Wydanie bieżące

1 lipca 13 (253) / 2014

Wioletta Grzegorzewska, Maria Jastrzębska, Paweł Gawroński,

WIERSZE

A A A
Wiersze Marii Jastrzębskiej w przekładzie Wioletty Grzegorzewskiej i Pawła Gawrońskiego.
Leaving Warsaw at Candlemas

 

Didn’t take a last look at our street.

We lived opposite

the old Gestapo prison

at number seven.

Why would I think

this was my last ride on a tram,

last game of hide and seek

in the courtyard?

 

It was February, willow buds

barely in view, the month when

candles are lit and snow

comes right up to the flats.

                                    

  Somewhere

on a frosty road

  wolves stop

to gaze in awe

at a girl holding a flame

who stamps her feet

to shake off the cold.

 

W święto Matki Boskiej Gromnicznej

 

Nawet nie spojrzałam na naszą ulicę.

Mieszkaliśmy naprzeciwko

Pawiaka, pod siódemką.

Dlaczego miałabym myśleć,

że była to moja ostatnia przejażdżka tramwajem,    

ostatnia zabawa w chowanego

na podwórku?

 

Był luty, ledwo widoczne

pączki wierzb, miesiąc

zapalonych świec i śniegu     

wstępującego do mieszkań.

                                       

                                    Gdzieś,

na oszronionej drodze,

                                    zatrzymują się wilki,

by oddać pokłon

pannie z gromnicą,

która tupaniem nóg

przegania zimno.

 

przeł. Wioletta Grzegorzewska

 

Arrival

 

Behind the tall glass, squeezed by the crowd,

your grandparents are waiting.

‘Wave!’ gasps your mother – she can barely speak,

pulling the bursting cases, tugging

your hand at the same time,

The floor is shiny as ice on a lake.

You’d like to stop, slide on it,

but her hand grips yours too hard.

Mamo! Papo!’ she calls out.  You look up.

Her eyes – blue fishes in a melting stream.

You have never seen her cry.

 

The two strangers,

who are your grandparents,

look pleased to see you.

They help with the cases.

Uwaga! Be careful!’ they say.

 

The stairs are moving, rolling

like a white-capped waterfall.

         By magic

the people on them glide up and down. 

 

Uwaga!’ ‘If you don’t get off in time

          these stairs chop off your leg.’

says your new grandmother,

           as you jump on. 

 

Przylot

 

Za wysoką szybą, wmieszani w tłum

stoją twoi dziadkowie.

Machaj, sapie matka, ledwie co mówi,

ciągnie wypchane walizy, szarpiąc cię

jednocześnie za rękę.

Podłoga lśni niczym zamarznięte jezioro.

Chciałabyś się zatrzymać, poślizgać,

ale jej uchwyt jest zbyt mocny.

Mamo! Papo! – woła. Spoglądasz na

jej oczy mienią się jak niebieskie ryby

w strumieniu. Nigdy jeszcze

nie widziałaś, jak płacze.

 

Tych dwoje obcych                                                            

to twoi dziadkowie,

zdają się cieszyć na twój widok.

Pomagają z walizkami.

Uwaga! mówią.

 

Schody się przesuwają, wirują,

jak tafla spienionego wodospadu.

                           Ludzie suną po nich

jak w bajce, to w dół, to w górę.

 

Uwaga! Jak nie zejdziesz w porę,

                   utnie ci nogi – mówi nowa babcia

w chwili, gdy wchodzisz

                     na pierwszy stopień. 

                                              

Przeł. Paweł Gawroński

 

Kissing

 

Kissing takes practice.

I stand in front of the mirror,

cocking my head bird-like. 

In films actors turn their heads

this way and that.   Stupid.

 

Everything in my room – wardrobe,

mahogany desk – Is second-hand

all except for the baby blue

divan bed, brand new

on my fifteenth birthday.

I fall across it, jump up, go back to the mirror.

 

You can’t just kiss someone. You have to

say something. Oh baby, I want you so much. 

No. You’re so beautiful

I could kiss you.  No.

Can I kiss you?  I lean in.

Close my eyes.

 

I think I’m getting the hang of it –

the glass is cold, smooth – I’m twisting

my head in a corkscrew motion, twirling

my tongue at the same time.  Harder. 

Would she like that?

The glass remains flat, slippery with saliva.

My lips burn and an ache

spreads between my legs, terrible, sweet.

 

Vot arr you doink?

I hear my mother's voice at the foot of the stairs. 

Spring back from the cold mirror

as if putting a fire out.

 

 

Całowanie

 

Całowanie wymaga ćwiczeń.

Staję przed lustrem

i przekrzywiam głowę jak ptaszek.

W filmach ludzie robią tak samo,

w tę stronę , w tamtą.  Idioci.

 

Wszystko w pokoju: komoda,

mahoniowe biurko, jest po kimś.

Wszystko, prócz niebieściutkiego

tapczanu, który mam

od piętnastych urodzin.

Padam na niego, wstaję, podchodzę do lustra.

 

Nie możesz od tak sobie kogoś pocałować.

Musisz coś powiedzieć.  Pragnę cię

Nie. Jesteś taka piękna.

Mogłabym cię pocałować. Albo Nie.

Pozwolisz?  Przybliżam się,

zamykam oczy.

 

Chyba zaczyna mi wychodzić.

Szkło jest zimne i gładkie. Kręcę głową

ruchem korkociągu,

jednocześnie poruszając językiem. Mocniej.

Podobało by się jej?

płaskie, śliskie szkło ocieka śliną.

Usta pieką, a pomiędzy udami

ta nieznana mi słodka katusza.

 

Co ty tam wyczyniasz?

Dobiega głos matki z parteru.

Odskakuję od zimnego lustra,

jakbym gasiła ogień.

 

przeł. Paweł Gawroński

 

 

Kalami

 

At this time of year, black

nets for catching olives

are spread like widow’s crêpe,

under the trees.  Dry leaves

like thousands of little fishes

crackle silver under my feet.

 

There are enough white pebbles

to skim the motionless water.

I find orchids in wild grass.

Wisteria petals blow

into my salad, lizards appear

as I’m about to turn away

 

and all over again

your death catches me out.

 

 

Kalami

 

O tej porze roku czarne

siatki do zbierania oliwek

rozłożone jak woalki wdów

pod drzewami. Suche liście

jak tysiące małych ryb,

szeleszczące sreberka pod stopami.

 

Wystarczy białych kamyków,           

aby puszczać kaczki na wodzie.

Dostrzegam storczyki w bujnej trawie;

kwiaty glicynii opadają

do sałatki; pokazują się jaszczurki,

gdy mam zamiar się odwrócić

                                 

i wtedy na nowo                     

zaskakuje mnie twoja śmierć.

 

przeł. Wioletta Grzegorzewska