Wydanie bieżące

1 lipca 13 (253) / 2014

Agnieszka Wójtowicz-Zając,

KRYTYKA PÓŹNEGO KAPITALIZMU DLA DZIECI W WIEKU PRZEDSZKOLNYM (DOROTA MASŁOWSKA: 'JAK ZOSTAŁAM WIEDŹMĄ')

A A A
Ostatnio Dorota Masłowska eksperymentuje z nowymi formami wyrazu. Najwyraźniej twórczość prozatorska i dramatyczna nie zaspokajają twórczych ambicji pisarki, ponieważ teraz postanowiła spróbować swoich sił w muzyce (płyta „Społeczeństwo jest niemiłe”, wydana pod pseudonimem Mister D.) oraz w literaturze dziecięcej, wydając książkę pt. „Jak zostałam wiedźmą. Opowieść autobiograficzna dla dzieci i dorosłych”. Medialny sukces płyty przyćmił nieco premierę książki, niemniej jednak warto przyjrzeć się temu, co młodszym czytelnikom proponuje laureatka Literackiej Nagrody Nike.

Rymowany (choć nieregularnie) poemat Masłowskiej opowiada o wąsatej wiedźmie, która w poszukiwaniu dzieci na zupę wędruje przez miasta, zaglądając ludziom w okna. Żywiąca się dziećmi czarownica ma jednak pewne ograniczenia dietetyczne – dziecko, które stanowi wkładkę mięsną do zupy, musi być odpowiednio złe, czyli niegrzeczne, interesowne, rozpieszczone i zupełnie owładnięte przez manię posiadania i kumulowania przedmiotów. Grzeczne i dobre dziecko może wywołać u wiedźmy poważne konsekwencje zdrowotne. Dlatego kiedy udaje jej się wejść do pokoju całkiem dobrej dziewczynki (7 punktów na 10 w skali dobra wedle urządzenia pomiarowego wiedźmy), żeby zrównoważyć jej szkodliwe działanie, rzuca na nią czar podmiany myśli i wysyła na poszukiwania niegrzecznego chłopca. Chłopiec taki znajduje się na widowni – gdyż perypetie wiedźmy i dziewczynki dzieją się na scenie, w teatrze. Zaczarowana dziewczynka rusza w senną krainę wraz z ożywionym konikiem na biegunach, z zaszczepioną przez wiedźmę myślą – złapać niegrzecznego chłopca i dostarczyć wiedźmie. Niestety, czar w sprayu, jaki zastosowała wiedźma, był nieco przeterminowany, ponadto spryskała ofiarę dla pewności dwa razy, co sprawiło, że wiedźma i dziewczynka zamieniły się myślami. W efekcie dziewczynka, przemierzająca krainę snu, już to pokrzykuje na konika i chce schwytać chłopca, już to konika Korneliusza przeprasza za swoje zachowanie i zachwyca się pięknem sennej krainy. Wiedźma z kolei zamiast zwyczajnych dla siebie złych myśli proponuje innej wiedźmie oraz krążącym nad nimi sępom grę w Eurobiznes i zabawę latawcem.

