Wydanie bieżące

1 maja 9 (249) / 2014

Ewa Szkudlarek,

GIERKI W MIŁOSNE BIERKI

A A A
Węgierski pisarz Zoltán Egressy jest autorem dramatów „Reviczky” (1995), „Stracony Raj”  (1997), „Portugalia” (1997), „Prywatny nauczyciel” (1998), „Szczaw, frytki” (1999) oraz „Niebieski, niebieski, niebieski” (2000). „Portugalia” przyniosła autorowi największą popularność, ale na wielu teatralnych scenach, chociażby w Anglii, Bułgarii, Niemczech i Serbii, chętnie wystawiany jest także dramat „Szczaw, frytki”.

Spektakl w Teatrze Polskim w Poznaniu porusza nie tylko kwestię rozgrywek piłki nożnej. Utwór Egressy’ego dotyka uniwersalnych problemów każdego człowieka, takich jak poszukiwanie sensu ludzkiego istnienia, zranione uczucia, rozczarowania i nieunikniona przemijalność. Za fasadą wielkiej kariery i blasku fleszy toczą się małe i wielkie, codzienne i odświętne ludzkie dramaty.

Piłka nożna to obecnie najbardziej masowy sport na świecie. Dyscyplina ta jest także najbardziej widowiskowa, gromadząc na stadionach kibiców, a przed telewizorami wiernych widzów. Mówienie o polskim futbolu nie jest proste, gdyż kojarzy się on z niechlujnym, byle jakim przygotowaniem, kanciarstwem czy korupcją ukazaną chociażby w filmie „Piłkarski poker” Janusza Zaorskiego. W różnych mediach pojawiają się informacje o kolejnych przesłuchaniach sędziów i piłkarzy. Jednym słowem: sport ten raz po raz odsłania swoje ciemne strony. Przede wszystkim jednak: „(…) piłka nożna jest jedną z nielicznych sfer życia publicznego, która przeniknęła na wszystkie kontynenty. Z wielu powodów. Po pierwsze dlatego, że jest to prosty sport o przejrzystych dla wszystkich zasadach (…). Po drugie, jest to sport tani, niewymagający infrastruktury. Po trzecie, każdy nastolatek jest przekonany, że w łatwy i przyjemny sposób można w tej dyscyplinie odnieść sukces, nagradzany górą dolarów. I wreszcie po czwarte, ale wcale nie mniej ważne, futbol zawdzięcza swój sukces mądrej polityce władz Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej” (Gajdziński 2012).

Rozgrywki piłkarskie ogląda się na całym świecie. Oddziałują one na miliardy ludzi. Nawet mecze nie najlepszych drużyn przyciągają rzesze kibiców. Międzynarodowa Federacja Piłkarska FIFA skupia więcej państw niż jakakolwiek inna światowa organizacja. Współczesny sport zaspokaja przede wszystkim potrzebę sukcesu i z tego względu jest istotnym elementem w reklamowej machinie. Piłka nożna z pewnością należy do najbardziej fascynujących dyscyplin. Spojrzeć można na nią z różnych punktów widzenia, dostrzegając w niej: dobrze przemyślany biznes, drogę do sukcesu czy też produkt świata reklamy i mediów.

Akcja sztuki „Szczaw, frytki” toczy się w sędziowskiej szatni, czyli za kulisami widowiskowych meczy piłkarskich. Właśnie taka przestrzeń skłania bohaterów do trudnych rozmów i intymnych wyznań. Stopniowo otwierają oni wnętrza, ujawniając swe prawdziwe intencje, złożone charaktery i niskie pobudki. Rozpoznajemy mechanizm podwójnej gry: sportowej i międzyludzkiej. Pierwsza staje się ramą dla następnej, obie przenikają się i budują dwie przestrzenie: zawodową (odsłanianą i pokazywaną) oraz prywatną (zasłanianą i ukrytą).

Każda z nich może mieć wymiar fizyczny (gra w piłkę nożną), umysłowy (szachy) albo hazardowy (poker). U podłoża obu leży element rywalizacji, a celem graczy jest pokonanie przeciwników i zwycięstwo. Dramat „Szczaw, frytki”, z uwagi na sam tytuł, uruchamia jednak raczej skojarzenia z grą w bierki aniżeli w piłkę nożną. Podłużne liście zielonego szczawiu i długie złociste frytki przypominają rozrzucone na stole kolorowe patyczki bierek. Gra w bierki polega na zbieraniu pojedynczych patyczków ze stosu. Podstawową zasadą jest wybranie patyczka tak, by nie poruszyć pozostałych. Można oczywiście skorzystać z zebranych już elementów, które ułatwiają podnoszenie lub podbijanie innych patyczków. Wszystko to wpływa na ćwiczenie koncentracji, zręczności oraz ma wpływ na kształtowanie siły woli. Grę w bierki przypominają rozrzucone dialogi aktorów; każdy monolog to patyczek tkwiący w stosie i trzeba nie lada zręczności, by wydobyć go bez poruszenia pozostałych. Wszystkie przenikają się nawzajem i składają na niezależne historie trójki bohaterów. Za kulisami stadionu piłkarskiego toczy się inna gra w (życiowe?, miłosne?) bierki.

