Wydanie bieżące

1 marca 5 (245) / 2014

Michał Misztal,

ZDEJMUJĄC SZWY

A A A
Komiks zagraniczny
W przebogatej ofercie komiksowych autobiografii nie brakuje tytułów, w których autorzy w nieprzeciętny sposób opowiadają o sobie – nawet mimo faktu, że nie stoi za nimi jakaś specjalnie wyjątkowa historia. Na przeciwnym biegunie znajdują się autentyczne opowieści z miejsca przyciągające uwagę czytelnika swoją tematyką, ukazujące bohaterów obarczonych bagażem nietypowych lub wstrząsających doświadczeń. Do tego grona z całą pewnością należą poruszający problem epilepsji „Rycerze świętego Wita” Davida B., jak również (niestety, niewydany w Polsce) komiks „Why I Killed Peter” Alfreda i Oliviera Ka, ukazujący losy mężczyzny zmagającego się z traumą dzieciństwa, jaką był gwałt dokonany przez księdza. Tego rodzaju historie byłyby godne zapamiętania nawet wtedy, gdyby ich warstwa narracyjna czy estetyczna pozostawiała wiele do życzenia. Tak samo jest w przypadku „Stitches” Davida Smalla, który z powodu zaniedbania rodziców oraz w wyniku (rzekomo) całkowicie bezpiecznej operacji stracił głos.

Poza standardowymi rekomendacjami (między innymi Roberta Crumba i Stana Lee), informacje na obwolucie zdradzają trochę za dużo, przez co czytelnik z góry wie, jaka była prawdziwa przyczyna zabiegu dokonanego na chłopcu i kto jest za nią odpowiedzialny. Lepiej nie zapoznawać się z tymi faktami przed lekturą „Stitches”; zdecydowanie warto przeczytać za to sam komiks. Na początku autor powraca do czasów wczesnego dzieciństwa. Choć wydarzenia rozgrywają się całe lata przed tragedią, z powodu której na szyi bohatera znalazły się tytułowe szwy, już wtedy w jego domu rządzi zimna, przerażająca cisza. Okazuje się, że Small milczał na długo, zanim rzeczywiście stracił głos. Jego rodzice rozmawiali ze sobą bardzo rzadko i, poza reprymendami, prawie nie odzywali się do  dzieci. Młody David ucieka w świat wyobraźni, literatury i swoich rysunków. Pewnego dnia razem ze starszym bratem zakrada się do pokoju ojca (lekarza), by zajrzeć do jego książek. Na jednym ze zdjęć chłopcy widzą mężczyznę z paskudną naroślą na szyi. Mija kilka lat i bardzo podobny guz pojawia się u Davida. Jego rodzice z początku w ogóle się tym nie interesują, a potem ich zaniedbanie, w połączeniu z kilkoma innymi błędami, doprowadza do tragedii.

Przez znaczną część komiksowej opowieści autor nie jest w stanie mówić, a z jego niemocą korespondują liczne kadry, nieraz zaś całe strony pozbawione słów. Rzeczywistość miesza się tutaj z fantazją. Wszechobecne milczenie i atmosfera obojętności przytłaczają, zaś niegościnny świat, w którym niemal cała rodzina Davida zdaje się mieć problemy psychiczne, sprawia, że w czasie lektury czytelnik czuje się jak intruz. Jednocześnie odbiorca wie, że tak samo musiał czuć się bohater we własnym domu, zarówno przed operacją, jak i po zabiegu, który na zawsze zmienił jego życie. Autor opanował do perfekcji sztukę opowiadania obrazem, sprawiając, że choć „Stitches” nie jest historią łatwą w odbiorze, to można przez nią naprawdę „popłynąć”. Oczywiście, pojawia się wrażenie, że autobiografia Smalla to, mówiąc potocznie, temat-samograj, ale i tak sposób skomponowania całości budzi uznanie. Historia została wypełniona scenami, które z pewnością zostaną zapamiętane przez wielu czytelników na długo, jak choćby ta, w której dorosły David nieprzerwanie krzyczy w drodze do szpitala, gdzie czeka na niego umierająca matka, zaś jako narrator wyjaśnia prawdziwą przyczynę swojego zachowania.

Jednocześnie „Stitches” to opowieść pełna optymizmu, z piękną puentą zawartą w zaledwie dwóch słowach umieszczonych na białym tle, dowodzącą, że nawet z najgorszego piekła można wyjść zwycięsko i z podniesioną głową. Bo przecież czytelnik wie od samego początku, że David Small spełnił swoje marzenia z dzieciństwa i odniósł sukces.

Kiedy czytałem „Stitches”, kilkakrotnie nachodziła mnie refleksja, że można było wyciągnąć z tej historii o wiele więcej, rozegrać kilka scen w lepszy sposób. Jednak kilka dni po skończeniu lektury wrażenie częściowo zmarnowanego potencjału zupełnie minęło. To jeden z najbardziej poruszających i zapadających w pamięć komiksów, jakie znam i nie brakuje mu absolutnie niczego. Świetna rzecz, nie tylko dla osób zainteresowanych (głównie) graficznymi autobiografiami.
David Small: „Stitches: A Memoir”. W. W. Norton & Company. New York 2009.