Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (248) / 2014

Kamila Czaja,

ŻYCIE TO MĘKA WYBORU

A A A
Okładka „Tyranii wyboru” Renaty Salec nie oddaje książce sprawiedliwości. Można tam wprawdzie znaleźć przydatną notkę o słoweńskiej filozofce, socjolożce, teoretyczce prawa, jednak okładka zawiera też szumną zapowiedź zawartości: „W »Tyranii wyboru« Renata Salecl zastanawia się, jak doszło do tego, że idea wyboru, kim chcemy być, i imperatyw »stawania się sobą« obróciły się przeciwko nam. Dlaczego sprawiają, że jesteśmy bardziej lękliwi i bezradni, zamiast cieszyć się większą wolnością. A także co zrobić, żeby to zmienić”.

 

(Nie)poradnik

Ostatnie zdanie okładkowej rekomendacji zbliża książkę Salecl do poradników z gatunku „zmień swoje życie”. Tymczasem autorka pisze o takich publikacjach krytycznie, przywołując eksperyment Jennifer Niesslein, która próbowała żyć zgodnie z receptami z poradników: „Czuła się mniej, a nie bardziej zadowolona z życia. Nie dość, że wszystkie próby polepszenia jego jakości zajmowały jej cały wolny czas, to jeszcze ich efekty [...] nie sprawiały jej radości” (s. 9). Słoweńska filozofka tłumaczy rosnącą potrzebę „samoopomocy” („»Samopomoc« opiera się na tym, że ludzie, nie spełniając oczekiwań, które sami tworzą, potrzebują coraz więcej pomocy, nowych książek, więcej poradnictwa”, s. 47-48), ale sceptycznie podchodzi do takiej metody „ratunku”. Sama Salecl nie daje prostych odpowiedzi. Nawet oryginalny tytuł jest – w przeciwieństwie do polskiego – neutralny: brzmi po prostu „Choice”. Autorka szuka odpowiedzi na pytanie „Dlaczego ludzie akceptują ideę wyboru i co dzięki temu zyskują, a co tracą?” (s. 14) i zapowiada: „W książce tej chciałabym zastanowić się, jak doszło do tego, że idea wyboru, kim chcemy być, i imperatyw »stawania się sobą« zaczęły działać przeciwko nam, sprawiając, że zamiast cieszyć się większą wolnością, stajemy się bardziej lękliwi i zachłanni” (s. 18). To raczej wizja diagnostyczna niż terapeutyczna.

 

Daleko też „Tyranii wyboru” do optymistycznych recept na rozwiązanie problemów tego świata – i to nie tylko dlatego, że filozofka sięga po Lacana czy ponury egzystencjalizm („Ostatecznie dylemat wyboru polega na tym, że każde ludzkie życie, u samych swoich postaw, jest po prostu opcjonalne. Jak ujął to Albert Camus: »Mam się zabić czy napić się kawy?«”, s. 163). Salecl wprawdzie pisze: „Od nas jednak zależy, czy chcemy tyranię wyboru zaakceptować, czy też odrzucić. Możemy zacząć od zrozumienia, jakie naprawdę mamy opcje” (s. 208), ale wnioski na temat tych dostępnych opcji z reguły każe czytelnikowi wyciągać na własną rękę. Ewentualnie podsuwa pomysły bardzo ogólne – i to nie własne, lecz Barry’ego Schwartza, autorka książki „Paradoks wyboru”: „[Schwartz] twierdzi, że powinniśmy »wybierać, kiedy chcemy wybierać«. Nie bądźmy wybredni, tylko wybierajmy, zadowalajmy się »wystarczająco dobrym«, niech od naszych decyzji nie będzie odwrotu, kultywujmy postawę wdzięczności, rzadziej żałujmy, uprzedzajmy przyzwyczajenia, kontrolujmy nasze oczekiwania, powstrzymujmy się od porównań z innymi, a zwłaszcza »nauczmy się kochać nasze ograniczenia«” (s. 62). Znacznie częściej jednak autorka „Tyranii wyboru” stara się pokazywać przyczyny i skutki współczesnej ideologii wyboru.

