Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (252) / 2014

Damian Preis,

HIPSTER NA FARMIE

A A A
Xavier Dolan ma 25 lat i 5 filmów w dorobku. Jak mówiła Marilyn Monroe w „Pół żartem, pół serio”: „Ćwierć wieku zmusza do myślenia”. Ostatni film, który niedawno wszedł do polskich kin, jest jak dotąd najdojrzalszym obrazem młodego reżysera. „Tom” ma prawo spodobać się tym, którzy do tej pory nie dali się uwieść dziełom Kanadyjczyka.

Już sam tytuł – w polskim wariancie „Tom”, w oryginale: „Tom à la ferme” (czyli „Tom na farmie”) – w porównaniu z trzema poprzednimi, a przynajmniej ich tłumaczeniami, wydaje się mało finezyjny i niezbyt egzaltowany. Także fabuła jest tym razem zaskakująco skromna, a formalne zabiegi nie stanowią „popisówki” odciągającej uwagi widza od meritum. Nie żeby poprzednie scenariusze były majstersztykami, misternymi splotami zdarzeń wymagającymi uważnego śledzenia; rozbuchana estetyka i hipsta-intelektualizm zdawały się jednak pozostawać w nich zawsze na pierwszym planie.

Tom, pracownik agencji reklamowej, przyjeżdża na zapadłą prowincję na pogrzeb dawnego kochanka, Guillema. Poznaje matkę i brata chłopaka, o którego istnieniu nie miał pojęcia. Po ceremonii zamierza od razu wyjechać, jednak nie jest to takie proste, jak sobie wyobrażał. Postawa członków rodzinki jego dawnej sympatii staje się coraz bardziej roszczeniowa. Agatha, matka Guillema, nie ma pojęcia o homoseksualizmie syna, domaga się więc opowieści o relacjach łączących jej pociechę z rzekomą partnerką. Francis, starszy brat zmarłego, pilnuje, aby Tom nie wyjawił matce nic na temat ich dawnego romansu, instruując bohatera, jakie historyjki powinien jej sprzedawać przy wspólnych posiłkach. Kiedy Agatha obdarza Toma zaufaniem, Francis bierze to za dobrą monetę i postanawia zatrzymać bohatera na farmie, a ich kontakty zaczynają przypominać heglowską relację pan-niewolnik.

Sporo jest w „Tomie” niedomówień i urwanych tropów. Dolan wydaje się tym razem bardziej zdystansowany i chłodny, nie prowadzi widza za rękę. Wszystkie te niejasności na tle pejzażu kanadyjskich pustkowi rodem z opowiadań Alice Munro pozwalają pełniej wybrzmieć związkom między bohaterami – niepokojącym, pełnym tajemnic, strachu przed samotnością, niekiełznanych, ukrytych pragnień. Namiętności są na tyle zagadkowe, że widz łapie się na tym, iż chciałby brakujący element układanki wypełnić jakimś uproszczeniem, kliszą, lecz reżyser pozostawia go z pustką w garści. Są one o wiele bardziej autentyczne od tych z poprzednich filmów Dolana, okraszonych ujęciami w slow-motion i pretensjonalną, roznamiętnioną muzyczką. W „Tomie” montaż jest zdecydowanie bardziej dynamiczny, cięty, nerwowy. Nawet jeśli pojawiają się tu zwolnienia, są one na tyle sporadyczne, że nie irytują, tak jak choćby w „Wyśnionych miłościach”. Na pochwałę zasługują zdjęcia, które nie przestają urzekać pięknem, choć jest to piękno surowe i niebezpieczne.

Kanadyjski reżyser udowadnia swoim ostatnim filmem, że nie tylko zręcznie wykonuje swój fach, ale i że jest niezłym scenarzystą i dobrym aktorem. Jego styl ewoluuje i staje się coraz bardziej błyskotliwy. W przypadku „Toma” pochwały dla „młodego oraz utalentowanego” reżysera stają się uzasadnione. Pozostaje oczekiwanie na nagrodzony w Cannes „Mommy”. Wówczas przekonamy się, czy reżyser w istocie dojrzał, czy też woli pozostać enfant terrible najnowszego kina.
„Tom” („Tom à la ferme”). Scenariusz i reżyseria: Xavier Dolan. Obsada: Xavier Dolan, Lise Roy, Pierre-Yves Cardinal i in. Gatunek: thriller psychologiczny. Produkcja: Kanada 2013, 95 min.