Wydanie bieżące

15 marca 6 (246) / 2014

Mirosław Skrzydło,

TRIUMF ZŁA

A A A
„W końcu nawet piekło ma swych bohaterów” – głosi potężny czarnoksiężnik Marten Broadcloak, zwany także Człowiekiem w Czerni. Ów zdradliwy manipulator w czwartym tomie komiksowej wersji „Mrocznej Wieży” Stephena Kinga napawa się wizją zdewastowanej baronii Gilead, pogrążonej w agonalnym cierpieniu przypieczętowującym triumf zła. Analizując dramatyczne losy rewolwerowca Rolanda Deschaina oraz druzgocące zwycięstwa jego demonicznych przeciwników, trudno oprzeć się wrażeniu, że graficznej serii powinna przyświecać dantejska maksyma: „Ci, którzy tu wchodzą, niech porzucą wszelką nadzieję”.  

W imię miłości i honoru

Początek komiksowej sagi bazującej na scenariuszu Robin Furth i Petera Davida oraz na efektownych ilustracjach Jae Lee („Inhumans”) i Richarda Isanove („1602”) bezpośrednio nawiązuje do wydarzeń rozgrywających się w „Czarnoksiężniku i krysztale”, czwartym tomie opus magnum amerykańskiego Mistrza Grozy. Z uwagą obserwujemy młodzieńcze lata protagonisty, który z biegiem czasu z butnego dzieciaka przeistacza się w Ostatniego Rewolwerowca. Roland to nieokrzesany potomek bohaterskiego Arthura Elda oraz syn Stevena Deschaina, praworządnego władcy Gilead. Zawadiacka natura chłopaka i jego niespokojny duch sprawiają, że staje on w szranki z posępnym mistrzem Cortem. Czternastoletni młodzian pragnie pominąć kolejne etapy żmudnego szkolenia, by (stosunkowo) prostymi środkami zostać wytrawnym strzelcem. Z niemałą pomocą tresowanego sokoła osiąga sukces, choć konsekwencje jego nieprzemyślanej decyzji odcisną na bohaterze trwałe piętno. Żyjący w cieniu sprawiedliwego ojca, w otoczeniu zgrai zdrajców i oszustów (wśród których prym wiedzie kochanek jego matki, Marten), wyrusza na pierwszą misję do odległego miasta Hambry. Towarzyszą mu wierni druhowie – Cuthbert Allgood oraz Alain Johns – gotowi poświęcić własne życie, aby uratować kompana z każdej opresji. W Nowym Kanaan (w którym rozgrywa się akcja pierwszych tomów cyklu) obowiązuje prawo trwalsze niż braterstwo i przyjaźń. Jest nim ka-tet: nierozerwalna więź krwi i duszy, najświętsze z możliwych przyrzeczeń.

Ostatni Rewolwerowiec, który przez kolejne lata swego przeklętego żywota będzie poszukiwał tytułowej Mrocznej Wieży, to typowy przykład bohatera romantycznego, targanego sprzecznymi uczuciami i pragnieniami. W dzikiej baronii Mejis, do której wyruszył z trudnym zadaniem, spotyka swoją wielką miłość w postaci białowłosej Susan Delgado. Niewinna dziewczyna pada jednak ofiarą knowań starej wiedźmy, Rhei z Cöos, ulegając przy tym potędze artefaktu zwanego Grejpfrutem Maerlyna. Protagonista cyklu pragnie wyswobodzić Susan z kajdan otaczającego ją terroru, matactw oraz istnej degrengolady. Niestety, jego przeznaczeniem jest nieustanna gehenna. Miłość w walce z wszechobecną nieprawością ponosi klęskę, ustępując pod naporem czarnej rozpaczy. W kolejnych tomach graficznego interquela Roland doświadcza całej serii przykrych wydarzeń, niesprawiedliwości oraz nagłych zgonów bliskich jego sercu osób, mając za przeciwników maszkary z piekielnych czeluści z Karmazynowym Królem na czele. Bohater pojmie, iż spokój oraz ład są krótkotrwałe, natomiast doświadczenie kolejnych strat skrupulatnie pozbawi go człowieczeństwa. Przemiana postaci, jej walka w imię honoru, sprawiedliwości i miłości, a także wzorcowo nakreślony psychologiczny portret Rolanda (oddający jego przemyślenia oraz emocje towarzyszące kolejnym wyborom) to mocne punkty tej mistrzowsko zilustrowanej epopei.

