ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 lipca 14 (254) / 2014

Martyna Fołta,

PARANOICZNY DESIGN I WIDEO PIOTRA BLAMOWSKIEGO

A A A
Na wystawie „Piotr Blamowski – Design utopijny. Scenki obsesyjne” w Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie byłam prawie półtora roku temu. To jedna z ekspozycji, które na długo zapadają w pamięć. Niedawno trafił do mnie towarzyszący jej katalog. Jego lektura pozwoliła mi na swego rodzaju podróż w czasie, ale także zrewidowanie tego, czego w trakcie wizyty w MOCAK-u doznałam.

Piotr Blamowski urodził się w 1966 roku. Zajmuje się głównie tworzeniem mebli i wnętrz inspirowanych różnymi epokami i stylami; określane są one mianem designu utopijnego. Od 2010 roku wraz z Michałem Sterzyńskim (ur. 1982) jako grupa design-generation realizują etiudy filmowe, które w tytułach posiadają numery. Jest ich już trzydzieści osiem (wszystkie znajdują się w Sieci: vimeo.com/designgeneration). W ramach wystawy można było zobaczyć trzydzieści pięć oraz wybrane z nich kadry opatrzone krótkimi rymowankami autorstwa jednej z kuratorek wystawy i zarazem dyrektor MOCAK-u, Marii Anny Potockiej. Poza tym w osobnej sali – ekspozycja mieściła się bowiem w dwóch pomieszczeniach – prezentowano wybrane obiekty designu utopijnego: „Gazetnik” (2001) „Ławeczkę” (2001), „Dorotę” (2010), „Głowę królowej” (2012) oraz „Grę różaniec” (2012). Za sprawą oddzielenia owych obiektów od wideo i fotografii, ekspozycje wydawały się w zasadzie autonomiczne. Natomiast katalog ukazuje spójność koncepcji wystawy oraz twórczości Blamowskiego. Z tego powodu śmiało można stwierdzić, że doskonale dookreśla on projekt i stanowi dziś bardzo dobry punkt odniesienia w ramach swoistego powrotu na ową wystawę.

Na katalog składają się: tekst „kuracja z absurdu” oraz rymowanki Potockiej, specyficzny wywiad Delfiny Piekarskiej (drugiej kuratorki) z Blamowskim pt. „Nie zastanawiam się nad tym, co robię i koniec”, zdjęcia wszystkich obiektów designu utopijnego oraz płyta z trzydziestoma pięcioma wideo design-generation. Potocka stawia mocną tezę: „Dzisiaj naprawianie cywilizacji przeszło w ręce artystów” (s. 4), uzasadniając ją faktem, że to oni potrafią być wyjątkowo wyczuleni na „ludzką przesadę w budowaniu sensów” i odnoszą się do niej krytycznie. Być może dzięki temu nasz niewolniczy stosunek do sensu i uzasadnienia może złagodnieć. Blamowski ma w tym swój udział, biorąc „na warsztat” absurd, mający właściwości „ożywcze” wobec codzienności. Cóż jednak oznacza owo „ożywianie”? Codzienność staje się tutaj hiperrealistyczna, wyrazista, mocna, piękna i okrutna oraz bardzo emocjonalna. Zdaniem Potockiej, prace wideo Blamowskiego są bardzo dojrzałe i „bezbłędne”; można z nich wyczytać „szarpane wyznanie światopoglądowe, w którym wyróżniają się dwa punkty” (s. 6). Pierwszy z nich to „równowartość wszystkiego, czego człowiek doświadcza” i to on jest miarą wszystkiego. Drugi to wyraz uznania dla kobiety, jej siły, zdecydowania, panowaniu nad zżyciem, twardej opieki nad mężczyzną. Poza tym absurd występujący tutaj „na prawach realności”, z którą doskonale się (…) dogaduje” (s. 8), pozwala na kreację swego rodzaju manifestacji postmodernistycznego humanizmu. Kuratorka proponuje interpretację wszystkich projektów wideo jako całości, by poszczególne prace opatrzyć jedynie krótką rymowanką, będącą, jak sama pisze, wynikiem jej pierwszego w życiu (w zetknięciu z wideo) tak głębokiego zanurzenia w poezji. Owe rymowanki są swoistymi komentarzami, ukazującymi najważniejsze, według Potockiej, elementy treści wideo. Przeczytałam je po obejrzeniu prac. Są one bez wątpienia ciekawe, ale niekoniecznie ze wszystkimi się zgadzam. Zastanawiam się także, czy są tutaj rzeczywiście potrzebne i czy w gruncie rzeczy nie szkodzą odbiorowi poszczególnych prac. Niemniej z całą pewnością pozwalają one na odkrycie interpretacyjnego zamysłu kuratorki bez zbędnego uzasadniania, dlatego też nie uznaję ich, jak Marcin Doktor Polak w artykule „Jak pokochałem Piotra Blamowskiego”, za przejaw przemocy symbolicznej, choć moja postawa względem nich wynika zapewne z tego, że oceniam je z perspektywy katalogu, a nie wystawy.