Niesforny chłopiec pojawia się już na samym początku opowieści jako znudzony teatralny widz, który przyszedł na sztukę o wiedźmie tylko dlatego, że myślał, że będzie o Wiedźminie. Rozczarowany hałasuje, wierci się, szeleści papierkami, zajada chipsy i gra na iPhonie. Kiedy śniąca dziewczynka opisuje głośno na scenie poszukiwanego chłopca z chipsami, ten sam zgłasza się do niej z widowni. Jako że jest rozpieszczony i niewychowany, atakuje dziewczynkę, wszem i wobec oznajmiając, że wszystkiego ma od niej więcej (słowo kluczowe dla „Jak zostałam wiedźmą…”), a do tego lepsze. Próbuje odepchnąć dziewczynkę od jej ożywionego mocą czarów bujanego konika, a ta, w obronie własnej, łapie go w bachorołap, należący do wiedźmy. Przemierzając krainę snu na Korneliuszu, z niegrzecznym chłopcem w siatce, dziewczynka napotyka swoją śniącą mamę i razem jadą na stację benzynową, gdzie następuje finał opowieści. Spotykają się tu wszystkie postaci – dwie wiedźmy, czyhające na dzieci, niegrzeczny Boguś, jego pracująca w korporacji mama, śniąca dziewczynka i jej mama. W ręce Bogusia dostaje się przypadkiem magiczna iPuderniczka wiedźmy Żulerii i za jej pomocą chłopiec rzuca czary, które niszczą stację benzynową w drobny mak. Mama śniącej dziewczynki, okazując troskę i dobroć wiedźmom, doprowadza je do zniszczenia, irytującą mamę Bogusia kasuje kopniakiem z półobrotu, a piekielne dziecko zagania do sprzątania zupełnie zdemolowanej stacji benzynowej. Sama zaś z córką i konikiem na biegunach odjeżdża samochodem, a potem bohaterki budzą się i próbują opowiedzieć sobie swoje fantastyczne sny z ubiegłej nocy. Boguś z kolei cierpi na koszmary, w których bezustannie sprząta stację, a jego mama prowadza go do kolejnych lekarzy. Magiczna iPuderniczka, która rzuca niszczycielskie czary, odnajduje się na jawie w torebce mamy, na wypadek, gdyby ta się wściekła. To, co wydarzyło się we śnie, przenika do świata rzeczywistego, potwierdzając prawdziwość niesamowitych wydarzeń w krainie snu.

W swojej opowieści dla dzieci Masłowska występuje przede wszystkim przeciwko wszechogarniającemu konsumpcjonizmowi. W świecie, który głodna wiedźma przemierza w poszukiwaniu dzieci, wszyscy owładnięci są maniakalnym kupowaniem i posiadaniem. Zaglądając w okna domów, wiedźma widzi, jak „wszędzie siedzą tak samo, telewizję oglądają / i liczą, czy więcej, więcej mają / czy tak jak zawsze: za mało, za mało, za mało” (s. 11). „(…) a jak już zasną, to nie śni im się nic ładnego, nie, / tylko że mają więcej, więcej, więcej, więcej - / albo że mają mniej, mniej, mniej, mniej, ciągle mniej, / prawie nic. I śnią im się te wszystkie / rzeczy, które muszą kupić, kupić, kupić i mieć, mieć, mieć” (s. 22). Kupowanie nigdy się nie kończy i nigdy nie daje zaspokojenia: „Lecz gdy tylko którą kupią, pojawia się wtem / inna, piękniejsza jeszcze bardziej. O nie, o nie, o nie! / I jęczą, i się męczą, i palcami chciwie przebierają po pościeli, / bo tę też by przecież chcieli.” (s. 22). Bohaterowie powieści są jasno podzieleni na dobrych i złych. Dobra jest dziewczynka, która potrafi się bawić i dzielić z innymi, nie jest owładnięta żądzą posiadania oraz ma fantastyczny kontakt z mamą. Zły jest z kolei Boguś, dziecko zostawione samo sobie, którego rodzice pracują w korporacji pod nazwą „Więcej, Więcej, Więcej & Więcej, Więcej, Więcej sp. z o.o.”, a jego rozpaczliwe próby zwrócenia na siebie uwagi (poprzez demolowanie wszystkiego dookoła) zbywają kupowaniem mu kolejnych przedmiotów. W tym późnokapitalistycznym świecie, w którym nikt nic nie produkuje, ale wszyscy wszystko kupują, Masłowska upatruje źródła wszelkiego zła. W końcu to dziewczynka i jej mama, skupione na wzajemnych relacjach, których nie zastępują konsumpcją, są jedynymi jasnymi postaciami w tej opowieści. Pisarka daje prosty wykład pt. „Krytyka późnego kapitalizmu dla dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym”. Ironizuję, bo opowieść Masłowskiej jest bardzo prosta i stereotypowa, niemniej wskazuje na istotne dla współczesnej kultury aspekty. A lektura „Jak zostałam wiedźmą…” może być świetnym punktem wyjścia do rozmowy z dzieckiem. Zwłaszcza, że dzieci są bardzo podatne na perswazję i reklamy oraz presję rówieśników, a kanały dla dzieci wprost bombardują je wciąż nowymi, lepszymi i fajniejszymi zabawkami, które trzeba mieć natychmiast. I, oczywiście, więcej, bo każde dziecko jest zbieraczem i kolekcjonerem, na czym żerują producenci. Choć, być może, poemat Masłowskiej jest nieco naiwny, jest sprawnie napisany i dowcipny, warto docenić jego formalną konstrukcję. Pisarka jest mistrzynią płynnej, rymowanej prozy (czego dowodem jest np. hiphopowa fraza „Pawia królowej”) i świetnie poradziła sobie z językową stroną opowieści o wiedźmie. Ciekawy jest również pomysł, znany już z „Kochanie, zabiłam nasze koty”, o krainie snów, w której spotykają się wszyscy bohaterowie opowieści, a senne wydarzenia nie pozostają bez wpływu na rzeczywistość. Najwyraźniej twórczość Masłowskiej dla dzieci to nie odrębny projekt, niejako „na boku” uprawiana twórczości „dla dorosłych”, ale pełnoprawna część dorobku pisarskiego autorki, korzystająca z podobnych chwytów i konceptów.

