Wydanie bieżące

1 marca 5 (245) / 2014

Damian Preis,

BANALNOŚĆ ZŁA

A A A
Margarethe von Trotta po raz kolejny sięga do historii, czyniąc z niej tło dla kobiecego portretu. I znowu, tak jak w „Czasie ołowiu” i „Róży Luksemburg”, główną rolę powierza Barbarze Sukowej. Bohaterką najnowszego filmu autorki jest Hannah Arendt, niemiecka myślicielka i teoretyczka polityki, autorka takich dzieł, jak „Korzenie totalitaryzmu” czy „O rewolucji”.

Lwia część dwugodzinnego dzieła skupia się na uczestnictwie Arendt w procesie Adolfa Eichmanna w 1961 roku. Bohaterka leci do Izraela na zlecenie tygodnika „The New Yorker”, dla którego ma napisać artykuł. Związane z procesem przemyślenia oraz zebrane w dużych ilościach materiały skłaniają autorkę do napisania obszernego studium o naturze zła, które wywoła wiele kontrowersji, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i Europie.

Widzowi filmu von Trotty przez większość seansu serwowane są letnie emocje. Autorka nie do końca wie, jak rozegrać ten dramat i w którym miejscu obciążyć go ładunkiem napięcia. Jesteśmy więc świadkami niewiele wnoszących scen pogaduszek Arendt z koleżankami przy kawie oraz kipiących sztucznością dysput niemieckich i amerykańskich przyjaciół bohaterki. Sam proces w Jerozolimie także jest mało dramatyczny – może i słusznie, wszak to głównie publika domaga się uwypuklenia bestialstwa Eichmanna, podczas gdy Arendt widzi w nim służalca, biurokratę działającego według instrukcji nazistów, wysnuwając wniosek, że zbrodniarz to nie potwór; jest on raczej „potwornie normalny”. Reżyserce udaje się zatem uniknąć moralizatorstwa, ale jej dzieło wydaje się w dużej mierze jałowe, pozbawione polotu.

Suspens niezbędny do tego, by temat polityki uczynić żywym, przejmującym i przystępnym dla odbiorcy niezapoznanego z twórczością myślicielki, zaczyna funkcjonować dopiero w momencie opublikowania pracy bohaterki. Pojawiają się wówczas opinie oburzonych rodzin ofiar Holocaustu; szokujący okazuje się także fakt, iż Hannah Arendt, mając żydowskie korzenie, nie utożsamia się z pokrzywdzonymi. Bohaterce zarzuca się cynizm i pragnienie zwrócenia na siebie uwagę np. poprzez komentarze o współpracy Judenratów z gestapo. Kolejnym wątkiem, mającym na celu dodanie powagi nurtującym Arendt dylematom, jest wspomnienie romansu z Martinem Heideggerem, który okazuje się oportunistą w ogarniętych faszyzmem Niemczech. Niestety, w filmie pojawiają się także momenty przeszarżowane i trącące kiczem, takie jak zatrzymanie bohaterki podczas przechadzki w lesie przez agentów izraelskiego wywiadu, próbujących ją szantażować, aby zrezygnowała z publikacji.

Nadmiernie rozwlekły seans byłby rozczarowujący, gdyby nie Barbara Sukowa. Dzięki jej aktorskiemu kunsztowi wyczuwamy wewnętrzne rozdarcie Arendt i niemal słyszymy potok myśli, które kłębią się wokół niej niczym dym z zapalanego raz po raz papierosa. Ciekawym pomysłem było skonfrontowanie aktorki z prawdziwymi nagraniami przedstawiającymi zeznania Eichmanna – widz może zastanowić się, czy kreowana przez nią postać dała się zwieść pozie zbrodniarza, czy może z góry przyjęła tezy, które następnie uargumentowała w swoim traktacie. Pozostaje pytanie: czy kreacja Sukowej wystarczy, aby ożywić idee Hanny Arendt, zwłaszcza w dobie przybierającego na sile neonazizmu?
„Hannah Arendt” („Hannah Arendt”). Reżyseria: Maragrethe von Trotta. Scenariusz: Margarethe von Trotta, Pamela Katz. Obsada: Barbara Sukowa, Axel Milberg, Julia Jentsch i in. Produkcja: Niemcy 2013, 100 min.