 

Tylko nie wybór

Podstawowy problem Salecl widzi nie tyle w samym wyborze, który wszak „stanowi jedną z podstawowych ludzkich zdolności” (s. 204); kłopot stanowi „gloryfikowanie wyboru racjonalnego” (s. 60). Ludzie postawieni przed wyborem ze świadomością, że jednoosobowo odpowiadają za jego konsekwencje (bo przecież powinni umieć „dobrze wybrać”), postrzegają wybór jako traumę. Najprościej Salecl ujmuje to tak: „Dokonanie wyboru wiąże się z poczuciem przygniatającej odpowiedzialności, a to z kolei z obawą przed porażką, poczuciem winy i lękiem, że w przypadku złego wyboru pojawi się żal. Wszystko to sprawia, że wybór staje się po prostu tyranem” (s. 15). Autorka  przekonująco pokazuje, że presja wyboru i odpowiedzialności za własne życie rosną w dzisiejszych czasach. Nie wystarcza już pokonywanie kolejnych szczebli drabiny społecznej: „Nową misją jest teraz wymyślenie siebie. Dla ponowoczesnej, wysoko wykwalifikowanej kadry życie jest rodzajem dzieła sztuki albo przedsiębiorstwa, czymś, co można poprawić, skorygować, ulepszyć” (s. 35).

 

Codzienność to ciągłe „wymyślanie siebie” pod czujnym okiem innych. I wyłączna odpowiedzialność, jeśli „wymyśli się” niewłaściwie. Ludzie gubią się w oczekiwaniach własnych i cudzych, pragną więc pomocy. W tym szukać można wyjaśnienia nie tylko sukcesu poradników, ale też źródeł wymyślania „Wielkiego Innego” (zresztą w całej książce silnie wybrzmiewają inspiracje Lacanem): „Wymyślamy strukturę symboliczną, która uwalnia nas od lęku związanego z wyborem. Chociażby gdy zawierzamy horoskopom lub charyzmatycznemu politykowi, albo Bogu, który obserwuje wszystkie nasze działania. Samo istnienie Wielkiego Innego zawsze jest naszym »wyborem«, fantazją. Powołując go do życia, wybieramy opcję niewybierania – ktoś ma decydować za nas” (s. 85).

 

Miłość i śmierć (i pieniądze)

Jednym z podporządkowanych „tyranii wyboru” obszarów okazuje się miłość. Salecl wskazuje na tendencję do unikania zobowiązań. Omawia internetowe znajomości, jednonocne „romanse” czy zjawisko „friends with benefits”. „Teraz chodzi o to, by czerpać gratyfikację z procesu łowienia na haczyk – wabienia, uwodzenia, łapania, a następnie porzucania – odhaczania – i szukania następnego celu. Brak zaangażowania to nowa moda w związkach” (s. 107) – zauważa autorka i pokazuje, że ta tendencja często nie ma końca: „Choć lęk przed zaangażowaniem nie jest niczym nowym, wydaje się, że ostatnio został wyniesiony na piedestał. Wielość możliwości wzmacnia wiarę w ten ideał, a decyzję o stworzeniu związku odsuwa się dalej i dalej w przyszłość” (s. 130).

 

Słoweńska filozofka uważa to za efekt włączenia miłości w sferę racjonalnego wyboru, mimo że w międzyludzkich relacjach „najsilniej działają nieświadome impulsy” (s. 39). Ta całkiem przekonująca teza zostaje niestety w dalszej części książki zobrazowana przykładem filmu „Pozew o miłość”, uznanego przez widzów i krytyków za obraz słaby. W tej hollywoodzkiej opowieści prawniczka pod wpływem alkoholu bierze ślub i dopiero po jego anulowaniu uświadamia sobie, że decyzja o małżeństwie była słuszna. Salecl tłumaczy: „Film pokazuje, że w kwestiach miłosnych wyboru można dokonać jedynie po fakcie” (s. 113). I jakkolwiek interpretacja filmu pasuje do tezy, to tak uzasadniona teza traci siłę rażenia, skoro czytelnik przez większość wywodu zastanawia się, czy zabrakło przykładów wyższej jakości. Inne uzasadnienia stawianych tez – filmowe, literackie, filozoficzne i „z życia wzięte” – raz się udają, raz nie, więc czasem odnieść można wrażenie nieinspirującego wypełnienia kartki między niezłymi konkluzjami.

