Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (248) / 2014

Zuzanna Sokołowska,

ARCHEOLOGIA INSTYNKTU

A A A
Jak zauważa Desmond Morris, z punktu widzenia zoologa istoty ludzkie to małpy bezogonowe z bardzo dużymi mózgami. Bez wątpienia współczesna rzeczywistość tłumi naturalne instynkty ewolucyjnie przypisane ludzkiej naturze, tworząc trudną do przekroczenia granicę między światem zwierząt a człowiekiem. Tymczasem Natalia Bażowska na swojej najnowszej wystawie „Przestrzeń otwarta”, którą można oglądać w Galerii Pustej w Centrum Kultury Katowice, stara się upłynnić bezzasadny, według niej, podział na to, co zwierzęce i ludzkie, ponownie wprowadzając człowieka w jego naturalne środowisko, jakim jest przyroda.

Punktem wyjścia ekspozycji stało się stwierdzenie Morrisa Bermana, który porównuje cielesność do ciała ziemi: „Znać własne ciało, znać ból i radość, które zawiera, to poznać coś znacznie większego… Naszej cywilizacji wymyka się coś oczywistego. Coś, co wymaga dwustronnego związku pomiędzy naturą a psyche i co będziemy musieli zrozumieć, jeśli mamy przetrwać jako gatunek”. W swoich działaniach Bażowska poszukuje Bermanowskiego czynnika, łączącego naturę i umysł, czegoś pierwotnego i wbrew pozorom trudnego do zdefiniowania. Słowa nie są w stanie dokładnie opisać tego zjawiska, ponieważ wszelkie znaczenia pozostają na czubku języka. I taka jest też wystawa, tętniąca niedopowiedzeniami, poszukiwaniem analogii i próbami umiejscowienia się w leśnej przestrzeni, którą artystka zaaranżowała na potrzeby ekspozycji. Sam tytuł wystawy jest nieprzypadkowy. Bażowska zaprasza widzów do otwartej przestrzeni, w której nie ma granic i zbędnych podziałów. Tym obszarem staje się leśna gęstwina, z której raz po raz wyłaniają się ostre zęby, tajemnicze gatunki zwierząt, w tym zając przypominający pień drzewa, a także amorficzne postacie, leniwie przechadzające się pośród wysokich traw.

Obrazy Bażowskiej wywołują podskórny niepokój. Artystka tropi zależności między zachowaniami ludzi i zwierząt. Doskonale widać to w pracy „Znalezisko” (2013). Wilki podchodzą do dziwnej mazi, ostrożnie badając teren. Skupiają się gromadnie wokół zdobyczy, czekając na odpowiedni moment, by nią zawładnąć. Podobnie dzieje się w przypadku ludzkich jednostek, które – dostrzegając interesujący fragment rzeczywistości – zaczynają go wzrokowo osaczać. Co ciekawe, tajemnicza, lepka maź jest elementem często pojawiającym się na obrazach artystki. Substancja ta nasuwa skojarzenia z ludzkim chaotycznym umysłem, próbującym dopasowywać się do otaczającego świata. Ten z kolei w malarskich realizacjach Bażowskiej przypomina niepokojącą strukturę utkaną z mrocznych, pierwotnych instynktów, które mają wiele wspólnego z zachłanną, konsumpcyjną kulturą, bazującą zasadniczo na ludzkich, biologicznych odruchach, jakimi są agresja czy chęć przetrwania. Tym samym artystka maluje newralgiczne struktury psyche, próbującej przywrócić antropologiczny, nierozerwalny związek z naturą.

Podobnie interpretować można wielkoformatowy obraz „Samica” (2013), za którego pomocą, posługując się terminologią Clarissy Pinkoli Estes, autorki „Biegnącej z wilkami”, artystka stara się przywracać archeologię żeńskiej psychiki w postaci Dzikiej Kobiety. Tytułowa samica to naga kobieta wylegująca się na tle niepokojącego, mrocznego lasu. Jej twarz zasłaniają ciemne włosy poruszające się w rytm wiatru, idealnie wpisujące się w naturalny krajobraz. Doskonała realizacja Bażowskiej to nic innego jak wyraz chęci powrotu do swoich pierwotnych źródeł i odkrywania smaków instynktowności. „Wszystkie jesteśmy przepełnione tęsknotą za dzikością. Nie ma na nią żadnego kulturowego antidotum. Nauczono nas wstydzić się takich pragnień. Zapuszczałyśmy długie włosy, by zasłonić nimi swoje uczucia. Ale cień Dzikiej Kobiety wciąż za nami podąża, dniem i nocą” – pisze Estes (Estes 2001: 13), zachęcając, podobnie jak Bażowska, do leśnych, długich wędrówek do miejsca, w którym wspinanie się na czubki drzew dawało przedsmak seksu, a łaskotanie skóry przez liście pobudzało wszystkie zmysły.

LITERATURA:

C.P. Estes: „Biegnąca z wilkami”. Poznań 2001.