Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (252) / 2014

Małgorzata Lebda,

OSTATNIE OBRAZY

A A A
W ramach Programu Głównego Miesiąca Fotografii w Krakowie 2014 pokazano wystawę „Ostatnie obrazy” Trevora Paglena. Projekt nosi znamiona realizacji niemożliwej, jest to bowiem – można by rzec – zuchwały gest próbujący zebrać to, co ziemskie i ludzkie, w stu starannie wybranych fotografiach. Pod koniec 2012 roku na orbitę okołoziemską został wysłany satelita telekomunikacyjny EchoStar XVI, na którego pokładzie znalazł się m.in. silikonowy dysk zawierający zapis owych zdjęć. Naukowcy szacują, że krążący po orbicie satelita przetrwa do momentu, gdy Słońce spali większość swojego wodoru i rozpocznie spalanie helu. Wówczas nasza gwiazda będzie się rozrastać, aż przybierze postać czerwonego olbrzyma i prawdopodobnie wchłonie Ziemię. Mowa o dalekiej przyszłości: stanie się to może za cztery, a może za pięć miliardów lat. Zatrważające.

Wybór obrazów, które ostatecznie trafiły na specjalnie w tym celu skonstruowany dysk, trwał pięć lat. Pomysł był prosty, a zarazem fantastyczny: opierał się na wyselekcjonowaniu takich fotografii, które świadczyłyby o tym, co ludzkie, ziemskie. Obrazy te musiały równocześnie spełniać – jak się zdaje – funkcje estetyczne i poznawcze (powinny komunikować). Jak trudne było to zadanie, mogli się dowiedzieć widzowie zgromadzeni podczas spotkania z Trevorem Paglenem, które odbyło się w ramach Miesiąca Fotografii. Artysta z pasją mówił o pracy nad projektem, o wątpliwościach, jakie nim targały i nadal targają, o wielu sceptycznych głosach i krytyce, z jaką się zetknął, a ostatecznie o tym, jak absurdalny, a zarazem niesamowity to pomysł.

Znaki z przeszłości

Wydaje się, że ludzka potrzeba zaświadczenia o własnym istnieniu, o własnym miejscu w historii towarzyszy człowiekowi od czasów najodleglejszych. Projekt „Ostatnie obrazy” pozwala wybiegać myślami nie tylko w przyszłość, ale także w to, co minione. Bazą projektu amerykańskiego artysty są znaki z dalszej przeszłości i realizacje z bliższej. Jak podkreśla Paglen, najważniejszym punktem odniesienia „są malowidła jaskiniowe, w szczególności obraz z Lascaux znany jako »Studnia«. Mamy tu do czynienia z wytworami kultury pozbawionej jakiegokolwiek kontekstu historycznego. Jest on dla nas tym, czym nasz statek kosmiczny może być dla kogoś w dalekiej przyszłości. I rzeczywiście myślę o »Ostatnich obrazach« jak o jaskiniowych malowidłach dla przyszłości” (Katalog Miesiąca Fotografii w Krakowie 2014: 223). Podobnie można traktować piramidy czy obiekty typu Moai z Wyspy Wielkanocnej; wszystkie one stanowią osobliwe – dla nas, współczesnych – symboliczne artefakty.

Przychodzi mi na myśl film Wernera Herzoga „Jaskinia zapomnianych snów”. Przypominam sobie uczucie niedosytu, jakie towarzyszyło mi po opuszczeniu kina, jakbym spodziewała się, że zostanie przede mną odsłonięte znaczenie tajemnych malowideł odkrytych w jaskini w południowej części doliny Rodanu. Odnalezione obrazy naskalne datowane są na około 32 tysiące lat. Niezwykłe, a wręcz zachwycające jest przedstawianie dzikich zwierząt (mamuty, nosorożce, lwy) w pozach, które podkreślają dynamikę i ruch (malowano zwierzęta z ośmioma nogami, dodatkowo na ścianach, które nie są płaskie, ale posiadają własną trójwymiarową fakturę). Poetycko-filozoficzny komentarz reżysera rozbudza wyobraźnię. Herzog mówi: „Twórcy z jaskini ślą nam przesłanie ze znanego, choć odległego świata”, by kilka minut później poddać pod rozważenie następującą kwestię: „Te wizerunki to wspomnienia dawno zapomnianych snów. Czy to ich serca biją, czy nasze? Czy kiedykolwiek zdołamy zrozumieć wizje artystów, od których dzieli nas taka otchłań czasu?”.

W kontekście przywoływanej wystawy słowa niemieckiego reżysera brzmią mocno, wydobywając przy tym szaleństwo czy absurdalność projektów takich jak „Ostatnie obrazy”. Pojawia się tu bowiem kategoria tego, co zrozumiałe i komunikatywne – przecież poza własnym kontekstem historycznym i społecznym pełna komunikacja wydaje się niemożliwa. Z jednej strony nie dziwi fakt, że to właśnie obrazy fotograficzne zostały przysposobione do tego „ponadziemskiego” projektu, jak bowiem pisze Susan Sontag: „Zapisy fotograficzne dostarczają dowodów rzeczowych. Coś, o czym słyszeliśmy i w co wątpimy, wygląda na dowiedzione, jeżeli pokażemy to na zdjęciu” (Sontag 2009: 12). Zasada, o której pisze badaczka, wydaje się jednak w pełni zrozumiała w perspektywie czysto ludzkiej; w perspektywie „kosmicznej” natomiast nadzieja na odczytanie wizualnych kodów umieszczonych na silikonowej płytce sprawia wrażenie abstrakcyjnej idei.      

