Wydanie bieżące

1 lipca 13 (253) / 2014

Michał Misztal,

"STACJA 16": ZIMOWA OPOWIEŚĆ

A A A
Czytelnik biorący do ręki „Stację 16” można oczekiwać po tym tytule wielu dobrych rzeczy. Po pierwsze, komiks zilustrował Hermann, znany polskiemu odbiorcy z takich popularnych cykli, jak „Wieże Bois-Maury”, „Jeremiah” czy „Bernard Prince”. Operujący szczegółową, realistyczną kreską belgijski artysta sprawia, że narysowane przez niego plansze zawsze stanowią mocny punkt opowieści. Po drugie, intryguje także sama fabuła, której akcja rozgrywa się na archipelagu u północnych wybrzeży Rosji A.D. 1955, gdzie odbywały się liczne próby nuklearne. W tym ponurym zakątku znajduje się dawno opuszczona stacja, z której ktoś nadaje komunikat z prośbą o pomoc. Członkowie straży granicznej – mimo przekonania, że mają do czynienia z pomyłką – wyruszają na patrol mający ustalić genezę dziwnego zjawiska. Po przybyciu na miejsce zwiadowcy stają w obliczu takich atrakcji, jak anomalie pogodowe, czasoprzestrzenna pętla czy konfrontacja z upiornym pokłosiem medycznych eksperymentów. A może jednak to wszystko nie dzieje się naprawdę, lecz jest efektem zbiorowej halucynacji?

Początkowo scenarzysta tworzy w swojej opowieści ciekawą atmosferę, która zachęca do jak najszybszego poznania dalszego ciągu. Zapowiada wiele, ale niestety nie dotrzymuje obietnic. „Stacja 16” miesza różne dramaturgiczne składniki, chociaż każdy z nich jest zaledwie zasygnalizowany. Podróże w czasie? Właściwie automatycznie przypominały mi się „Thorgal. Władca gór” czy „Skasowałem Adolfa Hitlera” – opowieści z mnóstwem ciekawych rozwiązań, których w recenzowanym komiksie po prostu nie ma. Być może dlatego, że „Stacja 16” nie jest historią o podróżach w czasie. Nie jest to również opowieść o eksperymentach na ludziach czy zapowiadanych na okładce próbach nuklearnych oraz ich konsekwencjach.

Oczekiwania większości czytelników spełnią chyba jedynie utrzymane w nastrojowej kolorystyce prace Hermanna. Bo scenariusz Yves’a H. jest tanim, dość przewidywalnym horrorem klasy B. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że ostatecznie „Stacja 16” broni się właśnie jako nosząca znamiona tandety opowieść grozy. Historia ma swoje dobre momenty, a jeżeli odbiorca zdoła zaakceptować konwencję (bardzo szybko pokazującą swoją prawdziwą twarz), pewnie będzie się dobrze bawił. Wystarczy nie nastawiać się na poważną, przesadnie straszną oraz przemyślaną od początku do końca przygodę. I wtedy powinno być dobrze. Propozycja Wydawnictwa Komiksowego nie jest albumem stuprocentowo godnym polecenia, jednak pewnej grupie czytelników lektura „Stacji 16” z pewnością dostarczy sporo satysfakcji. 
Yves H., Hermann: „Stacja 16”. Wydawnictwo Komiksowe. Warszawa 2014.