Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (251) / 2014

Grzegorz Mucha,

DZIKA ŁAGODNOŚĆ

A A A
Andrzej Bonarek jest nam już w „artPapierze” znany. Pisałem o stworzonej przez niego w 2002 roku muzyce do wierszy Emily Dickinson (w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka). Album ów ukazał się dopiero sześć lat później, kiedy kompozytor zaprosił do współpracy Monikę Wierzbicką i Pawła Gawlika z grupy Analog, oraz kwartet smyczkowy Dafo. Został wydany pod tytułem „Moja Emily Dickinson”, a ukazał się nakładem wydawnictwa SP Records. Niektóre utwory z owej płyty można było usłyszeć na żywo podczas Festiwalu Teatralnego Boska Komedia w Teatrze Starym w Krakowie.

Mimo iż minęło kilka lat, kompozytor nie próżnował i znów stworzył muzykę ściśle związaną z tekstem i kobiecym głosem. A zaczęło się od zaproszenia, jakie w roku 2011 otrzymał od wokalistki, a także kompozytorki Ewy Landowskiej. Dwa lata później powstał album „Wilderness Concerto”. Przypadkowe spotkanie pozytywnie wpłynęło na obie współpracujące strony. Lanodoska podobno była odpowiedzialna za „myśl pierwszą”, a także za teksty i warstwę głosową. Strona aranżacyjna, instrumentacja oraz ostateczny kształt należał do Andrzeja Bonarka.

Słuchacz znający muzykę do wierszy Emily Dickinson z pewnością będzie dokonywał porównań. Coś takiego przytrafiło się i mnie. Dlatego od razu nasunęła mi się uwaga, iż nowa muzyka jest mniej drapieżna, a jej bardzo specyficzna łagodność zmierza ku jakiejś odległej polskiej kniei. Pozwala słuchaczowi na rozwinięcie własnej wyobraźni. Dla mnie owa propozycja jest bardzo polska, bo oparta na specyficznie romantycznej manierze. Dzieje się tak pomimo użycia nowoczesnych elektronicznych brzmień i rytmów. Te ostatnie niektórzy krytycy określają nawet mianem trip-hopu, ale mnie takie porównania wydają się tropem (tripem) niewłaściwym. Owszem, Bonarek zna dużo nowych brzmień i rytmów, ale chyba nie chce podążać zagranicznymi ścieżkami. Pozostaje polski, w czym pomaga mu głos Ewy Landowskiej. Dzieje się tak pomimo angielskich teksów. Sprawa inspiracji i odbioru owej muzyki zatem pozostaje zagmatwana, ale jej przekaz wydaje się prosty. Duet przekazuje nam kawałek wyimaginowanego świata, który przy odrobinie wysiłku może stać się naszym światem.  

Album zawiera osiem kompozycji, wśród których wyróżnia się „Sorrow”. Wszystkie utrzymane są w podobnym duchu, a jednak podczas każdego kolejnego przesłuchania można się dosłuchać wielu satysfakcjonujących szczegółów. Zdarzało mi się bowiem zasłuchać wyłącznie w ciekawą linię basu lub głosowe harmonie. Dotąd najczęściej na wyspach brytyjskich powstawała podobnie łagodna muzyka z nieco zamazanymi, ale słyszalnymi wpływami dawnego folkloru. Teraz możemy posłuchać tego typu twórczości polskiej. Kłopotem może być dotarcie do niej, albowiem jak twierdzi kompozytor, duet Bonarek-Landowska z pełną premedytacją postanowił ją wydać sam. Pozostaje im zatem życzyć ambitnych i poszukujących słuchaczy.
Landowska & Bonarek: „Wilderness Concerto” [Wilderness Concerto, 2013].