Z kolei wywiad Piekarskiej stanowi właściwie zapis wypowiedzi Blamowskiego, które, według kuratorki, oddają jego „obsesyjny perfekcjonizm w tworzeniu przedmiotów użytkowo-dekoracyjnych oraz absurd w filmach w dosadnej puencie” (s. 20). Wywiad ten bez wątpienia można uznać za wyraz spotkania z artystą, jego charakterem, językiem (momentami wulgarnym) i podejściem do twórczości. Rozmowa została podzielona na części, w których poznajemy stosunek artysty do wszystkiego, co tworzy, designu oraz okoliczności powstawania poszczególnych prac. Design, według Blamowskiego, to „odgrzewanie kluch” (s. 20), czyli coś powtarzalnego. Sam artysta zajmuje się głównie wykonywaniem pojedynczych egzemplarzy na zamówienie; czuje się przy tym niczym rzeźbiarz. Każdy z przedmiotów projektuje z pasji, fascynacji oraz paranoi (ciągle powtarza, że jest paranoikiem), dokładając do tej motywacji niebywały perfekcjonizm. Jak mówi, projektował niemalże wszystko „we wszystkich możliwych stylach świata”, by na koniec zrobić sofę – arcydzieło, petardę na skalę światową (s. 22-23). Z kolei „Ławeczka” to połączenie stylu historycznego z precyzją wykonania niczym w harleyu. Obiekt „Dorota” „opowiada” wymyśloną historię o mężczyźnie wychowanym na plebanii, rozdziewiczającym panny i zachowującym zakrwawione prześcieradła jako trofea. Blamowski oprawił prześcieradło poplamione ekoliną (udającą krew) z wyhaftowanym imieniem Dorota w metalową, okrągłą ramę z czymś na kształt kolców, niczym tarczę ochronną. Obiekty te z reguły opowiadają jakąś absurdalną historię lub są wynikiem pewnej prozaicznej historii. Z tej prozy życia i absurdu powstają projekty o dużych walorach artystycznych oraz estetycznych. Intensywnie oddziałują one na zmysły i emocje odbiorcy, zapraszając do spotkania z utopią.

Natomiast wideo z cyklu design-genaration, wykonane wspólnie z Michałem Sterzyńskim, to zdecydowanie spotkanie z absurdem. Każda z prac trwa zaledwie kilkadziesiąt sekund. Są to spójne, metaforyczne obrazy, mogące budzić kontrowersje (serwis Youtube.com odrzucił publikacje wideo w związku z treściami pornograficznymi zawartymi w niektórych z nich). Prace te powstają z reguły w kilka godzin. Blamowski wymyśla historie, organizuje aktorów i tworzy scenografie, a Sterzyński kręci oraz montuje filmy. Kilka osób im pomaga, przy czym w projektach występują z reguły amatorzy. Tematyka jest dość uniwersalna: katolicyzm (religijność i religia) – wideo I, VII,  XVIII, XX, XXXV; seks i erotyka – VI, IX, XVII, XIX, XXVI, XXVIII; fetysze – III, IV; V, VIII, X, XI, XXI, XXX; fizjologia człowieka – II, XIV; przemoc – XV, XVI, XXVII, XXIX, XXXIV; zabijanie – XII, XIII, XIV, XVII, XXI, XXXIII. W niektórych pojawia się historyczny kontekst. Bohater z reguły jest jeden. Obraz uzupełnia bardzo sugestywna i dobrze dobrana muzyka. Dialogów pojawia się tu niewiele lub nie ma ich wcale. Opowiadane historie są niczym „scenki rodzajowe”, tyle że w postaci absurdalnej, o wymowie tragikomicznej. Obrazy te sprawiają wrażenie estetycznie bardzo dopracowanych, ale nie skłaniają odbiorcy tylko do odczuwania zachwytu; już raczej (w połączeniu z nim lub zamiast niego) generują przerażenie, strach, irytację, obrzydzenie czy zaskoczenie.

Wypada zatem zadać pytanie, czy rzeczywiście twórczość Blamowskiego naprawia naszą cywilizację, jak twierdzi Potocka, czy też jest jej krytycznym odzwierciedleniem. Nie zobaczyłam tutaj silnego obrazu kobiety, lecz obraz ludzkiej destrukcyjności. Z tego powodu w interpretacji twórczości Blamowskiego będę się skłaniać raczej ku teorii posthumanizmu niż postmodernistycznego humanizmu. Wideo artysty są wyrazem przekraczania granic człowieczeństwa. Człowiek nie wyróżnia się tutaj wśród sił natury. Kieruje się głównie instynktami i nie widać w jego działaniach mądrości. Mogłoby się wydawać, że to bardzo okrutna wizja, ale sądzę, że jest ona po prostu szczera. Bez wątpienia skłania ona do refleksji, i to nie tylko nad prozą życia, lecz także nad zawartymi w niej różnego rodzaju wypaczeniami.

Lektura katalogu połączona z obejrzeniem wszystkich prac wideo buduje fascynujący obraz artysty i jego twórczości. Blamowskiego cechuje niebywała pewność siebie i przekonanie do wszystkiego, co robi. Paranoiczność oraz zamiłowanie do perwersji łączą się tutaj z perfekcjonizmem i minimalizmem. To spotkanie z niecodziennym designem i ciekawą osobą, które polecam wszystkim żądnym wrażeń w kontakcie ze sztuką.

LITERATURA:

Marcin Doktor Polak: „Jak pokochałem Piotra Blamowskiego”, http://www.obieg.pl/rozmowy/28044/. Data dostępu: 12.07.2014.
„Piotr Blamowski. Design utopijny. Scenki obsesyjne”. MOCAK i autorzy. Kraków 2013.