Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (252) / 2014

Mirosław Skrzydło,

POKÓJ, MIŁOŚĆ & PINKI

A A A
Można śmiało stwierdzić, iż nadzwyczaj obiecujący komiksowy autor Paweł „Szaweł” Płóciennik (rocznik 1987) wyspecjalizował się w tworzeniu obyczajowych opowieści graficznych rozgrywających się w komunistycznej Polsce. Jego debiutancki album „Sprane dżinsy i sztama”, według scenariusza ojca artysty, Jarosława, to niezwykle barwna wizytówka kulturalnego życia w czasach PRL-u, wyraźnie kontestująca mroczny okres w dziejach kraju nad Wisłą, równocześnie będącą peanem na cześć braterstwa. Esencją „Mojej terapii” są natomiast zjadliwe wspomnienia sławetnego muzyka sceny reggae Sławomira Gołaszewskiego z lat spędzonych w kontrowersyjnym Bezlekowym Oddziale Terapii Dziennej. Także w tym komiksie Szaweł nie pominął absurdów komunistycznego świata. Najnowsza ponaddwustustronicowa powieść graficzna Płóciennika jest owocem jego wielogodzinnych rozmów z legendarnym warszawskim hipisem Krzysztofem „Pinkim” Brandtem. Niech wypełnią nas pokój i miłość!

Życiowa filozofia Pinkiego opiera się na wartościach chrześcijańskich, ideach ruchu hipisowskiego oraz celebrowaniu radości z pozornych błahostek kształtujących naszą osobowość. Tytułowy bohater to współczesny wagabunda, niepokorny intelektualista, urodzony stoik oraz utalentowany malarz, a przy tym człowiek niezwykle skromny, dobroduszny i pogodny. Twórca „Naleśników z jagodami” słusznie nie stawia mu pomnika ani nie ubarwia jego życia. Zamiast tego wiernie relacjonuje bujne wspomnienia słynnego włóczęgi, ukazujące jego młodzieńcze fascynacje, oryginalnych kompanów (z którymi odkrywał kultowe utwory Pink Floydów), konflikt hippisów z gitowcami, platoniczną miłość do Agnieszki „Księżnej” Tatarskiej, wizytę w Sztokholmie oraz niespodziewane spotkanie z Frankiem Zappą.

Pomysłodawca dzieła snuje wciągającą opowieść o Krzysztofie Brandcie (począwszy od lat dziecięcych do czasów współczesnych), pełną spektakularnych wzlotów i przykrych upadków, po których protagonista zwykle podnosił się z wysoko uniesioną głową. Wyjazd do Francji i chęć kontynuowania pracy jako model początkujących malarzy zakończył się dla protagonisty brutalnym zderzeniem z rzeczywistością, jakże odległą od jego wyobrażeń. Pinki przez lata mieszkał na ulicy wśród podobnych sobie wykolejeńców, nawet na chwilę nie tracąc wiary w Boga oraz nie odrzucając wyznawanego systemu wartości. Zarobione pieniądze przesyłał swej przybranej córce i bliskim. Żył w nędzy, pokornie znosząc wszelkie niedogodności i zachowując się niczym biblijny prorok.

W niniejszej opowieści znajdziemy kilka scen przepełnionych goryczą, cierpieniem i smutkiem, ale ton opowieści jest na wskroś pozytywny. Świadczy o tym różowo-fioletowa kolorystyka oraz iście kreskówkowe ilustracje. Wiekowy Pinki wyglądem przypomina Pana Kleksa, co – biorąc pod uwagę wysoki poziom ekstrawagancji obu postaci – wydaje się trafionym porównaniem. Warstwa graficzna dzieła pełna jest przyjemnych dla oka perełek: widok rozweselonego bohatera na tle Wieży Eiffla, całostronicowy kadr ukazujący Pinkiego siedzącego w pidżamie na jednym z wielu łóżek szpitalnych znajdujących się na otwartej przestrzeni czy psychodeliczny występ Zappy to prawdziwa maestria. Wierny fan zdolnego rysownika dostrzeże spory progres w jego pracach, wkraczających w przestrzeń karykatury, a nawet groteski. Artysta równie dobrze poradził sobie z dynamicznymi kadrami, nie mówiąc już o planszach ukazujących architektoniczny aspekt odwiedzanych przez bohatera miejsc.    

Jeśli udamy się na warszawski Plac Zbawiciela, istnieje duże prawdopodobieństwo, iż dane nam będzie  spotkać rozweselonego, pełnego werwy staruszka z długą, siwą brodą, ubranego w kolorowe odzienie. Przystańcie zatem na kilka minut i wymieńcie z nim parę zdań, aby móc skonfrontować zastany obraz z komiksowym portretem autorstwa Szawła Płóciennika.
Szaweł Płóciennik: „Pinki”. Wydawnictwo Kultura Gniewu. Warszawa 2014.