Wydanie bieżące

15 maja 10 (250) / 2014

Damian Preis,

(ZNOWU) W ŻYCIU MI NIE WYSZŁO

A A A
„Oh, Boy!” Jana Ole Gerstera zapewne automatycznie skojarzy się polskiemu widzowi z „Frances Ha”, choć niemiecka, męska wariacja na temat zagubienia charakterystycznego dla przedstawicieli generacji dwudziestoparolatków miała swoją premierę wcześniej niż film w reżyserii Noah Baumbacha. Nie tylko tematyka obu tych dzieł jest analogiczna; podobnie jak we „Frances Ha”, twórcy „Oh, Boy!” zdecydowali się na użycie czarno-białej taśmy, snującą się atmosferę uzupełniają o miękkie jazzowe utwory i w porównywalnej dawce odmierzają poczucie humoru.

Niko (Tom Schilling) niedawno rzucił studia. Niedawno, czyli dwa lata temu. W taką wersję wierzy również jego ojciec. Tymczasem bohater ciągle próbuje wymyślić co dalej. „Wymyślić” to w tym kontekście bardzo trafne słowo. Kiedy ojciec pyta Niko, co robił przez cały czas, w którym on finansował jego studia, przekonany, że syn poświęca się edukacji, ten odpowiada: „Myślałem”. Rzeczywiście, bohater więcej myśli, niż robi. A nawet jeśli robi, to na wzór Perecowskiego „Człowieka, który śpi” pozwala, aby czynności same nim kierowały. Nawiązanie do francuskiego dzieła nie jest przypadkowe. Berlin to autonomiczny protagonista filmu „Oh, Boy!”. Niko sunie gładko z jego nurtem, licząc chyba, że wszystkie decyzje, jakie czekają na podjęcie, oraz bezwład, który musi przezwyciężyć, rozpuszczą się w rytmie miasta.

Bohater nie szuka okazji do nawiązania kontaktów, utrzymuje jedynie znajomość z przyjacielem aktorem. Matze (Marc Hosemann) całe życie czekał na rolę godną jego kunsztu, a potem rozpoczął pracę w branży reklamowej. „Wiecznie młode miasto” jest zatem łaskawe nie tylko dla wiecznych studentów, którym nie starcza pieniędzy na kawę oraz limitu ważności na karcie miejskiego transportu, lecz także dla niespełnionych artystów. Lub artystów aspirujących do tego miana – takich jak Julika Hoffman (magnetyczny potencjał Friederike Kempter). To jedna z postaci, które wyłaniają się z cienia przeszłości bohatera. Nawet jednak jeśli przez chwilę zdaje się ona wpływać na Niko, to za moment znika, podobnie jak problematyczny sąsiad i przypadkowo napotkany w barze staruszek. Ludzie-duchy oddalają się, a Niko nadal może myśleć.

„Oh, Boy!” nie posiada sztywnych ram akcji. To luźna przeplatanka motywów nakładanych na trzon opowieści, czyli losy Niko. Nie ma tu jednak mowy o fuszerce. W każdym ujęciu  urzeka staranność kompozycji kadru. Czerń i biel, w przeciwieństwie do pastelowej i polukrowanej „Frances Ha”, wydobywają gorzką nutę fabuły­­. W filmie Baumbacha nie dzieje się nic przytłaczającego, nie ma dramatów, drastycznych wyborów, podbramkowych sytuacji. „Oh, Boy!” ma w sobie natomiast dozę dekadencji i zblazowania, niezbędną do tego, aby widz mógł się identyfikować z postaciami. I jeśli przez moment ów odbiorca zobaczy w nich siebie, nie zazna osłody ani w humorystycznych partiach, ani w zakończeniu, które mogłoby postawić do pionu życiowych przegranych – ale czy tak istotnie będzie?
„Oh, Boy!”. Scenariusz i reżyseria: Jan Ole Gerster. Obsada: Tom Schilling, Friederike Kempter, Marc Hosemann i in. Produkcja: Niemcy 2012, 83 min.