Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (247) / 2014

Marzena Boniecka,

O GŁOSIE W POEZJI

A A A
Przystań poety, przyczółek „Nigdzie”

W tytule tomiku Krzysztofa Lisowskiego: „Poematy i wiersze do czytania na głos” wpierw do głosu dochodzi sam poeta. Najbardziej „bezpośrednio” uzasadnia on wybraną przez siebie formę poetyckiej wypowiedzi. „Poematy pisane prozą”, „pogodne psalmy” wskazują zarazem ich zawartość: mit, tożsamość, przemianę, czas. Rozbudowana u Lisowskiego poetycka struktura tekstu to przedwstęp do bardziej świadomej relacji z twórczością Czesława Miłosza. Zaś „Do Orfeusza” (liryk otwierający tomik Lisowskiego) rozpoczyna intertekstualną przygodę tej poezji zarówno ze stylistyką klasycyzmu, naturą pisarstwa autora „Traktatu moralnego”, jak również z reinterpretacją mitologicznych opowieści czy symboli, a przede wszystkim z Miłoszowskim poematem „Orfeusz i Eurydyka”. Postać syna Apolla i Kalliope także u Lisowskiego staje się pretekstem do podjęcia rozważań eschatologicznych i metatekstualnych. W zasadzie hołd złożony Orfeuszowi to hołd oddany zmarłemu „Panu Miłoszowi”, który odszedł, „by odnaleźć swą Carol” („Do Orfeusza”). Z zestawienia różnic i podobieństw w ujęciu tego mitu w obu poematach można by stworzyć rozległą i niezwykle ciekawą analizę, co oczywiście dowodzi tylko pojemności poezji Lisowskiego. Recz jednak w tym, że z każdym wierszem przekonujemy się, iż poeta „składa hołd” nie tylko Miłoszowi, ale poetom w ogóle. Jednocześnie filozofuje przy tym (traktat jest kolejnym ważnym gatunkiem w tym tomie) na temat istoty samej poezji.

Orfeusz u Lisowskiego, trochę jakby w nawiązaniu do Heglowskiej „Fenomenologii Ducha”, symbolizuje Głos (najwyższą prawdę) objawioną poprzez i za pomocą dziejów danego twórcy, historii i czasu: „Każdy inny – Orfeusz rozerwany, rozdarty przez Menady, / Różnymi głosami odzywający się w wielu” („Pessoa. Traktat o Osobach”). Wydaje się, że tworzenie poezji stanowi najważniejszy etap orfizmu, za którym kryje się przypadek lub Mistrz obdarzający tekst konkretnym życiem, biografią i ciałem. Egzystencja poety w wierszach Lisowskiego spełnia się w metaforycznej grze opartej na tradycji „heteronimu”: „Zatem heteronimy, czyli fikcyjni autorzy, tacy, którzy mają wyobrażoną postać, / Przyzwyczajenia, styl, ukryte pasje, ambicje i żądze. / Nie będziemy mówić o wielu, nie sposób o wszystkich, / Bo mieszkają Gdzie Indziej” („Pessoa. Traktat o Osobach”). Wieloznaczność tego pojęcia okazuje się tutaj niezwykle płodna. Zwłaszcza jeśli umieścimy ją w kontekście widzenia świata jako wielkiej opowieści. Wówczas fikcyjny autor, fikcyjna postać, pseudonim organizują się nie tylko w polu literackiego zmyślenia, gdzieś pomiędzy autofikcją a (auto)biografią, lecz materializują się w subiektywnym (czytelniczym) odbiorze wizerunku drugiego człowieka (w tym przypadku danego twórcy). Jednym słowem, w fizycznej rzeczywistości. Stąd być może formą najwyższej erudycji oraz talentu jest (jak u Fernando Pessoi) stworzenie przez poetę/pisarza ogromnej ilości wyobrażeń na własny temat. Po to, by zachować pozory wolności własnego „ja” i władzy nad powstawaniem kolejnych wizerunków. Ostatecznie, jak podkreśla Lisowski, rozdzielony pomiędzy wszystkich Głos nie należy do nikogo. Zakwestionowanie bycia u „siebie”, a poniekąd samego „bycia”, wyznacza przestrzeń obecności we wspomnianym Gdzie Indziej. Jednak nie każdy może doświadczyć tajemnicy przejścia, zbliżenia się do prawdy. Jak czytamy kilka stron dalej, udział w misterium jest przywilejem poety/poetów.