Degrengolada i czarna magia

„Mroczna Wieża” stanowi udany miszmasz motywów charakterystycznych dla powieści drogi, westernu spod znaku „Dzikiej bandy” Sama Peckinpaha, opowieści awanturniczej, klasycznego horroru oraz przede wszystkim dark fantasy pełnej zakazanej magii, bluźnierczych rytuałów oraz niebezpiecznych artefaktów. Biorąc pod uwagę konstrukcję psychologiczną większości postaci, klimat rodem z Dzikiego Zachodu oraz dystopijną wizję rzeczywistości, prozatorski cykl twórcy „Lśnienia” można porównać z niepokojącymi dziełami Cormaca McCarthy’ego (w szczególności z „To nie jest kraj dla starych ludzi”, „Drogą” oraz „Krwawym południkiem”), a także otoczoną nimbem kultowości komiksową serią „Kaznodzieja” Gartha Ennisa i Steve’a Dillona. Spora w tym zasługa psychopatycznych osobowości formatu przywoływanego już Karmazynowego Króla czy Człowieka w Czerni, których czyny sprowadziły na mieszkańców Gilead śmierć i przekleństwo. W drugim tomie serii („Długa droga do domu”) Roland wpada w sidła bezdusznego demona. Za sprawą Grejpfruta Maerlyna traci świadomość, przenosząc się do makabrycznego uniwersum rządzonego przez Pożeracza Światów. Karmazynowy to uosobienie zła oraz król kłamstw, a do tego godny spadkobierca dawnych bóstw (pokroju Lokiego z mitologii nordyckiej). Pragnie on, aby w Świecie Pośrednim ponownie zapanował chaos, który istniał na owych ziemiach przed powstaniem mitycznej Mrocznej Wieży. Demon o pokracznym cielsku przekonuje Rolanda, iż jest z nim połączony węzłem krwi, a jego ojcem jest sam Arthur Eld. Pożeracz Światów z rozwagą dobiera sobie sojuszników, wymagając od nich pełnego poświęcenia i lojalności. Przez zdecydowaną większość czasu Karmazynowy ukrywa się w swoim zamczysku, pociągając za sznurki posłusznych marionetek.

Zgnilizna moralna jest natomiast domeną przywoływanego już wcześniej czarnoksiężnika Martena, dążącego do okrutnej zemsty na rodzie Elda. W otwierającym opowieść tomie przebiegły mag (zwany również Wędrowcem) upokarza matkę Rolanda na oczach jej syna. Czyni to z pełną premedytacją, aby skłonić tym czynem nonszalanckiego młodzieńca do otwartej konfrontacji z mistrzem Cortem. Gdy tylko szachrajstwa Martena wychodzą na jaw, czarnoksiężnik ucieka z Gilead. Obiecuje jednak swój rychły powrót i sprowadzenie ostatecznej zguby na dawnych pobratymców. Wendetta Waltera rozpoczyna się wraz z chwilą, gdy objawia się Rolandowi w Górach Gromu – siedzibie Karmazynowego Króla. Mag jest doświadczonym strategiem; w jego rękach rewolwerowiec to zaledwie nieszczęsny pionek przesuwany po gigantycznej szachownicy. Broadcloak zostaje prawą ręką przerażającego Johna Farsona, zwanego przewrotnie Dobrym Człowiekiem. Z dumą prowadzi jego armię przeciw zdradzonym współbraciom. Wykorzystuje słabości niektórych mieszkańców bogatej baronii, aby zadać decydujący cios wojskom dowodzonym przez Stevena Deschaina. Trzeba przyznać, iż Marten jak mało kto potrafi odkryć prawdziwą naturę konkretnych osób, wyciągnąć hańbiące fakty z ich życia oraz przekonać słabe jednostki do swych chorych racji. Jego dwulicowe czyny zostają idealnie przedstawione w czwartym tomie („Upadek Gilead”), w którym to właśnie Wędrowiec gra pierwsze skrzypce.

W prologu owego albumu poznajemy prawdziwe pochodzenie Waltera, jego kazirodczy związek z rodzoną siostrą oraz marzenia związane ze zdobyciem mocy Mrocznej Wieży. Marten jest postacią do cna zdegenerowaną, pozbawioną wyższych wartości czy uczuć. Co gorsza, kolejne jego działania kończą się sukcesem, a pozycja szarlatana w oddziałach Karmazynowego Króla tylko zyskuje na wartości. Znamiennym tego przykładem jest całostronicowy kadr wieńczący katastrofalne w skutkach wydarzenia z tomu czwartego, na którym dostrzegamy czarnoksiężnika dumnie zrzucającego flagę Gilead, zastąpioną sztandarem nowego władcy.

Komiksowa „Mroczna Wieża” przynosi piekielną wizję świata jako miejsca wypełnionego odorem paskudnych mutantów, czarną magią oraz chaosem reprezentowanym przez potężne trio (Pożeracz Światów, Dobry Człowiek, Wędrowiec). Ponury obraz uniwersum wzmacniają niezwykle dopracowane ilustracje duetu Isanove-Lee, komputerowo nałożona ciemna kolorystyka z dodatkiem intensywnych barw (dominujące wszystkie odcienie czerwieni, purpury i różu). Graficznej wersji Kingowskiego eposu powinni unikać czytelnicy o słabych nerwach, oczekujący szybkiego zwycięstwa prawdy, dobra, piękna oraz miłośnicy szczęśliwych zakończeń. Czy kolejne tomy przyniosą choć promyk nadziei na poprawę żałosnego losu Rolanda? Mam cichą nadzieję, że tak.