Sędzia główny – Smutas (Mariusz Adamski) – na pozór jest pewny siebie, zdecydowany w działaniu i skupiony na własnym celu. Zbyt często jednak przygląda się sobie i nadmiernie skupia uwagę na własnym wyglądzie. Takie zachowanie świadczy o jego wewnętrznej niepewności i nieumiejętności podejmowania decyzji. Bohater marzy o karierze, ale na drodze do jej realizacji pojawia się silne napięcie, które Smutas usiłuje redukować przy pomocy kolejnego słodkiego batonika. Małe uzależnienie z czasem może przerodzić się w znacznie większe i zgubne w skutkach. Sędzia liniowy I – Mydło (Piotr Kaźmierczak) – jest w średnim wieku, dlatego nie brak mu bagażu rozczarowań zawodowych i prywatnych. Nie czuje się spełniony ani jako piłkarski sędzia, ani jako mąż i ojciec. Nie zachowuje zasad fair play w grze piłkarskiej i międzyludzkiej. Oszustwo i zdrada to dwie ciemne plamy na jego życiorysie, które trudno wybielić. Tymczasem sędzia liniowy II – Artysta (Jakub Papuga) – stopniowo traci zainteresowanie własną pracą. Wielki mecz znika z pola jego świadomości przyćmiony tęsknotą za ukochaną Marianną. Rola Jakuba Papugi jest szczególnie interesująca; aktor pokazuje stopniowy proces przejścia od tego, co zewnętrzne – gry w piłkę nożną – do mającej miejsce wewnątrz bohatera rozgrywki o miłość kobiety. Tęsknota za ukochaną, która zostawiała go z kotem w pustym mieszkaniu, powoduje, że sędzia odkrywa w sobie talent poety. Jakub Papuga ma w sobie coś z wesołka-fatalisty, który zbliża się i zarazem izoluje od reszty świata.

W sztuce węgierskiego dramatopisarza uczucia sędziego do Marianny akcentują problem mówienia o miłości w ogóle. Jest to szczególny temat, który niepokoi swoją konwencjonalnością, pełną filmowych, przewidywalnych pułapek. Uczuciowe zaangażowanie to jeden z możliwych wymiarów istnienia poza grą w piłkę, funkcjonuje ono w codzienności i niczego nie obiecuje w przeżyciu. Nie jest to eksplozja romantycznych wzlotów i upadków, ale dotyk chwil w zwyczajnym, choć niezwyczajnie doświadczanym, życiu. Miłość jest efektem wspólnego, codziennego starania w nieudanych, poetyckich rymach, jednak szczególnych, gdyż pełnych zaangażowania i gotowości bycia na każde skinienie bliskiej osoby. Cała skala emocji wokół tajemniczej i zdradzającej bohatera Marianny realizuje się w języku: w gorzkich słowach i subtelnych metaforach; odwołuje się do wspólnych przeżyć i czułych wspomnień. W gruncie rzeczy wszyscy bohaterowie tęsknią za miłością, będącą lekiem na wszelkie rany zadawane przez złowrogą rzeczywistość, stanowiącą refugium przed wrogim światem ostrej rywalizacji i niepewnej wygranej.

Obrazy w spektaklu „Szczaw, frytki” atakują nasze zmysły, nie oszczędzają wyobraźni, uderzają ostro i gwałtownie, krążą wokół nas niczym gwiezdne konstelacje. Język poetycki, tak samo jak wulgarny, jest narzędziem, które pozwala za pomocą słów stworzyć precyzyjny obraz wymarzonej lub wrogiej rzeczywistości. Najwięcej pojawia się pytań: ile kosztuje sława? Jaką cenę płaci się za sukces? Komu można zaufać? Kto podkłada nogę? Codzienne doświadczenia, drobne przeżycia bohaterów odsłaniają ich wnętrza bardziej niż wielkie wyznania i spektakularne gesty.

Z pewnością w tej rozgrywce zarówno sędziowie, jak i każdy z widzów zebrali patyczki, by potem na skutek gwałtownego ruchu utracić swoje punkty… Cóż, na stadionie – jak w życiu – raz się wygrywa, a raz przegrywa. Niestety…

LITERATURA:

Gajdziński P.: „Świat mały jak boisko do piłki nożnej”. „Odra” 2012, nr 6.
Zoltán Egressy: „Szczaw, frytki”. Przekład: Jolanta Jarmołowicz. Reżyseria: Piotr Kaźmierczak. Choreografia: Iwona Pasińska. Kostiumy: Jola Łobacz, Agnieszka Kołdyka. Premiera: 5 października 2013 r. Teatr Polski w Poznaniu.