 

Przeszłość, tradycja, kultura, dom

Sporo u Lisowskiego nawiązań do kultury śródziemnomorskiej czy tradycji chrześcijańskiej. Poeta miesza je ze sobą, reinterpretuje i pyta o ich dziedzictwo, czyli kondycję Człowieka Zachodu. Jednocześnie wiąże odpowiedź z poetycką przestrzenią słowa, w której rządzi czas mityczny i ludzki. Składające się z niego poszczególne wydarzenia i chwile, jak świetlne refleksy, odciskają swoją obecność w Nieskończoności i Prawdzie. Dla poety głównym źródłem tych pojęć jest codzienna rzeczywistość. Dzięki temu wszystko w niej może pretendować do roli tajemnego znaku, który wymaga od człowieka skupienia, cierpliwości, uwagi i ufności.

W znamiennym, ze względu na tytuł, „Traktacie o nieskończoności (nowa wersja)” autor pisze: „Nieskończoność jest z naszego świata. Ma silny związek z wolną wolą. […] Jeśli niepokoisz się nieco przed podróżą, pomyśl, że to właśnie ciekawość i zapowiedź zmiany. Na wszelki wypadek pospaceruj jeszcze w porcie, przeczytaj stare ogłoszenia na szybie zamkniętej piekarni. Nie zawsze wiadomo, co nas może dotyczyć […] Załóżmy czytaną książkę ostatnim banknotem i spójrzmy na czaple za oknem. Stoją na łąkach na jednej nodze, my nie musimy. Nie spóźnijmy się na ten widok”. Potwierdza tym samym, iż autentyczność życia jest możliwa do odnalezienia. Objawia się na codziennej drodze, ale wymaga uważnych poszukiwań. Zaś jego sens odtwarza się w poezji, w niemalże ewangelicznym podejściu do  słowa. Również w spotkaniu. Tutaj rozumianym jako rozmowa (oparta na prymacie słuchania nad mówieniem) z tym, co na wspomnianej drodze napotkane.

W tomiku Lisowskiego komunikacja polega na wymianie treści bez konkretnego celu, ale za to z nastawieniem na przyjemność i niepowtarzalność samego aktu (wiersz „Na powitanie czajniczka”). Bowiem dostrzega się w nim przede wszystkim odbiorcę. Natomiast dialogiczno-filozoficzny rys tej poezji to odpowiedź na przywołane przeze mnie wcześniej pytanie o kondycję kultury Zachodu, która zdaje się zapominać o zdziwieniu istnieniem własnym i cudzym. Pierwsze umacnia, drugie usiłuje zdobyć i zdominować: „Przyszedł mi na myśl T., jego opowiadanie, / kiedy Człowiek Zachodu, kierowany nieznaną sobie koniecznością, / Skręca do ruin grackiego klasztoru. / Naprzeciw wychodzi mu stary mnich, a ten mówi: / – Przyjechałem, aby cię zastąpić. / Ale to było na Krecie fikcji i labiryntu („Monaster Ostrog [sotto voce]”).

