Wydanie bieżące

1 lipca 13 (253) / 2014

Tomasz Pietrzak,

WIERSZE

A A A
Mikhailovskaya, 13 (Kyiv)

 

Matuszko matrioszko, matuszko kamienico ---

pełnobrzucha, gruboskórna, dudniąca nocą,

zmiłuj się nad tymi tu śpiącymi. Matuszko

matrioszko, matuszko kamienico --- lęgnio,

piastunko, coraz więcej śpi  nas w tobie,

i coraz więcej nas w twoich oczach. Matuszko

matrioszko, matuszko kamienico --- palimy

w twoich piecach, wzniecamy żar, ogrzewamy

twoje ściany, a ty chroń ode zimy, ode wojen,

ode kruków i wron, ode nagłych zaraz i mar.

Matuszko matrioszko, matuszko kamienico ---

wielkie twoje serce, w wielkiej twojej klatce,

pełne bogów i szczurów, dzieci i trupów. 

 

Paderew: 6.17

 

To jest miasto, to jest ściek, to jest trup,

a tam krzew, a za rogiem wyższe bloki,  

co rozchodzą się na boki. A w tych blokach

same dziwy --- bóstwo i ubóstwo, transki

i trance. To jest miasto, to jest chlew

--- podejdź no tu, weźże głęboki wdech.

W górę pną się balkony i wzrok wytężony ---

zwierz  jak wąż tysiącoki patrzy i chrupie.

To jest miasto z rana, niczym skrzep, leży

trup, a w nim śpiew.  Śpiewaj więc sójko,  

śpiewaj fiacie, śpiewaj droździe, śpiewaj

kościele, wyj syreno z rzeki  wyrwana, wyj

alarmie pożarowy, wyj psie w bramie, wyj

bramo, wyj. To jest  miasto, jakiś tam wyż,

tam memła się mgła, a pod nią żul i niż.

 

Zwierzątko

 

Dziękuję, że nie jestem wyszczekaną rybą

albo ptakiem mizantropem. Grunt, że nie płazem, 

który utknął  w formie pośledniej, ani gadem,

o którym gada się z pogardą. Szczęście niedane

mi być muchą na szybie, ani pająkiem przędącym

w tapczanie; ni żującym ssakiem, ni wiszącym

kopytem do nieba. Na pewno nie jestem z syluru,

czy z kredy, jakiś tam pożal się Boże kopalny,

nawet nie za pięć do wymarcia. Nie stroszę grzbietu

na widok grzbietu, nie gryzę  się w ogon  ze złości,

nie chowam urazy w piasek, nie daję nura w nurt.

Sam się sobie nieraz dziwię, jakie to szczęście

w nieszczęściu tak wysoko zadzierać nie trąbę,

stawiać nie płetwy, unosić ku górze nie cztery,

a jedną parę oczu,  mieć w ustach tyle języków

i w żadnym nie być wystarczająco mądrym.

 

Publikowane wiersze pochodzą z powstającego właśnie tomu „OBERLAND”.