Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (247) / 2014

Michał Misztal,

(NIE)CELNY STRZAŁ

A A A
Kiedy po lekturze przeciętnych „Technik zastraszania” zapoznałem się z komiksem „Superman i Ludzie ze Stali”, kolejną pozycją spod szyldu Nowego DC Comics, byłem zaskoczony dwiema rzeczami. Po pierwsze, zdziwiło mnie, że można stworzyć gorszą fabułę od tej, którą przedstawił Tony S. Daniel w swojej opowieści o Batmanie. Po drugie, nie mogłem uwierzyć, że mam do czynienia z historią napisaną przez Granta Morrisona – scenarzystę wprawdzie kontrowersyjnego, jednak w mojej opinii z reguły stającego na wysokości zadania. Zaskoczenie było tym większe, że przecież „All-Star Superman” tego samego autora był rewelacyjną opowieścią, wypełnioną po brzegi świetnymi pomysłami. Tymczasem ostatni syn planety Krypton z „The New 52” okazał się zaledwie cieniem herosa uwiecznionego na kartach wyżej wymienionego tytułu.

„Kuloodporny”, drugi tom przygód „odświeżonego” Supermana, po części odkupił grzechy swojego poprzednika. Być może wrażenie to ma związek z faktem, że tym razem nie nastawiałem się na jedno z lepszych dzieł Morrisona, a raczej na średnio udaną pulpę. Autor niesamowitych „The Invisibles” rozpoczyna opowieść od przedstawienia czytelnikom Calvina Ellisa, czarnoskórego wcielenia Supermana z alternatywnego wymiaru. Jak się okazuje, wersji tej postaci jest o wiele więcej. Podobny zabieg fabularny dotyczący paralelnych światów można było odnaleźć w „Supreme: The Story of The Year” oraz w „Tom Strong”, komiksach napisanych przez Alana Moore’a. Jednak pomysł szkockiego scenarzysty pozbawiony jest choćby śladu geniuszu obecnego w skryptach brodatego Brytyjczyka. Nawet czysto rozrywkowy „Invincible” Roberta Kirkmana rozegrał pomysł na równoległe rzeczywistości w o wiele ciekawszy sposób. Mimo to „Kuloodporny” jest krokiem w dobrym kierunku, zacierającym nieco wrażenie przeciętności poprzedniego tomu.

Calvin Ellis nie jest jedyną inkarnacją Człowieka ze Stali: w jednym z odcinków Kal-El pozoruje śmierć Clarka Kenta i staje się strażakiem Johnnym Clarkiem, co z kolei prowadzi do kolejnych problemów bohatera. Tak jak w poprzednim albumie, w nowej odsłonie przygód Supermana nie mogło zabraknąć pojedynków, postaci z kosmosu i przeciwników o nadnaturalnych zdolnościach. Niestety, poza drobnymi przebłyskami oryginalności całość pozbawiona jest polotu i finezji. Grant Morrison już niejednokrotnie udowadniał, że stać go na więcej. Komiks ogląda się dobrze, a kilku posługujących się odmiennymi stylami rysowników zapewnia mu estetyczną różnorodność. Podobnie jest zresztą ze scenarzystami – poza Morrisonem, w „Kuloodpornym” udzielają się także Sholly Fisch oraz Max Landis.

W czasie lektury nie miałem już nieustannego wrażenia déjà vu wynikającego z obcowania z wtórną, pozbawioną jakiegokolwiek powiewu świeżości historią. Choć „Kuloodporny” wprowadza kilka zaskakujących wątków, nie zmienia to faktu, że publikowana przez oficynę Egmont Polska seria „Nowe DC Comics” jest medium prezentującym proste, kolorowe przygody popularnych bohaterów. Cykl może budzić wspomnienia związane z działalnością legendarnego wydawnictwa TM-Semic, przenosząc czytelnika do czasów dzieciństwa. Ale bazowanie na ewentualnej nostalgii ma sens wtedy, gdy scenarzysta potrafi reanimować stare, pulpowe opowieści i przenieść je na wyższy poziom. Drugi tom komiksu o Kryptończyku odnowionym dzięki koncepcji „The New 52” to co prawda światło w tunelu, jednak jego blask nie jest zbyt silny. Może Egmont Polska powinno spróbować z innymi tytułami – według mnie o wiele ciekawszym wyborem okazałby się przekład rewelacyjnego albumu „Superman: Red Son” według scenariusza Marka Millara. Chyba że wyniki sprzedaży najnowszych opowieści z DC podpowiadają coś zupełnie innego.
Grant Morrison, Rags Morales: „Superman: Kuloodporny” („Action Comics Vol. 2: Bulletproof”). Tłumaczenie: Michał Cetnarowski. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2013.