ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 października 19 (67) / 2006

Jacek Uglik,

SPUŚCIZNA

A A A
Historia molestowania seksualnego w rodzinie, wymyślona przez Ireneusz Kozła, nie zaskakuje treścią, ale formą. Dramaturgię opowieści dziejącej się w pozornie domowym zaciszu autor próbuje wyrazić wszak poprzez język, stosując, jak utrzymuje, „schizofreniczne powtórzenia dla wzmocnienia efektu traumatycznych przeżyć”. Na tę innowację zwrócił uwagę również reżyser Piotr Łazarkiewicz, mówiący o oryginalnym języku sztuki oraz sposobie budowania narracji przez Kozła. W zasadzie nie wiadomo jednak, cóż ciekawego obaj widzą w owych „powtórzeniach”, do których autor usiłuje dorabiać teorię przekonując, że „powtórzenia są czymś kompletnie nowym w naszej dramaturgii, ale i w prozie w ogóle. Powtórzenia traktowane są zwykle jako błąd stylistyczny. Tu jednak pozwalają zagrać traumę, jaką przeżywają nasi bohaterowie”. Pomińmy nieskromny wtręt Kozła na temat rzekomej nowości powtórzeń, czyli monotonnie wypowiadanych przez aktorów fraz. Efekt ostateczny takich zabiegów pozostaje dość mierny: zamiast zachwytu – znużenie widowni.

Krótko mówiąc, forma debiutanckiej sztuki Kozła (opublikowanej przez „Dialog”) nie przekonuje. Zatrzymajmy się więc na treści: rzecz traktuje o molestowaniu, które wydarza się w rodzinie. Świat kręci się wokół głowy tej rodziny, ojca – tyrana. Starzec pod butem trzyma syna i żonę, którzy mimo psychicznych upokorzeń, mimo wypełniającej ich bezradności, nie przestają być zachwyceni obrazem tego silnego w ich mniemaniu człowieka. Zgadzają się na wszystko… w końcu to mąż i ojciec jest panem domu. Pan domu, za przyzwoleniem syna, chadza do łóżka z synową, a potem z wnuczką. Również one odczuwają wobec tyrana jednocześnie strach i uwielbienie. Tyran wraca z pracy i obwieszcza domowi i wszystkim jego mieszkańcom: „Jestem”. Zagarnia w ten sposób dla siebie świat. Wszystko bierze w posiadanie. Nikt z zagarniętych przez wzrok i ręce tyrana nie ma odwagi powiedzieć „nie”. Nikt nie próbuje się sprzeciwić, bo, paradoksalnie, tyran oswajając świat ograniczony do czterech ścian domu, zapewnia im bezpieczeństwo. Jak oswaja ten świat? Czyniąc go prostym światem, w którym przede wszystkim jest pora na modlitwę (modlitwa pełni także istotną funkcję w czasie seksu, gdy ostre rżnięcie zamienia się w pacierz, a tego rodzaju zabieg pewnie może u Kozła oburzać), praca jest chwalona, a kościelne przykazania przypominane, i wszyscy domownicy dobrze znają swoje role. Nic im nie grozi. Muszą tylko wypełniać polecenia i spełniać pragnienia tatusia, męża i dziadka.

Autor chciałby, żeby jego sztuka stanowiła zarzewie dyskusji na temat molestowania seksualnego w rodzinie, stąd folder „Spuścizny” zawiera takie oto wpisy, mające stanowić jakoby wprowadzenie do spektaklu: „Mam 22 lata. Mniej więcej od ósmego do dziesiątego roku życia byłam wykorzystywana przez dziadka. Ale nie to jest najgorsze. Gardło mi się ściska, bo zrobił to samo swojej córce, a mojej mamie, i jej siostrze. Zrobił to samo również mojej kuzynce o rok starszej ode mnie. I mimo że moja mama wiedziała, co może się zdarzyć, wysyłała mnie do dziadków, by się mną zajęli, gdy nie miała co ze mną zrobić. Trzeba o tym mówić, przede wszystkim w rodzinie, bo często jest to kwalifikowane jako największa tajemnica. Tak jest u mnie, powiedziałabym tacie, ale bardzo by to zraniło mamę, więc milczę”. Czy zabieg tego rodzaju był potrzebny? Nie wiem. Czy opowieść 22-latki przekłada się na treść sztuki? Wątpliwe. Nie neguję podjętej przez autora próby, nie daję też żadnej uniwersalnej odpowiedzi. Na to pytanie takiej odpowiedzi nie ma. Ja tylko subiektywnie odczuwam, że „Spuścizna” Kozła nie jest dramaturgią bólu powodowanego molestowaniem, krzywdą. Subiektywnie zarazem trudno jest mi z przekonaniem powiedzieć, że jest to sztuka o czymś konkretnym, jasnym i czytelnym. Jeśli jest o czymś, to ja tego nie wiem. Zachwycają, przerażają i poruszają konkretne obrazy, np.: kiedy dziadek uprawiając seks z wnuczką mówi do niej „módl się suko” [jakoś tak]. „Spuścizna” zwraca więc uwagę jako obraz i chyba dlatego na oklaski zasługuje wkład w przygotowanie spektaklu scenografa Katarzyny Sobańskiej, dzięki której widz miał chwilowe wrażenie przejścia ze świata prozy w świat poezji.
Ireneusz Kozioł „Spuścizna”. Reż.: Piotr Łazarkiewicz. Scenografia: Katarzyna Sobańska. Lubuski Teatr im. L. Kruczkowskiego. Prapremiera: 24 marca 2006.