 

Konkluzje – nawet jeśli niektóre nie wydają się w pełni wypracowane wywodem – często przekonują. Salecl lepiej radzi sobie ze inspirowaniem czytelnika celnym fragmentem niż z utrzymywaniem uwagi przez cały czas. Niektóre z podsumowań są dowcipne, nawet nieco w duchu Allena – przynajmniej te o seksie: „Jeśli w epoce wiktoriańskiej seks był tematem tabu, to dziś jest nim właśnie nieuprawianie go. Ludzie milczą o własnym życiu erotycznym, jednocześnie wyobrażając sobie, że wszyscy pozostali uprawiają właśnie taki seks, jaki opisują magazyny czy telewizja” (s. 40) czy: „Podobnie histeryczka może wyobrażać sobie, że jej mężczyzna jest w łóżku z inną albo że ona sama jest z Bradem Pittem. Jeśli jej partner fantazjuje w tym samym czasie o Angelinie Jolie, to sytuacja jest w komiczny sposób harmonijna” (s. 120). Inne trafne podsumowania – jak te na temat miłosnego egoizmu – wybrzmiewają smutno: „Główny problem polega być może na tym, że w kulturze, która tak empatycznie promuje miłość do samego siebie, coraz trudniejsze staje się kochanie drugiego, chociaż człowiek wciąż ma nadzieję, że pokochają go inni” (s. 100-101); „Rynek poradników jest zalany książkami o tym, jak sprawić, żeby ktoś się w nas zakochał, jak zapobiec porzuceniu i jak kimś manipulować, by dał nam to, czego pragniemy. Czasem wydaje się, że wybór ma dotyczyć tylko osoby szukającej rady, a jej celem jest odebranie możliwości podejmowania decyzji przyszłemu partnerowi” (s. 114-115).

 

Interesująco diagnozuje Salecl współczesne podejście do śmierci. Na przykładzie artysty fotografującego katastrofy czy formującego czekoladki w ranach martwych ciał (sic!) ukazuje tendencję do neurotycznej reakcji na śmiertelność: „Wydaje się, że Metinides [fotograf] ma ze śmiercią problem, który psychoanalitycy często obserwują u obsesyjnych neurotyków – chcą mieć pod kontrolą każdy aspekt swojego życia, a zwłaszcza śmierć” (s. 183). Autorka sięga także po przykłady prozaiczne, ale przez to łatwe – i bolesne – do osobistego wizualizowania: „Nieważne, co robisz, gdy stajesz przed wyborami w zakładzie pogrzebowym, zawsze robisz źle. Jeśli odmawia się zakupu ekstrawaganckiej urny, można poczuć się skąpcem w oczach sprzedawcy, ale jeśli wybierze się najdroższą opcję, może wydać się, że się popisujemy bogactwem i że taka ekstrawagancja jest czymś nierozsądnym” (s. 190-191).

 

Książka Salecl wydaje się chwilami fragmentaryczna. Mimo nadrzędnego tematu i jasno postawionych tez można mieć wrażenie czytania o wszystkim naraz i pewnego „przegadania”. Na szczęście są momenty, w których autorka uspójnia wywód, wiążąc poszczególne tematy: miłość i pieniądze („Nieliczenie się z innymi ludźmi lub z konsekwencjami będące podstawą przypadkowych związków i internetowych interakcji ma wiele wspólnego z podejściem do finansowego zadłużenia [...]. Zwolenniczka przygodnych znajomości i autor pogardliwych wiadomości w Internecie mogą zachowywać się, jak gdyby nigdy nic, podobnie jak osoba z wielkim długiem na karcie kredytowej ignorująca konsekwencje swoich zakupów w momencie ich dokonywania”, s. 111) oraz śmierć i pieniądze („Rozmyślne niepamiętanie o pieniądzach przypomina radzenie sobie ze śmiercią”, s. 57). Trafne rozważania finansowe uzupełnia diagnoza na temat pracy: „Oczekuje się od nas, że po godzinach spędzanych w pracy, których w ostatnich latach zrobiło się o wiele więcej, będziemy się przekwalifikowywać i doszkalać, zachowamy młodość i zdrowie i nie przestaniemy szukać naszego »prawdziwego powołania«” (s. 38).