Warto zaznaczyć także, że książka jest pięknie ilustrowana przez Mariannę Sztymę. Miasta składające się ze sklepów i bannerów, ośrodek wypoczynkowy „Urlop z wiedźmą” stanowią doskonały komentarz nie tylko do samej opowieści, ale do całego naszego świata. No i wiedźma ma przepiękne wąsy.

W „Jak zostałam wiedźmą…” pojawia się wiele nazw konkretnych marek i firm (np. Lidl, Tesco, Heineken) oraz zabawek dla dzieci (Barbie, Monster High, Pet Shop, Furby), a także gadżetów elektronicznych (głównie iPhone, obiekt pożądania dzieci i dorosłych, a także fikcyjne gadżety wiedźm z charakterystycznym przedrostkiem, np. iPuderniczka). Owszem, daje to efekt komiczny, jest czytelnym odniesieniem do naszej „ometkowanej” rzeczywistości, metki i marki zawładnęły też światem dzieci, ale czy pozostaną one długo czytelne i aktualne? Czy tak jasne określenie gadżetów, zabawek i sklepów nie skaże tych fragmentów poematu Masłowskiej na nieczytelność za 10, 20 lat? W końcu mody (zwłaszcza na rynku zabawek) się zmieniają, a nawet trzymająca się mocno od wielu lat Barbie ulega ciągłym aktualizacjom i przeobrażeniom.

„Jak zostałam wiedźmą. Opowieść autobiograficzna dla dzieci i dorosłych” Doroty Masłowskiej jest na pewno ciekawą propozycją zarówno dla dotychczasowych czytelników, jak i tych najmłodszych. Nie można odmówić jej uroku i dowcipu, choć czarno-biały podział świata jest cokolwiek naiwny, nawet jak na książkę dla dzieci. Doskonałe ilustracje Marianny Sztymy sprawią wielką frajdę odbiorcom w każdym wieku. Pozostaje czekać na kolejne książki Masłowskiej – dla dzieci i nie tylko.
Dorota Masłowska: „Jak zostałam wiedźmą. Opowieść autobiograficzna dla dorosłych i dzieci”. Ilustr. Marianna Sztyma. Wydawnictwo Literackie. Kraków 2014.