Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (248) / 2014

Radosław Pisula,

BOGOWIE POŚRÓD NAS

A A A
„Podróż złoczyńcy” zaczyna się pięć lat po wydarzeniach przedstawionych w tomie „Liga Sprawiedliwości: Początek”. Tytułowa formacja nadal jest tworem dość dysfunkcyjnym (głównie ze względu na wyraziste charaktery poszczególnych jej członków), ale już zaprawionym w bojach oraz zyskującym niemałą popularność. Jedną z najważniejszych osób odpowiedzialnych za nadanie grupie transcendentnego statusu jest historyk David Graves – autor książki „Bogowie pośród nas” i człowiek, który wraz z rodziną przeżył atak Darkseida. Niestety, komplikacje spowodowane tym incydentem doprowadziły do tragedii w życiu pisarza, który – wyniszczony na ciele i duchu – zaczyna winić superherosów za swoje cierpienia. W akcie desperacji postanawia wykorzystać wiedzę o siłach wyższych, aby ponownie zjednoczyć się z najbliższymi. Decyzja ta może jednak doprowadzić do śmierci superbohaterów.

Główna oś fabuły tomu odbiega klimatem od tego, co Geoff Johns zaprezentował w genezie Ligi. Całości przyświecał ambitniejszy zamysł niż tylko ukazanie bijatyki bożków w trykotach z galaktycznymi maszkarami. Niestety, postać Gravesa oraz jej motywacje są zbitkami tak nieprawdopodobnej liczby klisz, że ich mentalna konsumpcja pozostawia w głowie czytelnika posmak zakalca. Oczywiście irracjonalne zachowanie łotra można tłumaczyć żalem oraz bólem, ale i tak (mimo stylizacji na wykształconego literata), w ostatecznym rozrachunku jest on niesamowicie płytką postacią, o której zapomina się w godzinę po lekturze komiksu. W tym wypadku skupiona wokół jego osoby ckliwa fabuła zaczyna rozłazić się w szwach. Problemy heroicznego zespołu zostają ponadto sprowadzone do epatowania najprostszymi motywami, które nie mają żadnego logicznego podsumowania – są po prostu zbyteczne. Nie obyło się również, po raz kolejny, bez wymuszonego przetrącania sobie szczęk przez pozytywne postacie, a najważniejsze zmiany (które mogą mieć jakieś długofalowe konsekwencje) zostają pośpiesznie ukazane dopiero na ostatnich stronach i nie wynikają w żaden sposób z zaprezentowanej historii.

Dużo ciekawsze rzeczy dzieją się poza główną osią opowieści, szczególnie że najbardziej intrygującą postacią występująca w komiksie jest Steve Trevor. Wzdychający do Wonder Woman pilot, który przed „New 52” od dawna znajdował się w stanie zawieszenia, w pełni wykorzystuje swój zrewitalizowany status. Będąc łącznikiem między bohaterami i rządem oraz nękanym przez media eks-chłopakiem walecznej amazonki, charakterologicznie jest o wiele bardziej wiarygodny niż cała superdrużyna razem wzięta. To on naprawdę błyszczy w tej opowieści, znacząco wpływając na kolejne wydarzenia. Szczególnie, że motyw współczesnych bóstw obserwujących Ziemię ze swojego kosmicznego Olimpu (nie dopuszczających do siebie nikogo z zewnątrz) naturalnie wzbudza niepokój światowych władz. Szkoda, że właśnie z tego tematu Johns nie uczynił esencji swojego dzieła.

Równie interesujący jest dodatkowy epizod z odmłodzonym Green Arrowem (będący jednocześnie wstępem do kolejnej serii komiksowej z Ligą Sprawiedliwości). Fani postaci pewnie przeżyją zawód, ponieważ została ona sprowadzona do roli humorystycznego przerywnika, ale w takiej formie naprawdę się sprawdza, co więcej – mimowolnie przyklaskujemy Queenowi w jego skazanych na porażkę próbach dostania się w szeregi unikalnej ekipy.

Za stronę graficzną w głównej mierze ponownie odpowiada Jim Lee. Pochodzący z Seulu amerykański plastyk radzi sobie całkiem nieźle, chociaż w ilustracjach jego autorstwa widać pośpiech, nie mówiąc już o tym, że jakościowo odstają od tego, co artysta pokazywał dekadę temu w „Batman: Hush” oraz „Superman: For Tomorrow”. Natomiast naprawdę paskudnym elementem warstwy graficznej jest wygląd Gravesa, przypominający najgorsze twory lat 90. Część segmentów przygotowana została przez innych artystów, nie wyróżniają się one jednak niczym szczególnym, a prolog (przygotowany przez znanego u nas z „Top 10” Gene’a Ha) może nawet odrzucić czytelników, którzy kupią komiks przez nostalgię do prac Lee.

Zwyczajnie przeciętny album „Liga Sprawiedliwości: Podróż Złoczyńcy” kontynuuje prościutką kreację najnowszej wersji zbitki metaludzi. Dialogi są infantylne, walka toczy się dla samej walki, a motywacja obu stron konfliktu jest ciosana w betonie (z wyjątkiem niezłych politycznych przepychanek). Johns pośpiesznie starał się przedstawić status Ligi po pięciu latach działalności i niestety poszedł w złym kierunku. Główne danie smakuje jak przegryzany na szybko hamburger z McDonalda. Na szczęście poboczne wątki – związane z dziwnymi przypadkami Olivera Queena i naprawdę świetnie skonstruowaną postacią Trevora – pozwalają na całkiem niezłą zabawę. Jeśli podobała wam się pierwsza część przygód odnowionej drużyny, to bezboleśnie połkniecie także „Podróż złoczyńcy”. A wszystkim, którzy chcą przeczytać naprawdę dobrą opowieść z Ligą Sprawiedliwości w roli głównej, radzę poczekać na trzeci tom prezentujący „Tron Atlantydy”.
Geoff Johns, Jim Lee, Gene Ha, Carols D’Anda, Ivan Reis, Ethan Van Sciver, David Finch: „Liga Sprawiedliwości: Podróż Złoczyńcy. Tom 2” („Justice League, Vol. 2: The Villain’s Journey”). Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2014.