Wielki gest

Patrząc na projekt Paglena przez pryzmat „niemożliwego”, dostrzegam jego symboliczny wydźwięk. Znaczyć zaczyna sam gest (w którym mieści się zarówno wybór stu fotografii poprzedzony konsultacjami z twórcami, badaczami, filozofami, aktywistami, jak i konstrukcja nośnika, na którym fotografie zostają zapisane oraz umieszczenie satelity na orbicie okołoziemskiej). Dostrzegam w tym geście przejaw ludzkiej wielkości i pychy zarazem; nie tylko to jednak, ostatecznie bowiem przedsięwzięcie to uświadamia, jak – w perspektywie wszechświata – niewiele możemy po sobie pozostawić. Być może nic.  

„Ostatnie obrazy” są również swego rodzajem gestem powtórzenia, wszak próby wysłania wiadomości obcym cywilizacjom podejmowane były już wcześniej. W 1977 roku na dwóch sondach wysłanych przez NASA w ramach programu Voyager umieszczono pozłacane dyski, które zawierały m.in. sto piętnaście zdjęć (w tym czarno-białe i kolorowe fotografie, diagramy przedstawiające dane naukowe dotyczące wartości fizycznych i matematycznych, Układ Słoneczny, jego planety, DNA, ludzką anatomię, organizmy zamieszkujące Ziemię, krajobrazy, portrety ludzi ukazujące różnorodność kultur) oraz rozmaite dźwięki (odgłosy natury, muzykę pochodzącą z różnych kultur i epok oraz pozdrowienia w 56 językach, ponadto wiadomość od prezydenta Stanów Zjednoczonych Jimmy’ego Cartera i sekretarza generalnego ONZ Kurta Waldheima). Inaczej niż sonda kosmiczna z projektem Paglena, która będzie krążyć po orbicie geosynchronicznej (w odległości dokładnie 35 786 km od równika) do ostatnich dni Ziemi, sonda „Voyager 1”  z dyskiem noszącym nazwę „Voyager Golden Record” już w 2012 roku opuściła Układ Słoneczny; obecnie podróżuje w przestrzeni międzygwiezdnej. Imponujące.

Można zadać pytanie: na ile jeszcze podobnych gestów zdobędzie się ludzkość? A wreszcie: kto owe gesty zrozumie? Czemu będą służyć? W odpowiedzi przychodzą mi na myśl słowa Herzoga będące komentarzem do znalezisk z Jaskini Chauveta: „W mrocznej wnęce widać ślad stopy ośmioletniego chłopca tuż obok odcisku łapy wilka. Czy głodne zwierzę osaczyło dziecko? Może szli obok siebie jak przyjaciele? Może powstanie tych śladów dzieli tysiące lat? Nigdy się nie dowiemy”.

Memento mori

Przyglądam się fotografiom wybranym przez zespół Paglena. Mój wzrok napotyka losowo wyłowione z oceanu obrazów pejzaże, zwierzęta, portrety ludzi. Myślę o tym, ile znaczą dla mnie te wizualne skrawki; zastanawiam się, co komunikuje mi zdjęcie lodowca, platformy wiertniczej, naskalnych rycin, zatłoczonego miasta, koła. Z jednej strony nagromadzenie takich, a nie innych obrazów zachwyca, budząc podziw wobec ludzkiej wielkości; z drugiej natomiast, pojawia się poczucie rozczarowania: przecież to nie może być koniec, sto starannie wybranych fotografii nie mówi wszystkiego. Czym jednak w tym kontekście miałoby być owo „wszystko”? Dość absurdalne to rozczarowanie, kiedy uświadomić sobie, że najpewniej nigdy obrazy te nie trafią do jakiegokolwiek adresata. Trafiają jednak do nas, a poddane krytyce, uważnemu oglądowi, stają się punktem wyjścia do rozważań o czasie, przyszłości i przeszłości, śmierci. Ponownie przywołam Sontag, która zanotowała: „Wszystkie fotografie mówią »Memento mori«. Robiąc zdjęcie, stykamy się ze śmiertelnością, kruchością, przemijalnością innej osoby lub rzeczy. Właśnie dlatego, że wybieramy jakąś chwilę, wykrawamy ją i zamrażamy, wszystkie zdjęcia stanowią świadectwo nieubłaganego przemijania” (Sontag 2009: 23). Swoista geografia czasu zostaje w projekcie amerykańskiego artysty poddana próbie, wymyka się naszemu pojmowaniu, przerasta nasze doświadczenie. Pojęcie „końca świata” (tego ziemskiego) zostaje tu naukowo umieszczone na osi czasu.  Przerażające i zachwycające zarazem.

LITERATURA:

Katalog Miesiąca Fotografii w Krakowie. Fundacja Sztuk Wizualnych. Kraków 2014.

S. Sontag: O fotografii. Wydawnictwo Karakter. Kraków 2009.
Trevor Paglen: „Ostatnie obrazy”. Galeria Starmach. Miesiąc Fotografii w Krakowie 2014.