Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (252) / 2014

Marta Kalarus,

PRZECIW BAŚNIOWEJ JEDNOZNACZNOŚCI

A A A
Dwugłos o „Czarownicy”
Disney przyzwyczaił widzów do tego, że przenosi na ekran najbardziej znane baśnie. W 1959 roku wyprodukował kultową dziś animację, na której wychowało się już kilka pokoleń – „Śpiącą królewnę”. Tym razem słynna wytwórnia nie tylko podeszła z przekorą do baśni, ale i dokonała swoistej rewizji stworzonego przez siebie ponad pięćdziesiąt lat temu filmu. Mowa oczywiście o długo wyczekiwanej „Czarownicy”, w której główną rolę gra Angelina Jolie. Co ważne, aktorka nie wciela się w słodką księżniczkę Aurorę, będącą protagonistką tradycyjnej wersji popularnej baśni. Tym razem na pierwszy plan wysuwa się postać demonicznej wiedźmy, która rzuciła na królewnę klątwę skazującą dziewczynę na wieczny sen.

Maleficent poznajemy jako młodą wróżkę, która zakochuje się w człowieku. Ich miłość trwa długo, jednak jej wybranek, Stefan, odsuwa się od dziewczyny, ponieważ woli realizować swoje narastające ambicje. Mężczyzna wraca po pewnym czasie, aby pozornie ostrzec wróżkę przed grożącym jej niebezpieczeństwem – król obiecał bowiem oddać władzę temu, kto zabije Maleficent. Wkrótce okazuje się, że Stefan wykorzystuje zaufanie kobiety i sam próbuje się jej pozbyć, aby zostać nowym królem; ostatecznie jednak zostawia byłą kochankę przy życiu i odcina jej cenne skrzydła, które mają zostać przedstawione umierającemu władcy jako dowód wykonania zadania. W tej sytuacji nikogo nie może dziwić, że zdradzona i okaleczona przez ukochanego wróżka przestaje być pełną wiary i ufności dziewczyną, a staje się opętaną żądzą zemsty istotą. Na tym polega zasadnicza różnica pomiędzy tradycyjną wersją baśni a „Czarownicą”. W pierwszej z nich, zgodnie zresztą z cechami gatunkowymi baśni, Maleficent została przedstawiona jako postać jednoznacznie zła – odbiorca nie dowiaduje się niczego na temat jej motywacji, a ze sposobu jej prezentacji wynika, że wiedźma jest po prostu z natury podła. Najnowszy film daje zaś jasny komunikat: nie ma osób tylko dobrych lub tylko złych, każdy ma w sobie pierwiastek dobra i zła.

Przekaz ten nie jest zresztą niczym nowym i wpisuje się w ogólną, widoczną również w animacjach Disneya, tendencję do reinterpretacji pewnych wątków kulturowych i dopuszczania do głosu tych, którzy dotychczas byli postrzegani w kategoriach Innego. Jako dowód wystarczy przywołać ubiegłoroczną „Krainę lodu”, w której widz poznaje historię Elsy, posiadającej magiczne, destrukcyjne moce. Oczywiście, Elsa nie jest postacią złą – ale w tradycyjnej wersji baśni zostałaby ukazana jako wiedźma mieszkająca na odludziu w ogromnym, lodowym zamku, strzeżonym przez monstra. W taki też sposób do tej pory funkcjonowała w przekazie kulturowym postać czarownicy z baśni o Śpiącej Królewnie. Jak pisze Bruno Bettelheim, „postacie baśniowe nie są ambiwalentne – nie są zarazem dobre i złe, jak my wszyscy w życiu realnym. Ponieważ w umyśle dziecka dominuje biegunowość, charakterystyczna jest ona także dla baśni. Postać jest albo dobra, albo zła; nic pośredniego nie istnieje”. W wypadku „Czarownicy” przełamanie tej zasady staje się właściwie główną osią filmu – tytułowa bohaterka jest postacią ambiwalentną, zdolną zarówno do czynienia dobra, jak i zła. Aby jednak baśniowa struktura nie została całkowicie zerwana, punkt ciężkości został przeniesiony na postać króla Stefana. To on staje się w filmie głównym czarnym charakterem, a jego historia zostaje zakończona w sposób zarezerwowany u Disneya dla bohaterów negatywnych.

Z faktu, że Maleficent staje się główną bohaterką, wynikają również inne przekształcenia w stosunku do pierwotnej wersji baśni. Do tej pory fabuła koncentrowała się na uśpionej księżniczce, Aurorze. Tak też było w wersji baśni z 1959 roku – wirująca w rytm muzyki Czajkowskiego bohaterka stała się jedną z czołowych „księżniczek Disneya”. Wraz z rozwojem popkultury jej podobizny były utrwalane na naklejkach, różowych plecaczkach, perfumach „dla małych księżniczek” oraz pod postacią tysięcy innych gadżetów, o których marzą (a przynajmniej, wedle producentów, powinny marzyć) wszystkie dziewczynki. Złotowłosa Aurora stała się poniekąd wcieleniem piękna i kobiecej delikatności, której przeciwieństwem jest silna Maleficent. Od pewnego czasu w produkcjach Disneya można zaobserwować tendencję do kreowania bohaterek zdecydowanie bardziej sfeminizowanych. Ikoną stała się postać Meridy Walecznej, która sprzeciwiała się woli ojca w sprawie zamążpójścia i nie chciała być zależna od mężczyzn. Filmowa Aurora pozostaje miłą i uroczą dziewczyną, która jednak ma swoje zdanie i chce sama o sobie decydować. Nie to jest jednak najważniejsze – istotny wydaje się fakt, że w „Czarownicy” w bardzo widoczny sposób zostaje obalony mit wpajany wszystkim dziewczynkom: że księżniczkę może uratować jedynie książę. Film reinterpretuje więc nie tylko mityczne struktury baśni o Śpiącej Królewnie, ale dokonuje także przewartościowania tego, co przez wiele lat było nieodłączną częścią opowieści Disneya.

Widoczna w „Czarownicy” gra z konwencjami to oczywiście jeden z wielu powodów, dla których warto obejrzeć film. Wśród pozostałych można wymienić świetnej jakości efekty specjalne, pozwalające cieszyć się dopracowaną w każdym szczególe baśniową krainą czy robiącymi wrażenie scenami batalistycznymi. Na uwagę zasługuje też gra Angeliny Jolie – aktorka idealnie pasuje do roli Maleficent i doskonale wywiązała się z zadania, tworząc wyrazistą i przekonującą postać. Oczywiście, niektórym (zwłaszcza tym nieco starszym) może przeszkadzać pewna doza naiwności i patetyczność wybranych scen, ale należy pamiętać, że mimo wspomnianych przekształceń mamy wciąż do czynienia z konwencją baśni. Nawet osoby, których nie interesują reinterpretacje mitów, chcące otrzymać po prostu solidną dawkę rozrywki, będą na pewno zadowolone po seansie.

LITERATURA:

B. Bettelheim: Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni. Przeł. D. Danek. Warszawa 2010.
„Czarownica” („Maleficent”). Reżyseria: Robert Stromberg. Scenariusz: Linda Woolverton. Obsada: Angelina Jolie, Elle Fanning, Sam Riley, Imelda Staunton i in. Gatunek: fantasy / familijny. Produkcja: USA 2014, 97 min.