Wydanie bieżące

1 maja 9 (249) / 2014

Magdalena Kempna-Pieniążek,

TO TYLKO GRA?

A A A
Wydania DVD
Fakt, że Hollywood wykorzystuje instancję blockbustera w celu przepracowania amerykańskich narodowych traum, nie jest niczym nowym ani zaskakującym. Mimo to „Gra Endera”, w której pobrzmiewają silne echa inwazji na Afganistan i Irak, to film na swój sposób zdumiewający: jego niemal jawna antysystemowość, wręcz antyamerykańskość, sprawia wrażenie posuniętej już nie tylko o krok, ale o cały kilometr dalej niż Fabryka Snów zwykła tolerować.

Film Gavina Hooda, będący adaptacją powieści Orsona Scotta Carda, nie jest – niczym „Avatar” Jamesa Camerona – mocno spóźnionym „przepraszam” wystosowanym względem tych, których Amerykanie „dla ich własnego dobra” siłą „ucywilizowali” i nawrócili na demokrację. „Gra Endera” to natomiast – utrzymana w ramach spektakularnego kina, ale na swój hollywoodzki sposób naprawdę mądra – refleksja o mechanizmach zbiorowej manipulacji oraz lęku tak silnym, że generuje najgorsze akty barbarzyństwa.

Akcja filmu toczy się w świecie przyszłości, kiedy to ludzkość przygotowuje się do kolejnej wojny z wrogą rasą Formidów. Kilkadziesiąt lat wcześniej kosmici zaatakowali Ziemię, najprawdopodobniej w celu przekształcenia jej w swoją kolonię; pokonani dzięki bohaterskiemu aktowi jednego człowieka – legendarnego Mazera Rackhama (Ben Kingsley) – wycofali się na rodzinną planetę, gdzie budują flotę dziesięciokrotnie większą od pierwotnej. Przekonani o nieuchronności kolejnej konfrontacji dowódcy ludzkości opracowują specjalny program szkoleniowy, w którego ramach dzieci o określonych predyspozycjach rozwijają swoje przywódcze zdolności, uczestnicząc w różnego rodzaju grach symulujących wojnę z Formidami. Tytułowy Ender (Asa Butterfield) jest jednym z takich właśnie młodocianych żołnierzy przyszłości. Bohater ściąga na siebie uwagę pułkownika Hyruma Graffa (niejednoznaczny jak rzadko kiedy Harrison Ford), który dostrzega w nim urodzonego, wybitnego stratega – kogoś, kto będzie zdolny wyprowadzić ludzkość obronną ręką z nadciągającej wojny.

Niespotykana inteligencja Endera okazuje się bronią obosieczną. Chłopiec jak nikt inny potrafi przeniknąć strategię Formidów, zrozumieć swoich przeciwników, równocześnie jednak nie jest ślepy na mechanizmy manipulacji, jakimi poddawany jest wraz z innymi uczestnikami projektu. Radykalne ograniczanie osobistej wolności, niedopuszczanie możliwości polemiki z „jedyną słuszną” wizją wroga, a nawet cyniczne wykorzystywanie najbliższych bohaterowi osób, byle tylko skłonić go do realizacji powierzonej mu misji – to tylko niektóre elementy odsłaniające ciemne strony pięknego mitu o bohaterskiej walce z groźnym najeźdźcą. Ender jest postacią wewnętrznie skonfliktowaną i to na wielu poziomach. Przede wszystkim musi uzgodnić w obrębie własnego charakteru przeciwstawne cechy, które wcześniej zadecydowały o usunięciu z procesu szkoleń jego siostry Valentine (Abigail Breslin) i brata Petera (Jimmy Pinchak). Ta pierwsza okazała się zbyt łagodna i pełna współczucia; drugi – zbyt agresywny. Ender nosi po trosze każdego z nich w sobie, choć zdecydowanie bliższa jest mu siostra. Silny zmysł empatii czyni z bohatera zarówno doskonałego stratega, jak i człowieka pełnego wątpliwości. Im dłużej Ender przygląda się zachowaniom i tak zwanym ideałom swoich dowódców, tym mniejszą ma pewność, czy planowana walka z Formidami jest w istocie uzasadniona: posłuszeństwo, w którego duchu był szkolony, kłóci się w nim z indywidualnym osądem i wrodzonym poczuciem sprawiedliwości.

„Gra Endera” z pewnością nie byłaby tak dobrym filmem, gdyby nie sprawnie poprowadzony temat tytułowej postaci. Wielka w tym oczywiście zasługa odtwórcy głównej roli, Asy Butterfielda, ale chyba także i reżysera oraz scenarzysty w jednej osobie, który zadbał o konsekwentny rozwój psychologicznego wątku. W przebiegu akcji Ender ewoluuje, dojrzewa, staje się bardziej świadomy siebie. W finale filmu – paradoksalnie – będąc zwycięzcą, jest również największym przegranym, ale jego porażka umacnia go wewnętrznie.