Rzeczy i ludzie

Poezję Krzysztofa Lisowskiego z powodzeniem da się również czytać/rozpatrywać w kontekście ludzkiego przywiązania do przedmiotów czy detali. W nich bowiem poeta dostrzega pretekst do podjęcia wspomnianej rozmowy („Czajniczek do zaparzania herbaty”), jak też do wywołania wspomnień („Stół na całe życie”). W nich także buduje się tożsamość człowieka, jego osobisty i rodzinny mit. To początek egzystencjalnej drogi, prywatnej Odysei: „Ten stół / Dużo o nas wie (…) Czworonożne wierne / Zwierzę domowe / Centrum świata od którego / Zaczyna się podróż” („Stół na całe życie”). W poetyckim spojrzeniu Lisowskiego na rzeczy sporo cichej jest intymności i umiłowania drobiazgu. O ważnych sprawach opowiada on półgłosem, unikając ciężkiego patosu. Mityzuje przestrzeń indywidualną, wpisując ją jednocześnie w mit uniwersalny i ponadjednostkowy. Tworząc w ten sposób wspomnianą wcześniej wielką metahistorię ludzkich losów. Jednak odtwarzanie mitycznych mechanizmów opowieści, jak w „Historii o Gorgonie”, która mogłaby być odpowiednikiem losu wielu współczesnych dziewcząt (nieszczęśliwie porzuconych przez swoich męskich „bogów”), momentami prowadzi do zbytnich uogólnień i stereotypizacji:„Ale czy przypadkiem ten mit nie powtarza się w życiu wielu dziewcząt każdego czasu? Uwiedzione przez kogoś, kto wydawał się – wtedy – bogiem. A wkrótce osamotnione, bogowie wszak odchodzą, zajęci nowymi sprawami, gdy te kobiety powoli gorzknieją, brzydną (…) Kiedy świty drażnią, a wieczory doprowadzają do płaczu. Kobiety przemieniają się, nakładają maski, gracja znika, miękkość rysów, harmonia twarzy kamienieją w grymas. Świat je zawiódł, więc jedyne, co jeszcze bawi, to zranić, zadać ból światu, pokazać język, krzyknąć obraźliwe słowo za przechodzącym mężczyzną, który kogoś przypomina” („Historia Gorgony”). Owszem jest w tej poetyckiej reinterpretacji mitu lekka ironia, dystans i dwuznaczność. Jest i zwrócenie uwagi na figurę matki karmicielki, która (choć „samotna”) wydała na świat niepokorne dziecko – źródło uskrzydlonej wyobraźni i poetyckiego natchnienia. W kontekście całego tomiku poświęconego poetom i poezji można dostrzec pewną analogię, która z łatwością daje się nałożyć na opozycję: boskość/nieśmiertelność/poezja (męskość) vs niedoskonałość/śmiertelność (kobiecość). Trzeba być jednak ostrożnym w odczytywaniu takich (wartościujących płeć) oznaczeń u Lisowskiego. Trzeba wziąć je w nawias, aby samemu nie popaść w nadmierne uproszczenia. I warto również pamiętać o tym, że to, iż czasem „rzeczywistość kiepsko dopasowuje się do marzeń” („Historia Gorgony”), było także doświadczeniem Ikara.

„Nie ma” – koniec, śmierć, pustka

W wspomnianej rzeczywistości znaków sprawy ostateczne także zostawiają swój ślad. Choć jednym sygnałem ich obecności jest brak. Stąd osobisty, wyważony, grany na półtonach liryczny ton poezji Lisowskiego cichnie jeszcze bardziej –  zwłaszcza w wierszu „Umierający we śnie”. Przyjęta w nim zewnętrzno-wewnętrzna perspektywa przyglądania się śmierci tworzy dwie przestrzenie: otwartą i niedostępną. W pierwszej szuka się wyjaśnień dla tego, co dzieje się w tej drugiej: „Umierający we śnie / Uciekinierzy albo zaginieni/Perfekcyjni w znikaniu raz na zawsze […] Wyszli z domu wcale nie wychodząc / A my szukamy od następnej chwili / Śladów w rozrzuconej pościeli / Promyka duszy na oparciu krzesła / Grzebiemy po kieszeniach / I w koszu na śmieci […] Nie mamy wprawy w robieniu rewizji” („Umierający we śnie”). Ucieczka i zagubienie są tutaj zrównane z ostatecznym zaginięciem, co pozwala czytać ten wiersz także w kontekście poetyckiego błądzenia pomiędzy językiem a sensem. Milczenie, jak śmierć, rozbija i wytrąca wszelkie rozumienie. Unieważnia łańcuch tradycji, kultury i korzeni. Zamraża źródło życia i treści: „Kategorycznie schowani do wewnątrz / Jakby wypaliło się całe światło” („Umierając we śnie”). To doświadczenie, o którym (żywym) nic nie wiadomo poza tym, że istnieje. Jednak paradoksalnie, co pokazuje Lisowski, można to stwierdzić jedynie wówczas, gdy jest już po wszystkim. Wtedy, kiedy zniknięcie (brak) drugiego człowieka staje się nieznośną obecnością dla tych, którzy pozostali.

Retoryka pustki tej poezji zamyka się w kilku dobrze znanych motywach: nocy, snu, zimy. Jednak w tym przypadku, co wydaje mi się ogromną wartością dla całego tomu, wiersz wydobywa bezradność wymienionych wyobrażeń wobec czegoś, co nie mieści się w ich granicach. Oszczędna w słowach poezja pozwala sobie na „zawstydzenie” i milczy, bowiem: „[…] nie da się zrozumieć znaków / Których nie ma / Których nie ma / Nie ma”.
Krzysztof Lisowski: „Poematy i wiersze do czytania na głos”. WBPiCAK. Poznań 2013.