ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 maja 9 (249) / 2014

Katarzyna Niesporek,

PIELGRZYMKA PAMIĘCI

A A A
„I kiedy ty nagle rozmyślasz nad śmiercią, / ja łapię słowo, które wypada z ust babki / wprost w negatyw słownika”. Z uchwyconych wyrazów, wydobytych z pamięci przodków, Konrad Wojtyła układa nie tylko poetycką historię, ale przede wszystkim opowieść rodzinną, a tym samym autentyczną historię, wydaje się, że dotyczącą samego autora Wierszy fatalnych.

 

Taniec śmierci

 

Konstruktem osobistej opowieści przedstawionej w tomie jest doświadczenie drugiej wojny światowej, której świadkami, ale także uczestnikami, są babcia Ludka i dziadek Czesław. Poeta, aby opisać przeżycia rodzinne, wspomina najpierw znamienne wydarzenia historyczne: „Armia była doprawdy czerwona. / To łatwo zauważyć w oczach / bez białka i wiary, w załamaniu / światła” oraz opisuje oczywisty dramat wojennej rzeczywistości”, „[…] Tak, czerwiec / był wtedy czerwony. I bagnety, // i sztylet, i kozik, co zbyt szybko / rysował granicę między głową / a resztą skórzanego ciała” czy „Ten dzień, w którym sowieccy / żołnierze wznoszą barykady / z zamarzniętych ciał”. Od momentu wybuchu wojny rozpoczyna się tytułowy „czarny wodewil” – przypominający średniowieczne dance macabre. Właściwie każdy utwór jest bardziej lub mniej „podszyty śmiercią” (pojawia się ona w metaforze albo zostaje przywołana bezpośrednio) i, rzecz jasna, dotyczy każdego bohatera. Wojna natomiast jest sprzymierzeńcem śmierci, rozdziela ludzi, wkracza w prywatność człowieka, niepokoi w snach, pozostawia traumy: „Potem wybuchła ta druga wojna. / Śmierć była szybka i płodna. / Ludka miała z głowy wszystkie sny / i przypowieści, które ginęły w oczach”, „Dziadek […] / poszedł prosto na druty / okalające kartoflisko śmierci”.

 

Rodzinna historia

 

Z poetyckiej relacji Wojtyły wynika, że dziadek był oficerem. Przymierza mundur, idzie na wojnę, walczy, w końcu umiera. Ludka z kolei, pomimo towarzyszącego jej nieustannie przeczucia śmierci męża oraz świadomości, że „Nieskończoność jest / zawsze skończona”, oczekuje jego powrotu. Podmiot najpierw opisuje: „Babka nie jest głupia, / chociaż ma nadzieję, / że jakoś się trzymasz / tam, hen, daleko / wśród korzeni, traw i mchu”, aby kilka wersów dalej dopowiedzieć i rozwiać wszelkie wątpliwości: „[…] wśród korzeni, traw i mchu. / Twój wieniec i płacz”.

Śmierć dziadka nie dokonuje się jednak ostatecznie. Wciąż bowiem w przestrzeni życia unosi się jego duch. Mało tego, daje o sobie znać na różne sposoby. Przede wszystkim nie pozwala zapomnieć: „Teraz w mieszkaniu po Niemcach / duch dziadka chodzi w mundurze. / Od czasu do czasu coś skrobie w drzwi”. Dziadek wciąż żyje w podświadomości babci, staje się bohaterem jej snów, marzeniem, które już się nie spełni. Jest niezaspokojonym pragnieniem i tęsknotą: „Babka Ludka miała dobre sny. / Wchodziły w nią bez pukania jak dziadek / Czesław, który powracał z wojny / o każdej porze dnia i nocy”, „Rzucał się na nią w mundurze i zastygał, / jakby śnił sygnał do ataku, jakby zaraz go mieli / zabrać albo puścić z dymem kabały. […] // a duch, / haftka po haftce, rozbierał babkę // tym strachem”.

Pustka, która została Ludce po dziadku, staje dla niej nadto uporczywa. Duch Czesława unosi się i próbuje nawiązać rozmowę z babcią. Czytelnik nie może jednak bezpośrednio wychwycić jego głosu. Autor „Fri low” nie popada w pułapkę czy paradoks udzielania zmarłym głosu. Mowa z zaświatów podważyłaby autentyczność rodzinnej historii. Dziadek przemawia więc jedynie w umyśle babci. Wojtyła zresztą często czyni Ludkę podmiotem wierszy w „Czarnym wodewilu”, a wypowiadane przez nią frazy układa w taki sposób, aby tworzyły część dialogu: „Kurwa, a ty znów pytasz, / co u mnie bez ciebie. / Jak się miewam i co mam / z tej pustki na starość”. Na zadane, pytanie dziadka (którego my nie możemy usłyszeć): „Co u Ciebie beze mnie?”, Ludka odpowiada, owszem, najpierw przekornie, a następnie szczerze i z nutą rozpaczy: „Życie nie daje się ułożyć w nic / konkretnego”.