O uczuciach bohatera niewiele dowiadujemy się od niego samego; zdradzają go głównie reakcje na stres, obierane przez niego strategie, a także sny. Sporo mówią o nim również jego przełożeni. Może się wydawać, że zabieg polegający na wprowadzeniu wątku dyskusji pary bohaterów: pułkownika Graffa i major Gwen Anderson (Viola Davis), którzy analizują i tłumaczą reakcje bohatera, to chwyt mało subtelny, jak gdyby stało za nim założenie, że „przeciętny widz” nie potrafi zrozumieć niejednoznacznego zachowania bohatera i trzeba mu wszelkie nieścisłości objaśnić. Z biegiem czasu ów dialog także jednak ewoluuje: nie chodzi już w nim o samo tylko zrozumienie bohatera, lecz o walkę o jego umysł i duszę. Słowny pojedynek Graffa i Anderson to w gruncie rzeczy starcie, które ma rozstrzygnąć los bohatera: to, czy będzie on nadal szkolony na bezdusznego stratega, czy też przywróci się mu prawo do bycia dzieckiem.

Istota skandalu wpisanego w sedno fabuły „Gry Endera” tkwi w tym, że zarówno główny bohater, jak i jego współtowarzysze są – fizycznie i psychicznie, choć nie intelektualnie – „tylko” dziećmi, którym wmawia się, że mają poświęcić wszystko, by ocalić świat, a równocześnie utrzymuje się je w przekonaniu, że całe ich szkolenie to „tylko” gra. Drobne, magiczne słowo „tylko” okaże się zresztą kluczowe dla fabuły i losów Endera. Fakt, że głównymi bohaterami są dzieci, staje się narzędziem zawartej w filmie krytyki społecznej i politycznej. Nietrudno dopatrzeć się tu metafory związków polityki i mediów, które bardzo sprawnie i szybko potrafią skonstruować obraz wroga, przeciw któremu zwrócą się miliony osób nieświadomych siły medialnych manipulacji. Chłonne umysły dzieci reprezentują to, co stało się istotą paranoi związanej z wojną z terroryzmem. Ameryka rozlicza się w „Grze Endera” ze zbrodniami nie tylko przeciwko innym, ale i przeciwko sobie – przeciw własnym obywatelom i od wieków kultywowanym (przynajmniej oficjalnie) ideałom. Zło w filmie Hooda nie znajduje się bowiem po stronie Formidów (od początku do końca wiemy o nich stosunkowo niewiele), lecz po stronie systemu, który pod osłoną szlachetnych frazesów, idei walki o przetrwanie ludzkości i – w domyśle – demokracji dopuszcza się ohydnych manipulacji na najsłabszych i najbardziej ufnych, skrzywiając umysły i sumienia tych, których powinien ochraniać.

Przede wszystkim jednak „Gra Endera” przynosi refleksję o mrocznym mechanizmie zemsty podszytej strachem przed Innym. Formidzi niegdyś zaatakowali Ziemię, popełniając tym samym swój największy błąd. Nie wiedzieli, że skonfrontowali się z gatunkiem nie tylko o niezłomnym duchu i zdolnym do poświęceń dla dobra ogółu, lecz także pamiętliwym i nieznającym przebaczenia. W świecie przedstawionym w filmie Hooda nie szuka się sposobu na dyplomatyczne rozwiązanie konfliktu; nie ma mowy o jakimkolwiek dialogu. Nie mogąc przeobrazić Innego (to znaczy reprezentanta odmiennej kultury) na swój obraz i podobieństwo, nie umiejąc w pełni go sobie podporządkować, człowiek (czyli Amerykanin) dąży do jego całkowitego unicestwienia. W tym świetle fakt, że jedyną osobą, która próbuje komunikować się z obcymi jest nastoletni chłopiec, stanowi smutną puentę dla obrazu ludzkości (i Ameryki) zawartego w „Grze Endera”.

Film Gavina Hooda jako hollywoodzki blockbuster nie może oczywiście jednak pozostawić widza z poczuciem braku nadziei. Finał może sprawiać wrażenie nazbyt ckliwego i sentymentalnego, zwłaszcza po konfrontacji z mroczną otchłanią, w jaką główny bohater (a wraz z nim widz) został wrzucony w kulminacyjnym momencie fabuły. Powrót do bezpiecznych konwencji łatwo jednak twórcom wybaczyć; zrealizowali wszak poruszający film, w którym – co ostatnio jest pewną rzadkością – widowiskowość rozgrywających się w stanie nieważkości ujęć oraz komputerowych symulacji nawet na moment nie przyćmiła i nie osłabiła przesłania.

Wśród dodatków zawartych na wydaniu DVD znalazły się sceny, które nie weszły do oficjalnej wersji filmu. Tę szczególną gratkę widzowie powinni sobie jednak zostawić na koniec. Nietrudno domyśleć się bowiem, dlaczego akurat te, a nie inne fragmenty, wypadły w ostatecznym montażu: zbyt dosłownie i za szybko podpowiadają one, jaki będzie wydźwięk kulminacyjnej sceny. W „Grze Endera” bowiem, inaczej niż w tytule jednej z książek Jeana Baudrillarda, wojna (z Formidami) rzeczywiście miała miejsce, nawet jeżeli (tak jak u Baudrillarda) całkowita prawda o niej jest niedostępna.
„Gra Endera” („Ender’s Game”). Scenariusz i reżyseria: Gavin Hood. Obsada: Asa Butterfield, Harrison Ford, Viola Davis, Hailee Steinfeld, Abigail Breslin, Ben Kingsley i in. Gatunek: science fiction. Produkcja: USA 2013, 114 min. Dystrybucja: Monolith Video.