 

Wybrane paradoksy

Ta pułapka wiecznego niezadowolenia z siebie w oczekiwaniu na „prawdziwe powołanie” – chociaż wcale nie ma pewności, że ono istnieje – to tylko jeden z paradoksów ideologii wyboru. Poza najwyraźniejszym: wybór jako niewola (co podkreśla jeszcze polski tytuł książki), jest ich na tyle dużo, że na użytek omówienia trzeba parę, nomen omen, wybrać.

 

Jeden dotyczy nacisku na indywidualny wybór, który naprawdę nie jest indywidualny, a kulturowo narzucony: „Mężczyźni i kobiety są przekonywani, że powinni stać się kimś wyjątkowym, a jednocześnie dostają szczegółowe recepty opisujące, jak ta wyjątkowa osobowość powinna wyglądać, jaką powinna mieć karierę i, przede wszystkim, do jakiej sławnej osoby powinna być podobna” (s. 70). Taka diagnoza bardziej bawi niż przeraża, ale konsekwencje okazują się niewesołe: „Przywiązujemy się do jakiegoś ideału, a potem doświadczamy traumy niesprostania mu” (s. 77). Wybór nie pozwala człowiekowi stać się „sobą”, a nadmiar wyborów sprawia, że nie wiadomo już nawet, gdzie kryje się tożsamość, skoro: „W zachodnich społeczeństwach możemy wybrać sobie tożsamość, orientację seksualną i religię. Możemy modyfikować nasze ciała, a nawet zmienić płeć. [...] Kim się stajemy, jeśli wszystko to, co nas dotyczy, jest opcjonalne?” (s. 67).

 

Najciekawsze paradoksy przedstawia Salecl w rozdziale „Wymuszony wybór”. Paradoksalna jest już sama formuła „wymuszonego wyboru”, ale interesujące napięcia tkwią także w konsekwencjach decyzji. Autorka pokazuje, że niezależnie od okoliczności towarzyszących wymuszonemu wyborowi problem sprawia to, co nie zostało wybrane: „Nadejście tego, co symboliczne, pokazane przez wymuszony wybór, wprowadza coś, co wcześniej nie »istniało«, ale co mimo to jest przeszłe – przeszłość, która nigdy nie była teraźniejszością. Aktem wymuszonego wyboru jesteśmy pozbawiani czegoś, czego nigdy nie mieliśmy, a jednak udało nam się to stracić” (s. 174). Człowiek oszukuje się, szukając uzasadnień: „By oprzeć się dokuczliwemu zwątpieniu, budujemy opowieść, narrację, która ma uzasadniać nasz wybór, przypominając złe znaki i rozróżniając dostępne wówczas opcje. Ale tak naprawdę [...] w tamtym czasie mogliśmy nie dostrzegać żadnych różnic” (s. 162). Jeśli to złudzenie nie działa, można oszukiwać się inaczej – poprzez wiarę, że wybór innej drogi byłby lepszy: „Możemy ulżyć swojemu poczuciu nieszczęścia z powodu tego, co jest, poddając się myślom o tym, co mogłoby być. Źródłem prawdziwej rozpaczy jest myśl, że być może nie czekało nas nic oprócz nudy i niezadowolenia, niezależnie od obranej drogi” (s. 163).

 

Te paradoksy i próby ich oswajania odsyłają głównie do decyzji jednostkowych. Autorka „Tyranii wyboru” faktycznie poświęca sporo uwagi konsekwencjom, lękom i ucieczkom indywidualnym, pisząc na przykład: „Im bardziej próbowaliśmy przekonać się, że wybór przynosi większą satysfakcję, tym dobitniej mogliśmy się przekonać, że tak naprawdę mamy jej coraz mniej” (s. 60) czy: „Kiedy istnieje tak wiele możliwych kierunków i jest tak ważne, żeby zdecydować się na ten właściwy, jednostka może w nieskończoność odkładać ostateczny wybór, szukać coraz więcej informacji o różnych opcjach i w rezultacie, aby wykluczyć prawdopodobieństwo porażki, nigdy nie podjąć decyzji” (s. 164). Prawdziwa stawka książki słoweńskiej autorki wydaje się jednak inna.