 

Pamięć

 

Tęsknota, niewypełniona pustka, która pozostała po dziadku Czesławie, rozpoczyna podróż babci do pamięci. Pamięć to jeden z elementów budujących „Czarny wodewil”. Jest bowiem uporczywa, natrętna, przynosi niepokój: „Codziennie sobie przypomina / że dziadek nie żyje. Zawsze jest / tak samo przerażona jak wtedy, / gdy się o tym dowiedziała”. Babka przywołuje wspomnienia, rozdrapuje rany: „A na tym zdjęciu dziadek / z kolegami z wojska […]”, „A tu znów wojna i susza. Tu widać, / że głód, bo kromka czerstwa /szczur i brud, a tu ja tęsknię”. Pamięć została zdominowana przez doświadczenie wojny i śmierci. Ludka nie pamięta niczego, co miało miejsce przedtem, tzn. przed doświadczeniami związanymi z wojną: „Tyle, że ja nie wiem już, gdzie to miasteczko wesołe było, / co je miałam w pamięci”, i w innym wierszu: „Nie mam szans, / Pamięć nie ta. Dziury. Wszędzie”. Mało tego, pamięć, która została naznaczona doświadczeniem wojny, dotyczy nie tylko umysłu i podświadomości, ale także ciała. Ciało bowiem także pamięta – każdą czułość i każdy dotyk mężczyzny, który stał się ofiarą tańca śmierci. Pamięć podsyca tutaj utracone pragnienia. Ale też niewątpliwie przeszkadza. Nie pozwala zacząć życia od nowa i pozbierać się po „śmierci, która spadła z nieba”. To oczywiście nie może nas dziwić. Pozostaje bowiem trauma. „Po drodze wylew, blizna, naderwany pieprzyk, złamanie otwarte i kilka blizn u źródła” – to materialne, fizyczne znaki, znamiona, które nigdy nie pozwolą zapomnieć. Ciało pamięta!

Fundamenty zniszczone przez wojnę wydają się niemożliwe do odbudowania: „Jak grzebać / w pamięci, by wejść wprost // do mieszkania lub chociaż na osiedle, / co wyrosło na wysypisku”. Ludka, „niepocieszona wdowa”, o zmęczonej twarzy, „nierozpraszającej światła”, stwierdza: „Zaburzona / równowaga. Jak po nocy przejść / do porządku dziennego”. Okazuje się, że w tej nowej rzeczywistości, w przestrzeni powojennego marazmu, nie można tak łatwo powrócić do codzienności. Bohaterka tych wierszy co prawda próbuje, ale to, co przeżyte, wciąż wysuwa się na pierwszy plan. Jest tak głęboko zakorzenione w człowieku, że nie pozwala zapomnieć: „Ogląda telewizję, bo lubi / wiedzieć, czy będzie wojna”. Ale z drugiej strony, przyzwolenie na odejście w niepamięć tego, co się wydarzyło, co zostało tak silnie przeżyte, byłoby grzechem ciężkim. Pamięć zostaje w tym tomie sprowadzona do swojego rodzaju relikwiarza, jest świętością: „Poszli na dno i jeszcze idą. Do piachu. / Pod kołdrę mułu, kamieni i muszli. // Złe w nich siedzi i nie wyjdzie. / Czesław ten sen niesie jak relikwie, // jak krzyż”.

Konrad Wojtyła, po oddaniu na moment głosu babci Ludce, sam opisuje i relacjonuje w poetyckich frazach zakończenie rodzinnej historii. Koniec jest oczywiście przewidywalny. Śmierć przychodzi także po babkę. Wraz z kobietą odchodzi pamięć wojny i ciała, jak również duch dziadka. Wszystko wskazuje na to, że wraz z ostatnim pożegnaniem zostanie zapomniana także opowiedziana przez nią historia. Po tradycyjnym pochówku („Był tłum wieńców i łez. / I proboszcz odświętnie ubrany / z koszyczkiem na żal i monety”), nad grobem babci – mówi podmiot – „[…] stoimy i milczymy / o śmierci”. Tutaj akurat milczenie niepokoi. To, co zostało bowiem opowiedziane, miało przecież być przekazywane dalej, aby pamięć trwała. Tymczasem poeta w ostatnim wierszu pisze: „Oni tu leżą spokojnie. / […] Tak, ostatecznie umarli / mają pewną wiedzę o życiu”. Ci zaś, którzy mieli pamiętać, chodzą jedynie „lekko zamieszani w obce sprawy” i pozostają w milczeniu.

