ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 października 19 (67) / 2006

Kamil Dąbrowski,

ADRIAN BELEW

A A A
„Side Three”. Sanctuary Records, 2006.
Adrian Belew swoją ostatnią płytą „Side Three” potwierdza w dalszym ciągu swój bogaty kunszt i wysoki poziom produkcji. Trzecia i ostatnia część tryptyku gitarzysty i wokalisty King Crimson ukazała się niemal jednocześnie z krążkiem innego członka tegoż ansamblu – Tony Levina „Resonator”. I choć od premiery minęło już prawie pół roku, płyta ta jest nadal dziewicza i nieznana na naszym rynku. Nie ma się czemu dziwić. Media nie są zainteresowane ambitną muzyką. To smutne, że w naszym kraju nie ma co liczyć na choćby jeden program poświęcony dźwiękom z wyższej półki. Swego czasu powstały w publicznej telewizji kanał tematyczny o szumnie brzmiącej nazwie TV Kultura miał wynagrodzić w miarę możliwości wszystkim zwolennikom niedostatki różnych gatunków. Niestety. Jeszcze nie narodził się taki... Skromne wzmianki czy recenzje „Side Three” można znaleźć tylko w prasie skupiającej prawdziwych melomanów czy audiofilów. A jeżeli ktoś chce pogrzebać w Internecie – proszę bardzo – polecam choćby oficjalną stronę muzyka www.adrianbelew.net Dla ciekawych zawsze coś się znajdzie.

Wróćmy jednak do samego albumu. Tak jak na poprzednich płytach, tak i na tej Belewa wspierają wspaniali muzycy: Les Claypool oraz Danny Carey. Równie niesamowitej sekcji rytmicznej, elastycznej i dynamicznej, chyba nie ma w całym uniwersum. Kto pamięta jak dwoił się i troił Les w Primusie, jak potężną dawkę energii potrafi on wygenerować, ten wie, o co mi chodzi. Tutaj mógł zaledwie szczątkowo zademonstrować swoje umiejętności. W „Whatever” mamy pełno połamanych fraz, tak charakterystycznych dla tego muzyka. W utworze tym jest też chyba najwięcej z tego, co działo się na pierwszej płycie tryptyku. Jest to najbardziej rockowy utwór tria. Adrian założył na początku, że całość będzie mixem wszystkiego co nie mieści się w kategorii tego co robi w KC. Na poprzednim krążku z cyklu można było usłyszeć kompozycje z przetworzonymi komputerowo dźwiękami. Na „Side Three” wszystkie te proporcje zostały wymieszane i odpowiednio podane. W „Water Turns to Wine” Belew skorzystał z usług Roberta Frippa, który wyczarował liryczne pejzaże muzyczne znane z King Crimson czy ze swoich solowych albumów. W subtelnym „Drive” przenosi się w klimaty kina drogi. W „Men in Helicopters v. 4.0” z kolei mamy pastisz The Beatles! “The Red Bull Rides a Boomerang Across the Blue Constellation” mógłby z powodzeniem być wykorzystany w mroczniejszych filmach Davida Lyncha, a “Cinemusic” pasowałby do “Naqoyaqatsi” Godfreya Reggio. “&”, utwór kończący „Side Three” jest luźną wersją „Ampersand” otwierającego „Side One”. Konkretna kropka nad i.