 

There is no „I” in Team

Poza brakiem prostych recept książkę Salacl od poradników wyraźnie odróżnia inna cecha. Mimo że rozważania często krążą wokół indywidualizmu, otoczone są ramą, która wskazuje winnego sytuacji oraz konsekwencje, które autorka uważa za najbardziej przerażające. „Tyrania wyboru” okazuje się książką o spustoszeniach wywołanych przez radykalny kapitalizm oraz o potrzebnie powrotu do myślenia w kategoriach społecznych.

 

Autorka pozycji wydanej przez Wydawnictwo Krytyki Politycznej (co już podsuwa polityczne interpretacje) wprost wskazuje winowajcę: „Paradoks polega na tym, że obsesyjne postawy promowane przez ideologię późnego kapitalizmu tak naprawdę pozostawiają wolności wyboru bardzo niewiele miejsca” (s. 185). Okazuje się, że wszystkie te działające na jednostki „tyranie wyboru” prowadzą do osłabienia myślenia ponadjednostkowego. „Czując się winni tego, jacy jesteśmy, i nieustannie »naprawiając« samych siebie, gubimy perspektywę konieczną do zainicjowania zmiany społecznej. Ciężko pracując nad samodoskonaleniem, tracimy energię oraz zdolność uczestnictwa w jakiejkolwiek formie tejże zmiany, wciąż odczuwamy lęk, że w jakiś sposób ponosimy porażkę” (s. 19-20) – pisze Salecl i podobną myśl powtarza w innym miejscu: „Kiedy zmusza się jednostki, żeby czuły się panami własnego losu, a jako panaceum na krzywdy wynikające ze społecznych niesprawiedliwości wskazuje się pozytywne myślenie, wtedy krytykę społeczną stopniowo zastępuje samokrytyka” (s. 47). Konsekwencje rysują się wyraziście: „Dzisiejsze społeczeństwo kapitalistyczne, kładąc nacisk na ideę wyboru, maskuje różnice klasowe oraz nierówności rasowe i seksualne” (s. 204).

 

W innym fragmencie zakończenia autorka równie wprost przedstawia swoje stanowisko: „Wybór może stworzyć możliwość zmiany na poziomie społeczeństwa, ale tylko wtedy, gdy nie będzie już postrzegany jako kompetencja wyłącznie indywidualna. [...] na poziomie społeczeństwa tracimy możliwość wyboru w kategoriach zmiany w stosunkach władzy” (s. 205). Książka słoweńskiej autorki jest więc pochwałą myślenia o wspólnej sprawie. Gra w wybieranie musi stać się grą zespołową, żeby dało się w nią wygrać z systemem.

 

(Nie)poradność

Chwilami niezbyt subtelne i nieszczególnie wyrafinowane retorycznie wywody powodują, że Salecl wydaje się w pewnych miejscach pisarsko nieporadna. Deklaracje ideologiczne wprawdzie brzmią mocno i mają szansę zniechęcić odbiorcę do kapitalistycznej „tyranii wyboru”, ale można odnieść wrażenie, że nie stanowią logicznej, solidnie wypracowanej konkluzji prowadzonego wywodu. Inną wadą książki są, wspomniane wcześniej, niezbyt trafnie dobrane przykłady oraz nijakość niektórych partii tekstu. Równocześnie jednak trafiają się błyskotliwe konkluzje, które wskazują na to, że słoweńska autorka wie, co chce przekazać. Czasami po prostu zawodzi wykonanie, a wtedy spore fragmenty przechodzą bez echa. Po „Tyranię wyboru” warto sięgnąć, bo część zawartych w książce diagnoz ma imponującą właściwość wywoływania reakcji: „O, faktycznie!”. Niestety, są i takie, które wydają się banalne lub zbyt jednostronne. Przy zawartych tu pomysłach, ale nieco bardziej wciągającej realizacji książka Salecl mogłaby być publikacją, które pozwala przejrzeć na oczy, zobaczyć współczesny świat na nowo – a potem przystąpić do jego zmiany. Tymczasem chwile olśnienia przeplatają się z momentami nudy. Oczywiście z lektury nadal może wyniknąć dla czytelnika sporo (samo)świadomości. Ale rewolucji społecznej chyba z tego nie będzie.
Renata Salecl: „Tyrania wyboru”. Przeł. Barbara Szelewa. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2013.