Przeszłość zostaje więc utrwalona jedynie w „Czarnym wodewilu”, w poetyckim przekazie. Wojtyła nie chce jej przemilczać. Wręcz przeciwnie – demaskuje minione czasy, aby można było je przeżywać wciąż od nowa. Zabiera czytelnika w podróż po przeszłości, w którą pragnie wpisać także siebie.

 

Opowiadanie fragmentami

 

I chociaż jest to książka opisująca historię jednej rodziny, w rzeczywistości złożona jest z kilku opowieści. Mamy bowiem do czynienia z wojną, z którą łączą się śmierć, lęk, niepokój, następnie pamięć i powojenna trauma. Czarna barwa ujęta w tytule tomu zdecydowanie dominuje. Ale przez tę ciemność przebija także miłość z prawdziwego zdarzenia. Jest ona tutaj silniejsza od śmierci. Ponadto peregrynacja obejmuje jeszcze kolejne postaci, które mniej lub bardziej zostają zapamiętane. Zadziwiające jest to, że te wszystkie doświadczenia zdołała pomieścić w swojej pamięci babka Ludka.

Poeta z kolei ujmuje w poetyckie słowo to, co sam zapamiętał. Wiersze zresztą zawarte w tomie są opatrzone rzymskimi cyframi od I do XXXVIII, nie mają tytułów. To zlepek urywków. Wojtyła łączy więc ze sobą fragmenty z życia dziadków, ale także umiejętnie dopowiada, tworząc poniekąd nowe dzieje. Sztuka polega tu na tym, aby nie zatracić w całej tej rodzinnej historii wiarygodności, aby ocalić prawdę, uratować pamięć po najbliższych. Autorowi to właśnie się udaje.

 

Język

 

Kłopot w „Czarnym wodewilu” pojawia się jednak na poziomie języka. Na pewno jest przesycony szczegółami, chociaż z drugiej strony właśnie to umiłowanie szczegółu opowieści poetyckiej nadaje epickiego charakteru. Z jednej strony, językowe frazy są tu nieraz celowo dwuznaczne, mają niby demaskować rzeczywistość, zestawiać obrazy normalnie ze sobą niewspółgrające: „Codziennie sobie przypomina, / że nie pamięta, że ma / Alzheimera, co ją wziął siłą, / jak Niemcy w pięknych mundurach / z trupią czaszką, / gdy wypięta / przy brzegu zbierała kaczeńce” czy „Ona ma już tę cudowną wprawę / w wyprawianiu się na tamten świat”. Z drugiej, niektóre gry językowe i metafory, choć należy przyznać, że na pierwszy rzut oka dobrze się prezentujące, a nawet ciekawie pobrzmiewające, są puste znaczeniowo: „Ja niestety nie z tych, / co to od razu, gdy zobaczą ptaka, / biorą do ust całe gniazdo” albo  fraza:  „Drżę na myśl, że jeszcze / cię rusza ta kołysanka / bioder”. Razi także parafraza słynnego powiedzenia z monologu Hamleta, gdzie wyraz „być” zostaje zastąpiony wulgaryzmem w języku angielskim „bitch” oznaczającym sukę, dziwkę, zdzirę. Włożenie słów „Bitch albo nie być” w usta babki Ludki nie powinno mieć miejsca.

 

Tom wiarygodny

 

Pomimo językowych mankamentów, „Czarny wodewil” to dobry tom, który urzeka swoją wiarygodnością. Jest bowiem przede wszystkim autentyczną historią, dramatycznym świadectwem dawnych czasów. Rzadko dzisiaj spotkamy twórców, którzy piszą tak sugestywne wiersze o przeszłości. Pielgrzymka po pamięci, powrót do czasów wojny, portrety przodków, śmierć to przecież tematy passé, w poezji już przepracowane i nieco wyświechtane.

Dlaczego więc autor Wierszy fatalnych zdecydował się właśnie na taką tematykę swojego nowego tomu? W jednym z wywiadów dla zachodniopomorskiego portalu internetowego Konrad Wojtyła mówi: „Najistotniejsza z mojego punktu widzenia jest rewindykacja tego, co ukryte wewnątrz, zapomniane. To reanimacja pamięci na prywatny użytek, mitologizowanie w sensie oczyszczającym i twórczym zarazem. Śmierć jest końcem zabawy w życie. Bo cóż po nas pozostaje? Możemy zostawić po sobie trwały ślad, czyli kulturę albo pozostać w pamięci bliskich poprzez przywołanie, cytat, wspomnienie”.

Owe usłyszane niegdyś przywołania, cytaty, wspomnienia Wojtyła układa w poezję. Staje się wskrzesicielem pamięci, przywraca do życia to, co minione. Tworzy w ten sposób tytułowy „czarny wodewil”, mając i swój udział w tej odgrzebanej historii.
Konrad Wojtyła: „Czarny wodewil”. Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury. Poznań 2013.