Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (248) / 2014

Mirosław Skrzydło,

RELACJE DAMSKO-MĘSKIE O MAKABRYCZNYM POSMAKU

A A A
Znany z niebywale szczerych komiksowych reportaży z podróży do państw totalitarnych (choćby doskonały „Pjongjang”), Guy Delisle stworzył nowatorski album w treściwy i niekonwencjonalny sposób ukazujący odwieczny konflikt damsko-męski. W pięćdziesięciu dwóch kilkustronicowych nowelach w skondensowanej formie zaprezentował toksyczną stronę miłości oraz skomplikowane relacje międzyludzkie, tworząc cenny poradnik dla osób spragnionych romantycznych uniesień, niejednokrotnie przeżywających katusze w pozbawionych przyszłości związkach. Mówiąc krótko, „Albert i Alina” to czysty surrealizm z dużą dawką czarnego, wisielczego humoru i zapadającymi w pamięć scenami, żywcem przeniesionymi z przerażającej opowieści grozy. Szaloną eskapadę u boku demonicznych jednostek czas rozpocząć!

Wyobraźcie sobie następującą sytuację: w wykwintnej restauracji siedzą dwie przyjaciółki, delektujące się apetycznymi potrawami. Jedna z kobiet przykłada widelec z nabitym nań kawałkiem mięsa do swojego biustu. Niespodziewanie spomiędzy obfitych piersi damy wyłaniają się palce, a następnie głowa, należąca do groteskowo wykrzywionego mężczyzny w wymiętym garniturze. Cherlawy jegomość spożywa mięsiwo, by po skończonym posiłku zgrabnym ruchem ponownie zanurkować w biuście niewzruszonej kobiety. Ta wyjątkowo groteskowa nowela to krótki epizod z życia diabolicznej Zofii, w dosadny sposób zilustrowany przez kanadyjskiego artystę. Takich mrożących krew w żyłach scen znajdziemy w recenzowanym komiksie o wiele więcej. Cały album skomponowany jest bowiem z soczystych historyjek, w których metaforyka uczuć wyższych zostaje przedstawiona z całą dosłownością. Przykłady?

Nagi wędkarz (tytułowy Ireneusz) wyławia uroczą dziewczynę, której „wymiary” skrupulatnie bada, po czym, lekceważąc gorące uczucie nagiej piękności, bez ceregieli wrzuca ją ponownie do wody. „Grażyna” to z kolei wściekłe babsko terroryzujące lękliwego męża, który – doprowadzony do ostateczności – decyduje się na dość drastyczne rozwiązanie, w wyniku którego na miejscu głowy sekutnicy pojawia się zupełnie nowe oblicze należące do kobiety miłującej ciszę i spokój. Natomiast w „Wandzie” Delisle ukazuje losy nieszczęśliwej damy próbującej ofiarować swoje serce przypadkowo napotkanym mężczyznom, pozostającym jednak nieczułymi na jej awanse. W końcu życiowym wybrankiem bohaterki zostaje… sama Śmierć, co tylko dodaje gorzkiego posmaku tej ponurej opowieści. Twórca „Kronik jerozolimskich” nie oszczędza również osób o wypaczonej psychice, jak choćby Zdzisława – przykładnego męża i ojca, kochającego małe pieski w jednoznacznie chory sposób.

W „Albercie i Alinie” próżno szukać jednostek postępujących zgodnie z obowiązującymi w cywilizowanej społeczności normami obyczajowymi czy zasadami zachowania. Kanadyjczyk po mistrzowsku operuje stałymi, wielokrotnie powtarzanymi motywami, z których najbardziej wyeksponowana zostaje tematyka cielesności – niespodziewane połączenia ludzkich ciał czy wszelkiego rodzaju deformacje, przywodzące na myśl przerażające filmy Davida Cronenberga (m.in. „Wideodrom” oraz „Potomstwo”). W tej kategorii zdecydowanie wyróżnia się upiorna nowela „Barbara”, ukazująca przemianę otyłej kobiety w ociekającą seksapilem, szczupłą niewiastę, która po zaproszeniu do swego mieszkania grubego mężczyzny, dosłownie wchłania jego cielsko i powraca do dawnego nieapetycznego wyglądu. Chronicznie powielane elementy zawarte w poszczególnych nowelach za każdym razem zyskują nową głębię i specyficzną symbolikę (choćby kwestia demonicznej strony osobowości konkretnych postaci). Podobnie jak w przypadku „Louisa na plaży”, artysta konsekwentnie trzyma się stałej liczby kadrów na stronę – w „Albercie i Alinie” rygor stanowi piętnaście chwytliwych obrazów. Rysunki Delisle’a są w tym przypadku bardziej chaotyczne i wykoślawione, choć trzeba przyznać, iż w tej swoistej „niechlujności” jest metoda (wyciągnięte jakby z gabinetu krzywych luster sylwetki podkreślają liczne fobie, nerwice natręctw czy chorobliwe upodobania sportretowanych osób), specyficzne poczucie porządku oraz przejrzystości, nie mówiąc już o właściwym wyważeniu dynamiki konkretnych scen.

„Albert i Alina” to fenomenalny zbiór opowieści graficznych, w których realizm został perfekcyjnie wymieszany z fantasmagorią, makabrą, purnonsensem, a zaskakująca puenta większości historii jednocześnie bawi i przeraża. Dla fanów talentu Guy Delisle’a jest to rzecz obowiązkowa, pozostali miłośnicy nietuzinkowych komiksów również powinni być ukontentowani. Pozycja w sam raz dla osób zainteresowanych innowacyjnym podejściem do tematyki miłosnej oraz wielbicieli literatury spod znaku bizzaro fiction.
Guy Delisle, „Albert i Alina” („Albert and the Others”, „Aline and the Others”). Wydawnictwo Kultura Gniewu, Warszawa 2014.