjczyków, zdaje się mówić Fedorczenko, jest pogodzenie z faktem, że człowiek to zaledwie cząstka otaczającej go rzeczywistości. Świadomość ta nakłada na nich poczucie obowiązku wobec tej realności, potrzebę jej szanowania – przede wszystkim jednak zapewnia im egzystencjalny spokój, którego próżno szukać w zracjonalizowanej nowoczesności. To właśnie ten spokój pozwala na głębokie przeżywanie każdego pojedynczego wydarzenia, na całkowite zanurzenie w „tu i teraz”. Filmowi Maryjczycy wydają się powolnie i łagodnie płynąć z nurtem życia, pozbawieni nieustannej rozumowej obawy przed niepewną przyszłością i świadomości, że zawsze może wydarzyć się coś złego.

Kulminacją tej filozofii istnienia, powiada reżyser, jest oswojenie życia i pogodzenie się z nieuchronnością śmierci. W świecie Maryjczyków życie i śmierć mają jednakową wagę i w naturalny sposób współistnieją. Każdy z bohaterów „Milczących dusz” żegna ukochaną bez histerii, rozpaczy czy nawet żalu – rozstanie ze zmarłą jest dla nich jednocześnie aktem akceptacji jej odejścia. W „Niebiańskich żonach…” natomiast Maryjczycy spotykają się przy jednym stole z niedawno zmarłym członkiem własnej społeczności, by razem świętować jego niedawne odejście i przy okazji podpytać, jak tam jest, po tej drugiej stronie.

Fedorczenko przekonująco pokazuje, że poczucie istnienia nieprzekraczalnej granicy między życiem i śmiercią, ten podstawowy lęk zracjonalizowanej nowoczesności, nie musi nieustannie towarzyszyć człowiekowi. Oba jego filmy to pean na cześć harmonii egzystencji, który udowadnia, że w rozedrganej współczesności jej osiągnięcie jednak jest możliwe.