Wydanie bieżące

15 maja 10 (250) / 2014

Krzysztof Grudnik,

POE-TYKA

A A A
Istnieją zestawienia, które pasują tak bardzo, że raz ich doświadczywszy, zastanawiamy się, jak w ogóle mogą istnieć samodzielnie. Jak gin i tonik, Johnny Depp i Tim Burton, Michael Jordan i Dennis Rodman, pizza i salami... Do długo się jeszcze ciągnącej listy należy dodać: Anna-Varney Cantodea i Edgar Allan Poe.

Nie potrafię sobie wyobrazić zespołu, który bardziej pasowałby do muzycznej aranżacji poezji tego amerykańskiego poety, niż Sopor Aeternus & The Ensemble Of Shadows. I nie muszę, bo już wcześniej dowiedli oni (w zasadzie „dowiodła ona”, całą muzykę na albumach Sopor Aeternus komponuje Anna-Varney Cantodea, wykonuje partie wokalne, a pozostali muzycy jedynie nagrywają poszczególne instrumenty), że przekładanie Poego na język muzyczny wychodzi im perfekcyjnie. „Dreamland” znalazł się na albumie „Todeswunsch - Sous le soleil de Saturne” (pod zmienionym tytułem „Die Bruderschaft des Schmerzes”), „Eldorado” było na „Songs from the inverted Womb”, „The Sleeper na Dead Lovers' Sarabande (Face One)”, „Alone na Voyager - The Jugglers of Jusa”, a „The Conqueror Worm” mogliśmy usłyszeć na „Flowers in Formaldehyde”. Pozostałe utwory: „The City in the Sea”, „The Haunted Palace” i „A dream Within a Dream”, jak i numery instrumentalne (z wyjątkiem „Alone II”) zostały nagrane po raz pierwszy. Tak więc romans Sopor Aeternus z autorem „Zagłady domu Usherów” trwa już od dawna.

W tym miejscu należałoby powiedzieć o specyficznej filozofii artystycznej Anny-Varney Cantodei. Jej projekt Sopor Aeternus & The Ensemble Of Shadows jest programowo całkowicie studyjny. Nigdy nie koncertował i artystka (będę respektował wybraną przez Annę formę żeńską, bez względu na jej płeć biologiczną) nie planuje żadnych koncertów w przyszłości. Argumentuje to jednorazowością, niepowtarzalnością doświadczenia, jakim jest dla niej tworzenie muzyki. Używa jej w formie – jak określa – autoterapeutycznej. I jako wykonane zadanie terapeutyczne – płyta zostaje zamknięta. Anna nie chce wracać do raz stworzonych dzieł, aby powtarzać je w trasie koncertowej. Czy zatem „Poetica”, powtarzająca dużą ilość wcześniej nagranych utworów, jest pewną niekonsekwencją? Zdecydowanie nie. „Dreamland”, „Eldorado”, „The Sleeper”, „Alone” i „The Conqueror Worm” nie zostały tylko zremasterowane czy zremiksowane. Nie zostały nawet jedynie ponownie nagrane. One są od nowa skomponowane. To zupełnie inne numery, niż te, które możemy znać z poprzednich płyt. Czasem słychać pojedyncze linie wspólne dla nowych i starych wersji, jednak różnica zawsze jest wyraźna, oczywista.

Ale co czyni muzykę Sopor Aeternus tak dobrze współbrzmiącą z tekstami Edgara Allana Poego? Cóż, amerykański pisarz wydał między innymi zbiór opowiadań zatytułowany „Tales of the Grotesque and Arabesque”, w polskim tłumaczeniu „Opowieści groteskowo-arabeskowe” (wydawane czasem osobno, jako „Groteski i Arabeski”). Te dwie kategorie: groteskowość i arabeskowość (ornamentalność) doskonale posłużyć mogą także do opisu muzyki Sopor Aeternus.

Groteskowość dostrzec można w samej warstwie wizualnej – na okładce płyty znajduje się Anna-Varney Cantodea, w swym przerażającym image’u, z łysą głową, czarnymi oczyma i długimi palcami przypomina Nosferatu z filmu Friedricha Wilhelma Murnaua. W warstwie audialnej o groteskę ociera się jej androgeniczny głos, ani męski, ani damski, wyraźnie dziwny i niepokojący, z czasem jednak, wymykając się opozycji i tworzonej przez nią dynamice, a w wyniku tego paradoksalnie kojący.

Arabeskowość przekłada się na barokową kompozycję utworów. Ich wykonanie angażuje szeroki wachlarz klasycznych instrumentów: skrzypce, wiolonczele, kornety, puzony i tuby. Na tym tle wyraźnie odznaczają się rozmaite ozdobniki, jak na przykład lutnia czy theremin. Muzyka na „Poetica” jest bogata, przejmująca i mroczna. Bogactwo odznacza się nie tylko przez ilość instrumentów, ale i kompozycje, w których rozmaite tematy przeplatają się, przeobrażają, zanikają, by po czasie znów się powtórzyć – jak w arabeskach.

„Poetica” to niezwykle spokojny album. Długość utworów często dyktowana jest długością wierszy Poego („Alone”, liczący 22 wersy, trwa nieco ponad 5 minut, „The City in the Sea”, liczące wersy 51, prawie 11 minut), ale tendencja do ich wydłużania jest wyraźna. Dominują utwory dłuższe, niż 10 minut (w tym trwający prawie kwadrans „Dreamland”!), co jest praktyką całkowicie niemedialną, ale komercjalizacja to ostatnie, o co można by podejrzewać Annę-Varney Cantodeę. Albo Edgara Allana Poego. Nie jest to wszakże nadmierna rozwlekłość. Po prostu Anna w swej melorecytacji dokładnie waży każde słowo poety, akcentuje każdy wers, wypełniając go dramatyzmem. Stąd też instrumentalne utwory: „Alone II” czy „The Oblong Box” (I i II) są ciekawie pomyślanymi przerywnikami, które pozwalają nieco stonować emocjonalne zaangażowanie słuchacza.

Choć „Poetica” nie jest typowym concept-albumem, teksty nie tworzą ciągłej narracji, to nie można odmówić jej spójności. Łatwo formułować sądy o całej płycie (jest poruszająca, bogata brzmieniowo, mroczna), które jednocześnie będą prawdziwe w odniesieniu do każdego utworu z osobna. To doskonale przemyślany krążek, wypełniony dobrą muzyką i świetnymi tekstami. Połączenie idealne.
Sopor Aeternus & The Ensemble Of Shadows: „Poetica (all beauty sleeps)” [Apocalyptic Vision, 2013].